ZIMOWĄ PORĄ (41)
<div><font color="#0000ff" size="3" face="Arial"><img style="PADDING-BOTTOM: 10px; PADDING-LEFT: 10px; PADDING-RIGHT: 10px; FLOAT: left; PADDING-TOP: 10px" alt="" width="100" height="123" src="/att/Image/team/Remiszewski_2015.jpg" />Tym razem <strong>Andrzej<em> Colonel</em> Remiszewski</strong> dotknął tematu, kt&oacute;ry może stanowić punkt wyjścia do serialu niesamowitych, nie tylko kulinarnych opowieści żeglarskich z okresu <em>peerelu</em>. Dla młodych to by były teksty zupełnie jak Franz Kafka lub Sławomir Mrożek. Podpowiadam hasła: &quot;Lista prowiantowa&quot;, &quot;Baltona&quot;, &quot;Sklep kanałowej strefy wolnocłowej w Holtenau&quot;, &quot;Stenia Line&quot;, &quot;chleb długoterminowy&quot;, &quot;Plan rejs&oacute;w morskich PZŻ&quot;.... </font></div> <div><font color="#0000ff" size="3" face="Arial">Może Andrzej da się skusić. Bez nijakiej polityki - to wszystko o żarciu. Na jachcie i nawet po rejsie w domu.</font></div> <div><font color="#0000ff" size="3" face="Arial">No, może tam jakieś jeansy, kawa, rajstopy czy majteczki na każdy dzień tygodnia w tle.</font></div> <div><font color="#0000ff" face="Arial"><font size="3"><em>Paprykarz szczeciński</em> to było rzeczywiście ohydne (pardon) g&oacute;wno. Wizualnie, smakowo, zapachowo. Gdzie tam pulpetom w sosie pomidorowym (słoiki) do paprykarza ?</font></font></div> <div><font color="#0000ff" size="3" face="Arial">Czytajcie, czytajcie - historia się powtarza; energicznym krokiem zmierzamy do powt&oacute;rki..</font></div> <div><font color="#0000ff" size="3" face="Arial">Żyjcie wiecznie !</font></div> <div><font color="#0000ff" size="3" face="Arial">Don Jorge</font></div> <div><font color="#0000ff" size="3" face="Arial">.</font></div> <div><font color="#0000ff" size="4" face="Arial">--------------------------</font></div> <div><font face="Arial"><font size="3"><strong>&bdquo;Ostatki&rdquo;.</strong> Niestety to jeszcze nie zapowiedź końca tej dziwnej zimy. jeszcze kilka tygodni zanim zacznie się proces przygotowania jacht&oacute;w do sezonu, choć etap planowania rejs&oacute;w już trwa.<br />&bdquo;Ostatki&rdquo; to zapowiedź postu. Dla niekt&oacute;rych post kojarzy się jak najbardziej z żeglowaniem. W pierwszym rzędzie postawiłbym tych wszystkich, kt&oacute;rzy pochłonięci oddawaniem daniny Neptunowi, wycofują się kolejno z pr&oacute;b zjedzenia czegokolwiek, potem wypicia, potem marzą o wycofaniu się życia... Oczywiście dla 99% ludzi choroba morska się kiedyś kończy i wtedy... Wtedy bywa r&oacute;żnie. Bywa tak, że kapitan jest zwolennikiem męskiego żeglowania, twardego i bez luksus&oacute;w, upraszczania gastronomicznej części żeglowania do minimum, czasem aż redukując rzecz do absurdu. Z drugiej strony spotyka się, ostatnio coraz częściej armatorskie jachty, na kt&oacute;rych Pani Gospodyni prowadzi normalną, kompletną domową kuchnię.