ZIMOWĄ PORĄ (36)
<div><font color="#0000ff" size="2" face="Arial"><img style="PADDING-BOTTOM: 10px; PADDING-LEFT: 10px; PADDING-RIGHT: 10px; FLOAT: left; PADDING-TOP: 10px" width="100" height="123" alt="" src="/att/Image/team/Remiszewski_2015.jpg" />Dziś<strong> Andrzej <em>Colonel</em> Remiszewski</strong> rozważa co to jest bunt przeciwko zachowaniom racjonalnym. Czyl "normalnemu" życiu w którym człowiek się uczy, zdobywa zawód, zarabia pirniądze, buduje dom, zaklada rodzinę, wychowuje synów, odcina kupony (prestizowe, finansowe, artystyczne), podóżuje w wolnych chwilach dla rozrywki.</font></div>
<div><font color="#0000ff" size="2" face="Arial">A tu nagle pojawia się sylwetka człowieka, który taki porządek "olewa" w imię zupełnie odmiennej gradacji ważności. Jako przykład Autor felietonu przywołuje Łotysza, który urodził się w zupełnie innych czasach - głupstwo 129 lat temu i to w kraju podporządkowanemu imperium rosyjskiemu (co za pech!).. To wszystko w książce <strong><em>"Seul sur les flots"</em></strong> (Samotnie na falach).</font></div>
<div><font color="#0000ff" size="2" face="Arial">Czy mnie ta historia porywa? </font></div>
<div><font color="#0000ff" size="2" face="Arial">Absolutnie - nie !</font></div>
<div><font color="#0000ff" size="2" face="Arial">No tak, ale przecież ja jestem tylko unikalnym egzemplarzem żywego, ekscentrycznego subiektywizmu :-))) </font></div>
<div><font color="#0000ff" size="2" face="Arial">Bawiłem się inaczej i zupełnie innymi zabawkami.</font></div>
<div><font color="#0000ff" size="2" face="Arial">Zyjcie wiecznie !</font></div>
<div><font color="#0000ff" size="2" face="Arial">Don Jorge</font></div>
<div><font color="#0000ff" size="2" face="Arial">---------------------------------------</font></div>
<font size="2" face="Arial">
<div><br />Don Jorge,</div>
<div><strong>Jak tu pisać, gdy w ponad dwudziestu miastach polskich tyle się dziś dzieje?</strong> Jestem jednak solidnym pracownikiem SSI. A że temat czeka od dawna, zmobilizuję się (z przerywnikiem na spacer po gdańskim Długim Targu).<br />Żeglarstwo zawiera sporą dozę romantyzmu. Nie każdy żeglujący to odczuwa, nie każdy umie sam sobie zwerbalizować, lecz jestem przekonany, że to wciąż, także w XXI wieku, dominujący czynnik ciągnący nas na morze.<br />Wiele razy wspominałem o różnych sposobach i stylach żeglowania. Jeden z nich budzi szczególne emocje. Raz na tysiąc, a może na milion, zdarza się żeglarz, który staje się natchnieniem dla wielu. Dzieje się tak, bo mimo iż ogromna większość z nas poddaje się romantyzmowi morza tylko raz w roku na czas urlopu, to niemal każdy w cichości serca marzy…<br /><strong>Nazwiska takie jak Ludomir<em> „Ludojad”</em> Mączka, Jerzy Radomski</strong>, to polska legenda. Tomasz i Beata Lewandowscy, rodzina Ludwińskich (katamaran o wszystko mówiącej nazwie „Wyspa Szczęśliwych Dzieci”) i jeszcze inni, których dziś w pamięci nie mam albo po prostu o nich nie wiem, bo żeglują dla siebie, na swoim i za swoje, po cichu i pomyślnie.