KTO NIE LUBI SUBIEKTYWNYCH OCEN - NIECH NIE CZYTA !
<div><font color="#0000ff"><img style="PADDING-BOTTOM: 10px; PADDING-LEFT: 10px; PADDING-RIGHT: 10px; FLOAT: left; PADDING-TOP: 10px" alt="" width="100" height="136" src="/att/Image/team/LENZportret2010.jpg" /><font size="2" face="Arial">Dzisiejszy, okolicznowy news <strong>Mariana Lenza</strong> ma charakter ... polityczny. Przyznaję - tematyka dość luźno związana z żeglarstwem, ale dziś wszysko nam kojarzy się z tym samym. </font></font></div> <div><font color="#0000ff" size="2" face="Arial">To news nawołujący do refleksji, bo jak w końcu wszystko się zawali, to wr&oacute;cimy do sytuacji opisywanej przez Marysia. Oby tylko !</font></div> <div><font color="#0000ff" size="2" face="Arial">Pamiętajcie o tym.</font></div> <div><font color="#0000ff" size="2" face="Arial">Zwłaszcza Ci, kt&oacute;rzy już rozpoczęli przygotowania do zagranicznego rejsu.</font></div> <div><font color="#0000ff" size="2" face="Arial">Żyjcie wiecznie !</font></div> <div><font color="#0000ff" size="2" face="Arial">Don Jorge</font></div> <div><font color="#0000ff" size="2" face="Arial">.</font></div> <div><font color="#0000ff" size="2" face="Arial">-------------------------------------------------------</font></div> <div><font size="2"><font face="Arial"><strong><u>Motto:</u></strong> <br /><em>&bdquo;Herodot z Halikarnasu przedstawia tu wyniki swoich badań, aby dzieje ludzi nie zatarły się z czasem w pamięci i aby nie zgasła sława wielkich i niezwykłych czyn&oacute;w dokonanych czy to przez Grek&oacute;w, Czy to przez barbarzyńc&oacute;w</em>&rdquo;. (Herodot I 1,1)<br /><br /></font></font><font size="2"><font face="Arial"><strong>Jedziemy do Berlina<br /></strong><br />Pogrążony w głębokim zamyśleniu snuję się po wystawie &quot;Wiatr i Woda 2016&quot;. To już 28. wystawa! Jeszcze rok, jeszcze dwa i będzie jubileusz! <br />Rozpoznając stan mego ducha podchodzi znajmy biznesmen, kt&oacute;rego znam jeszcze z czas&oacute;w pra-pra-kapitalizmu.<br /></font></font><font size="2"><font face="Arial"><em>- Jestem już na emeryturze<br />- O! &ndash; nigdy bym się tego nie spodziewał, zawsze wydawał się być niezniszczalnym<br />- M&oacute;j zastępca też już przeszedł na emeryturę.<br />- ??????<br />- Młodzi wszystko przejęli. Wszystko się zmienia.<br />- Tak, wszystko się zmienia</em> &ndash; przytakuję roztargniony.<br /><br />Przystajemy przed stoiskiem na kt&oacute;rym sympatyczna Pani foto) zaprasza na <strong>Targi &bdquo;Boot &amp; Fun&rdquo;</strong> &ndash; teraz takie maja hasło przewodnie - w 2016 roku, w Berlinie. Opisuje wystawę, jej walory &hellip; <br />-<em> Wiele polskich firm się wystawia</em> &ndash; zachęca.<br />Słucham nieuważnie - jej słowa docierają do mnie jak przez watę. Myślami jestem daleko, bardzo, bardzo, daleko.<br /><em>- Deja vu! Deja vu!</em> &ndash; wspomnienia docierają jak przez mgłę. <br /><strong>Tak, to było jesienią 1992 roku!</strong> Na wystawie Hanseboot w Hamburgu dowiaduję się, że zaprzyjaźniona firma Frau Mueller za miesiąc wystawi się na reaktywowanej&nbsp; (po połączeniu się obu państw niemieckich) &ndash; wystawie w Berlinie. <br /><img alt="" width="800" height="1377" src="/att/Image/201601/TARGI_BERLIN.jpg" /><br />Postanawiam się tam wybrać. Wieczorem w Gdyni zajmuję miejsce w rejsowym autobusie do Berlina. Jest wypełniony do ostatniego miejsca. Jedzie z nami konduktor, pilot i opiekun w jednym. Nie mam żadnego bagażu - trochę jakby tym się r&oacute;żnię od reszty pasażer&oacute;w. Pasażer za moimi plecami pyta:<br /></font></font><font size="2"><font face="Arial"><em>- Wraca pan dzisiaj? <br />- A co pan wiezie</em>? &ndash; dopytuje.