<br /><strong>W dawnych czasach</strong> polscy żeglarze mieli o tyle trudniej, że kłopoty z zaopatrzeniem i bariera dewizowa potwornie utrudniały w miarę sensowne żywienie. Starszym dość wspomnieć słowa: &bdquo;paprykarz szczeciński&rdquo;[i], jeszcze starszym: &bdquo;tuszonka&rdquo;[ii]. Problemy z zaopatrzeniem rozwiązywało się r&oacute;żnorodnie. Przed rejsem zagranicznym można było dostać prawo dokonania zakup&oacute;w w &bdquo;Baltonie&rdquo;. Zwykli harcerze czynili zakupy w &bdquo;Społem&rdquo;. I tu taki obrazek rodzajowy: Lata 70. II oficer wraz wachtą czyni zakupy na dwutygodniową &bdquo;kraj&oacute;wkę&rdquo; stażowo-szkoleniową. Finansowanie rejsu jest przez ZHP, czyli got&oacute;wka przechodzi przez księgowość Harcerskiego Ośrodka Morskiego. Zresztą znaczna część koszt&oacute;w rejsu jest dotowana, co było wielką zaletą dla początkujących żeglarzy-harcerzy i ich rodzic&oacute;w. Już przy kasie prośba o rachunek dla księgowej. Sprzedawczyni, czy też sama pani kierowniczka, odmawia, twierdząc, że nie może wystawić rachunku na HOM ani też na jacht. &bdquo;To niech pani napisze: Ob. Jan Kuczyński[iii], Puck, ul. Żeglarzy 1&rdquo;. </font></font></div> <div><font face="Arial"><font size="3">W księgowości HOM jakoś przeszło!<br />/<img alt="" width="800" height="523" src="/att/Image/201601/KAMBUZ_KUCZYNSKI.jpg" /><br />Bliźniak &bdquo;Kuczyńskiego&rdquo; - &bdquo;Iskra 70&rdquo; (</font><a href="mhtml:{B4BD4EA0-E404-40D0-86C5-60C4149EFA5E}mid://00000008/!x-usc:http://www.rejsy.szczecin.pl/"><font size="3">www.rejsy.szczecin.pl</font></a><font size="3"> )</font></font></div> <div><font size="3">.<br /><strong>Zakupy to dopiero początek.</strong> Potem trzeba to wszystko było dostarczyć na jacht i zasztauować. Ponieważ konserwy wędrowały do zęzy, gdzie zawsze była woda, konieczne było pozbawienie ich papierowych etykiet (po odmoczeniu zatykających pompy), a więc oznakowanie konserw farbą olejną dla odr&oacute;żnienia r&oacute;żnych puszek od siebie. Inne postępowanie powodowało ciekawe quizy, kiedy to kuk poszukujący konserwy mięsnej na obiad, m&oacute;gł wydobyć i otworzyć r&oacute;wnolegle mielonkę i na przykład szprotki w oleju.<br />Zgrane, wcześniej dobrane zespoły, radziły sobie z zaopatrzeniem lepiej. Pamiętam załogę, kt&oacute;ra z południa Polski przywiozła pociągiem ponad stukilowy w&oacute;r wypełniony kompletnym (po za pieczywem i świeżymi warzywami) menu. Były tam wyroby ze specjalnie zabitej świni, dziczyzna (a czasy były &bdquo;kartkowe&rdquo;), własne jajka, ciasta, pikle i... pełna gama alkoholi, od <em>księżyc&oacute;wk</em>i, poprzez śliwowicę, aż do pieprznej pieprz&oacute;wki &bdquo;dla zdrowotności&rdquo;. Skutek? Śniadanie, drugie śniadanie, obiad (trzydaniowy!), podwieczorek, kolacja, dla nocnej wachty podkurek. Ehhh...<br /><strong>Mądrzy kapitanowie</strong> doceniali wartość dobrego żywienia, szczeg&oacute;lnie w dłuższych i trudniejszych rejsach. &bdquo;Bolo&rdquo; Kowalski organizując wyprawę dookoła Ameryki na &bdquo;Śmiałym&rdquo; postanowił kambuz powierzyć jednemu stałemu kukowi. Już pierwszy posiłek przygotowany przez kandydata w pr&oacute;bnym pływaniu po Bałtyku skończył się jego rezygnacją. No c&oacute;ż, &bdquo;Bolo&rdquo; był znany z ciężkiego charakteru i jeszcze cięższego języka. A kuk ośmielił się zasiąść do stołu razem z załogą. Kolejnym kandydatem okazał się młody kapitan o nazwisku Krzysztof Baranowski. Ten wytrzymał. Swoje gotowanie i przy okazji całą wyprawę, opisał w świetnej książce[iv]. I tak to się zaczęło.