WITOLDA CHOCHOLAKA WSPOMINA BOGDAN SOBIŁO

Od czasów starożytnych Greków jesteśmy świadomi naszej tylko chwilowej obecności na tym świecie. Wiemy, wiemy, ale jakoś trudno się z tą wiedzą pogodzić. Co nam zostaje – przynajmniej zachować pamięć o tych, którzy już znikli za horyzontem w rejsie do Hilo. Przyjaciela-żeglarza wspomina Bogdan Sobiło.

Mimo wiedzy starożytnych Greków – żyjcie wiecznie!

Don Jorge

PS. Bogdanowi dziękluję za miłe słowa.

 

Niedziela, 1.11.2026 06:13

Wielce Szanowny Przyjacielu

Kochany Don Jorge 

 

Świat pędzi coraz szybciej, chociaż nikt nie wie gdzie, ani po co. A ja, chcąc nie chcąc, pędzę razem z nim. Nasza znajomość, a ośmielę się powiedzieć, że przyjaźń, trwa już bez mała trzydzieści lat. Nigdy się nie spotkaliśmy w realnym świecie, ale korespondencja listowna, rozmowy telefoniczne czy w końcu dedykacje dla mnie w Twoich książkach, pozwalają mi uznać się, za Twojego Przyjaciela. Ciesz to, że Twoja strona wciąż działa i ma wielu P.T. Czytelników i różnej maści "Skrytoczytaczy".

Najpierw jako autor kilkudziesięciu "locyjek", jak sam masz zwyczaj je nazywać, wyprowadziłeś z Mazur czy Wdzydzów na słone bałtyckie wody, a często i dużo dalej. Tysiące polskich żeglarzy wręcz wychowało się na Twoich "antypodrecznikach". W epoce internetu jako chyba pierwszy w Polsce stworzyłeś bardzo popularną i wartościową merytorycznie internetową grupę dyskusyjną. Czuję, że zawsze byłeś i wciąż pozostajesz antysystemowcem. Irytują Cię absurdy rzeczywistości, zwłaszcza tej naszej, żeglarskiej. Takich jak Ty, nazywano kiedyś "Szaleńcami Bożymi". Ludźmi, którzy stawiali podstawowe, zawsze trudne pytania i nie godzili się na jakże wygodny konformizm.

Dzięki takim jak Ty, Nasza Matka Ziemia w wciąż się kręci. Ludzkość zeszła z drzewa, a teraz szybko wspina się na nie z powrotem.

Życzę Ci jak najwięcej lat życia w dobrym zdrowiu i sił na kontynuację  rozpoczętych już dzieł!

Może kiedyś znajdziesz czas na spotkanie z żeglarzem z z Krakowa?

 

Żyj wiecznie!

Bogdan z Krakowa 

------------------

Przesyłam Ci wspomnienie o innym takim żeglarzu - Witku Chocholaku. Był i jest ważną postacią dla mnie.

==================================================

WITOLD CHOCHOLAK - BY CZAS NIE ZAĆMIŁ I NIEPAMIĘĆ

Wspomnienia starego kapitana

.

Witek, kolegą moim był. Świąteczne wspomnienie Przyjaciela. Witka Chocholaka poznałem w Warszawie bardzo dawno temu. Jako szef Akademii Nautica "urzędował" gdzieś w Warszawie. Pierwsza rozmowa była miła, ale bez konkretnych efektów. Po kilku latach poprowadziłem dla AN pierwszy kurs sternika jachtowego. Szkolenie trwało wtedy dwa tygodnie i pływaliśmy przerobioną Dezeta „Aaricia”. Sam jacht był pstryczkiem w nos dla ówczesnego wiceprezesa d/s szkolenia PZŻ, pana Jerzego D. Jegomość ów wymyślił, że jacht do szkolenia na sternika jachtowego powinien być "slupem, zapokładowanym i z wbudowanym silnikiem". Witek umieścił w jednej ze swoich Dezet na Zalewie Zegrzyńskim piankę, następnie zalaminował, a na rufie wyciął otwór w dnie i wstawił silnik.

Przypomniało mi to anegdotę o Platonie, który wymyślił definicję człowieka:
Jest to istota żywa, dwunożna i nieopierzona. Na wykład w platońskiej Akademii przyszedł Diogenes. Kiedy Platon kolejny raz przytoczył definicję człowieka, Diogenes wypuścił z worka oskubanego koguta i powiedział:
Oto jest człowiek Platona - istota żywa, dwunożna, nieopierzona. Trzeba powiedzieć, że pan J.D. z PZŻ nie miał z  Witkiem łatwo, bo co niedorzecznego wymyślił funkcjonariusz "ogólnopolskiego związku sportowego", to Witek rozbrajał żartem albo zwyczajnie ignorował.

Na pierwszym swoim kursie w AN przeżyłem też swój pierwszy raz. A mianowicie uciekł nam fał. Namówiłem więc kursantów, by mocno przechylić jacht. Maszt pękł, ale ja nie. Zadzwoniłem do Witka i powiedziałem, co się stało. Zadowolony nie był, ale szybko dał się udobruchać, kiedy skutki finansowe wziąłem na siebie 😜 Kilka razy ujął mnie ciepłem i empatią. O 5 rano zadzwonił do mnie i zapytał zaspanym głosem, czy mam się gdzie podziać na dworcu centralnym.

Kiedy rozpakowywał kanapkę przygotowaną przez Magdę (oficjalnie Kierownik Biura, a prywatnie żonę i matkę potomstwa) pytał zawsze, czy aby nie chcę połowy. Starał się być rzetelny i sprawiedliwy, szczególnie podczas egzaminów.
W przypadku niepowodzenia, zawsze spokojnie i drobiazgowo tłumaczył decyzje Komisji Egzaminacyjnej. Ważny był człowiek, a nie paragrafy czy "wewnętrzne instrukcje" związku sportowego.

Swego czasu stworzył największą w Polsce firmę w branży szkoleń żeglarskich i motorowodnych. W apogeum swojego rozwoju Akademia Nautica szkoliła rocznie ponad trzy tysiące żeglarzy i motorowodniaków.

Miał propozycje napisania podręcznika dla sterników motorowodnych, ale odmówił.  Nie miał chyba cierpliwości do siedzenia przy biurku. Zdecydowanie był członkiem czynu, sprawdzał się w działaniu. Szkoda, bo kilka razy słuchałem jego "wykładów" na tem temat i od razu zobaczyłem nie tylko ogromną wiedzę, się też wielkie doświadczenie instruktorskie.

Ostatni raz wiedzieliśmy się 11 listopada 2023.    Pojechałem do Warszawy, by wziąć udział w Regatach Niepodległości. Z braku wiatru regaty nie odbyły się. Mieliśmy jednak dużo czasu, by porozmawiać. Co ciekawe, nie wspominaliśmy "starych, dobrych czasów", ale snuliśmy wspólne plany na następny sezon i kolejne lata. Dwa miesiące później Witek odszedł, po kilku letnich zmaganiach z chorobą nowotworową. Nasza przyjaźń miała często męski, szorstki charakter. Spieraliśmy się czasem namiętnie, ale zawsze z szacunkiem dla argumentów drugiej strony. Był Witek godnym przeciwnikiem w szermierce słownej i nierzadko błyskotliwym rozmówcą.

Bardzo mi Ciebie brakuje "Wodzu Naczelny"!

Personel 

 

Drukuj    Powrót
Komentarze
Brak komentarzy do artykułu