<br /><strong>W tym zestawieniu nazwisko Paul Christian Julius Sproge</strong> może zastanawiać. Któż to u licha jest? Zagadka stanie się dla niektórych łatwiejsza, gdy podamy nazwisko, pod jakim jest znany powszechnie: <strong>Fred Rebell</strong>. Urodzony w 1886 roku w Windawie w Kurlandii (dziś Ventspils na Łotwie). Około 1907 roku dla uniknięcia poboru do carskiego wojska (a służba trwała wtedy bodaj 25 lat!) zmienił nazwisko i uciekł do Niemiec. Tam zaokrętował na statek jako palacz i posługując się fałszywą książeczką marynarską dostał się do Australii. Był robotnikiem kolejowym, rolnikiem, pracownikiem tartaku, ożenił się, a po kilkunastu latach rozwiódł. Bezrobotny, zdecydował się na emigrację do Stanów Zjednoczonych, lecz nie mógł otrzymać wizy i nie było go stać na bilet.<br /><strong>Natchniony przez głośny wówczas samotny rejs przez Pacyfik Harry’ego Pidgeona</strong> postanowił popłynąć do Ameryki jachtem. Około 1931 roku kupił więc starą 18-stopową jolkę regatową, którą nazwał „Elaine”. Wyremontował, dobalastował, zamiast kabiny zrobił namiot. Paszport zrobił sobie sam. Nie tylko paszport, sekstant także sam zrobił, podziałkę stopniową wykonując z piłki do metalu. Zamiast chronometru używał dwóch starych zegarków. Transpacyficzny rejs samotny trwał wiele miesięcy, przerywany był na wyspach dla wykonania niezbędnych remontów, w końcu jednak „Elaine” przybiła do San Pedro w Kalifornii. Było to pierwsze samotne przejście Pacyfiku z zachodu na wschód.<br /><strong>Niestety, najpierw został zatrzymany przez władze imigracyjne</strong> z powodu fałszywych dokumentów, potem „Elaine” została rozbita w porcie, za co Rebell wywalczył od administracji odszkodowanie w wysokości 85 dolarów, a ostatecznie w 1935 roku władze amerykańskie ostatecznie deportowały go do Łotwy. Zamieszkał tam u rodziny, napisał wspomnienia zatytułowane „<em>Ucieczka na morze</em>”, wydane w po angielsku i francusku, a potem kupił stary kuter rybacki, by wrócić do Australii. Niestety stan kutra uniemożliwił żeglugę już przy wybrzeżach Anglii. Uparty Rebell zaokrętował jako załogant na jakiś jacht i ostatecznie dotarł do Australii pod koniec 1939 roku. Tam znów uprawiał różne zawody, w końcu został kaznodzieją zielonoświątkowym i autorem traktatów religijnych. Zmarł w 1968 roku.<br />/<img width="250" height="357" alt="" src="/att/Image/201505/36_SEUL_ZIMOWA_PORA_COLONEL.jpg" /><br /><strong>Pięć miesięcy pod namiotem. </strong>Fred Rebell to postać prawie zapomniana, acz znacząca. Żeglarstwo było dla niego nie celem, lecz narzędziem. Środkiem do takiego życia, jakie sobie chciał wybrać, pierwotnie zapewne tylko bezpiecznego i dostatniego, potem także uduchowionego, w taki sposób, jak sam chciał. On i tylko on.<br />To jest wspólna cecha tych jakże różnych ludzi i jakże różnych rejsów. Bunt przeciw temu, co dla większości jest oczywiste, codziennej krzątaninie, obowiązkom, szarości. Od kiedy powstała tzw. masowa kultura, od Jacka Londona poczynając, samotny włóczęga i buntownik stał się bohaterem masowej wyobraźni, nawet, jeśli ogół nie idzie w jego ślady. Bo bunt ten najczęściej jest tylko odruchem serca, potem znów kursujemy między pracą, a domem, odliczając dni do wielkiego rejsu ze Świnoujścia na Rugię, albo Gdyni do Allinge i Nexo.<br /><strong>Tym niemniej:<br /></strong><em>Jutro popłyniemy daleko...<br />Jutro popłyniemy daleko,<br />Jeszcze dalej niż te obłoki.<br />Pokłonimy się nowym brzegom,<br />Odkryjemy nowe zatoki.</em></div>
<div><em>-<br /></em>[Konstanty Ildefons Gałczyński]<br />19 grudnia 2015<br />Colonel</div>
<div>-------------------------------------------------------------------<br /><em>Tekst zawiera osobiste, prywatne i subiektywne obserwacje autora.</em></div>
</font>
Komentarze
Brak komentarzy do artykułu