<br /><strong>Gotowanie na jachcie wymaga czasem poświęceń.</strong> Dobrze, jeśli poświęcenie przynosi efekt w postaci zadowolonej i sytej załogi. Ale bywa r&oacute;żnie. W moim pierwszym pełnomorskim rejsie siedziałem za kołem sterowym, a na dole pierwsza wachta szykowała obiad. Ponieważ pogoda była plażowa, a w wśr&oacute;d gotujących była jedyna dziewczyna w załodze, wszyscy liczyli na dobrą &bdquo;wyżerkę&rdquo;. W pewnej chwili pod pokładem rozległ się głośny huk, przez zejści&oacute;wkę buchnęły kłęby dymu, a pomiędzy nimi zaczęły się gramolić dwie zakrwawione, p&oacute;łnagie postacie. Dopiero po chwili okazało się, że to nie dym, lecz para i nie krew, lecz botwinka. Wachtowy Michał nastawiając zupę nie domknął dość solidnie pokrywy szybkowaru. Czy ciśnienie okazało się zbyt duże, czy wachowa Magda nieostrożnie złapała szybkowar, tego już nie dojdziemy. Dość, że cała zawartość garnka wystrzeliła na kambuz i parę kuk&oacute;w. Obiadu nie było, a nieszczęśnicy resztę rejsu spędzili w opatrunkach. Ale nie wysiedli!<br /><strong>Innym razem</strong>, też na harcerskim jachcie, tym razem &bdquo;Zjawie IV&rdquo;, sztormowaliśmy kilka dni w jesiennym rejsie na Morzu P&oacute;łnocnym. Dla mnie był to już kolejny rejs w sezonie, więc wredne kołysanie &bdquo;Zjawy&rdquo; nie robiło na mnie wrażenia. Wprost przeciwnie odczuwałem gł&oacute;d, tym większy, że żadna z wacht kuchennych nie czuła się na siłach przygotować do jedzenia niczego porządnego. Postanowiłem sam podać załodze coś gorącego. Akcja zaczęła się w spos&oacute;b przemyślany. Przygotowałem w podręcznej szafce niezbędne składniki. Wydobyłem największy kocioł, tak by niezbędna dla całej załogi ilość nie wypełniała go więcej, niż w połowie. Ustawiłem go na kuchni i skonstruowałem cała plątaninę linek utrzymujących go w stałej pozycji, łącznie z przytrzymaniem pokrywki. Wlałem do połowy wody, osoliłem i zacząłem ją gotować, co miało potrwać dobre p&oacute;ł godziny. Zmęczony dwugodzinnym wysiłkiem, choć usatysfakcjonowany rezultatem, wyszedłem na moment na pokład odetchnąć świeżym powietrzem.<br />Gdy po dziesięciu minutach wr&oacute;ciłem, kolega z koi obok, skądinąd dziś ojciec dw&oacute;ch znanych polityk&oacute;w ze skrajnie przeciwnych opcji, właśnie kończył &bdquo;porządki&rdquo; w kambuzie. &bdquo;<em>Jakiś idiota na tej fali zostawił wrzątek w kambuzie. Wszystko wylałem...&rdquo;</em> Nie zabiłem go tylko dlatego, że był ode mnie o 30 kilo cięższy, a stał między mną, a toporkiem. Obiadu nie było. I nie było jeszcze dwa kolejne sztormowe dni.<br />/<img width="600" height="450" alt="" src="/att/Image/201601/KAMBUZ_11.jpg" /><br />Można tak &ndash; </font><a href="mhtml:{B4BD4EA0-E404-40D0-86C5-60C4149EFA5E}mid://00000008/!x-usc:http://www.sailbook.pl/"><font size="3">www.sailbook.pl</font></a></div> <div><font size="3">.<br />/<img alt="" width="600" height="450" src="/att/Image/201601/KAMBUZ_2.jpg" /><br />Albo tak &ndash; </font><a href="mhtml:{B4BD4EA0-E404-40D0-86C5-60C4149EFA5E}mid://00000008/!x-usc:http://www.jachttobias.blox.pl/"><font size="3">www.jachttobias.blox.pl</font></a></div> <div><font size="3">.<br /><strong>Dziś, mimo że świat jak wiadomo, idzie ku gorszemu</strong>, z gotowaniem na jachcie jest prościej. Już nie powiem, że dżentelmeni pływają z wiatrem, na foku i od śniadania do podwieczorku, co oznacza po prostu p&oacute;źny obiad w porcie. Ale nawet taki leniwiec i antytalent gospodarczy jak ja, może zaopatrzyć się w dowolne produkty. W ostatnich latach, dzięki silnej złot&oacute;wce koszt kupowania jedzenia w portach bałtyckich nie burzył odczuwalnie budżetu rejsowego. W nadchodzącym sezonie będzie wyraźnie drożej (już o 15%). Ale zawsze można zabrać zawekowane dzięki żonie świeże mięso, podane codziennie z makaronem &bdquo;dla odmiany&rdquo;, wzbogacone sałatką ze świeżych pomidor&oacute;w. Takie jednodaniowe jedzenie spełnia całkowicie moje kucharskie i smakowe ambicje. Całe szczęście, że koledzy, z kt&oacute;rymi pływam wolą zmywać naczynia, czego organicznie nienawidzę.<br />8 lutego 2016 r.<br /><strong>Colonel</strong><br /><em>Tekst zawiera osobiste, prywatne i subiektywne obserwacje autora.</em></font></div> <div><font size="3">--------------------------<br /><strong>PS</strong>. A Szymon na Atlantyku (jest już na Wyspach Zielonego Przylądka) zam&oacute;wił rzekomo: </font><font size="3"><em>&bdquo;....czekolada, bombonierka, czekolada, paczki z czekoladą, czekolada, czekoladowe faworki z czekoladą, czekolada, czekolada nadziewana czekoladą, orzechy i rodzynki w czekoladzie bez bakali&oacute;w, trochę posypki czekoladowej i na końcu rzecz najbardziej potrzebna: czekolada?&rdquo;<br /></em>---------------------------------------------------------------------------------------</font><font size="3"><em> <br /></em>[<strong>i] Paprykarz szczeciński</strong> został opracowany w połowie lat 60. XX w. przez pracownik&oacute;w laboratorium PPUDiR Gryf ze Szczecina na zlecenie szefa produkcji Wojciecha Jakackiego. Paprykarz szczeciński był wynikiem pomysłu racjonalizatorskiego na zagospodarowanie odpad&oacute;w po wykrawaniu kostki rybnej z zamrożonych blok&oacute;w rybnych. (za Wikipedią)<br /><strong>[ii] (ros. &#1058;&#1091;&#1096;&#1105;&#1085;&#1086;&#1077; &#1084;&#1103;&#1089;&#1086;) czasem też <em>swinaja tuszonka</em></strong> &ndash; konserwa mięsna, mielonka wieprzowa, kt&oacute;ra stanowiła podstawową rację żywnościową żołnierzy Armii Czerwonej w czasie II wojny światowej. Konserwa ta była produkowana w USA i dostarczana w ramach pomocy udzielanej przez USA Związkowi Radzieckiemu. W amerykańskim slangu zwana SPAM. W polskiej wersjo jako mielonka, konserwa śniadaniowa i in. (Za Wikipedią).<br /><strong>[iii] &bdquo;Jan Kuczyński&rdquo;</strong> harcerski jacht typu &bdquo;Enif&rdquo; należący do Harcerskiego jachtklubu &bdquo;Wodnik&rdquo;.<br /><strong>[iv] Krzysztof Baranowski</strong> <em>&bdquo;Kapitan kuk&rdquo;</em> Wydawnictwo Iskry, seria &bdquo;Naokoło Świata&rdquo;, wznowiona przez fundację &bdquo;Szkoła pod żaglami Krzysztofa Baranowskiego&rdquo; w 2012 i ciągle jeszcze do nabycia.</font></div>
Komentarze
człowiek o rozległych zainteresowaniach Bogdan Kiebzak z dnia: 2016-02-15 15:30:00