<br /><em>- Nic? Czy m&oacute;głby pan zabrać &bdquo;sztangę&rdquo; Marlboro i butelkę w&oacute;dki? To wolno. Nie ma ryzyka. W drodze powrotnej będzie piwko &hellip;</em> - kusi.<br />A niech mu tam, nie jestem piwoszem, ale się zgadzam. Tak! Tak! Po kilku latach Janusz Rewiński będzie śpiewał o tych czasach w balladzie: </font></font><em><font size="2" face="Arial">&bdquo;&hellip; Zigaretten nach Berlin, łza się kręci w oku mym &hellip;&rdquo;.<br /></font></em> <div><font size="2" face="Arial">Jedziemy ku granicy. Od czasu do czasu autobus zatrzymuje się przy kt&oacute;rymś dworcu kolejowym, lub na stacji paliw, <em>na siku</em>. Brakiem bagażu wzbudzam zainteresowanie pilota, kt&oacute;rym jest starszy, dystyngowany, pan. Podchodzi i wypytuje:<br />- <em>Wraca pan po południu</em> &ndash; wie, bo ma m&oacute;j bilet.<br /><em>- Tylko na jeden dzień?</em> &ndash; dziwi się.<br />- <em>Proszę się nie sp&oacute;źnić, wracamy o 16:00</em> &ndash; uzasadnia sw&oacute;j niepok&oacute;j.<br />-<em> Moglibyśmy już wracać o 11:00, wszyscy już wszystko załatwią, ale taki jest rozkład</em> &ndash; wyjaśnia rozbrajająco. <br />Widząc jego zainteresowanie m&oacute;wię:<br /><em>- Jestem żeglarzem, a w Berlinie jest wystawa jacht&oacute;w, kt&oacute;rą koniecznie chcę obejrzeć. Jeśli ma Pan czas możemy p&oacute;jść razem</em> &ndash; proponuję.<br /><br />Nocą nie wzbudzając zainteresowania polskich, ani większego zainteresowania niemieckich celnik&oacute;w, po sprawdzeniu paszport&oacute;w przekraczamy granicę i docieramy do Berliner Ring i około 08:00 stajemy na post&oacute;j w bocznej ulicy centrum Berlina, gdzie autobus będzie czekał do odjazdu. Pasażerowie udają się w swoich interesach, a my z pilotem, kt&oacute;ry okazuje się, zna doskonale język niemiecki, udajemy się na wystawę.<br /><em>- Mam legitymację prasową &bdquo;Żagli&rdquo;, może uda mi się też i pana akredytować</em>. <em>Przedstawię pana jako tłumacza</em> &ndash; naświetlam mu sw&oacute;j pomysł.<br /><br />W recepcji powitano nas jako Very Important Persons &ndash; Panowie Dziennikarze z Polski!! Wszyscy stają na baczność! Akredytacja &ndash; oczywiście, wejści&oacute;wki bezpłatne &ndash; oczywiście. Zapraszają do Klubu Prasowego, a tam: śniadanie gratis - obiad będzie p&oacute;źniej - na salaterkach kiście banan&oacute;w &ndash; niczym dzisiaj ośmiorniczki &ndash; i pełne grona soczystych winogron, ciasto, naturalny sok pomarańczowy, i kawa; wszystkiego dowoli. Wystawa ma sw&oacute;j jubileusz &bdquo;<em>50. Tradition und Umwelt</em>&rdquo; &ndash; takie miała w&oacute;wczas hasło. Starszy pan zachwycony, patrzy na mnie jak w obraz!</font></div> <div><font size="2" face="Arial">Zaczynamy zwiedzanie. Od stoiska do stoiska. Tu dopiero jest szok. Ja już jestem wystawowym bywalcem, ale starszy pan jest oszołomiony. Coś podobnego &ndash; takie cuda! W gąszczu giną dwie polskie firmy (jedna wyżej spotkanego biznesmena). Czas szybko leci. Z obiadu rezygnujemy. Odwdzięczę się wystawie publikując w &bdquo;Gazecie Morskiej&rdquo; dodatku do &bdquo;GW&rdquo; reportaż <em>&bdquo;50.Wystawa jachtowa&rdquo;.</em> Kto chce może przeczytać reprint na SSI.<br /><br /><em>- Już piętnasta, muszę iść do autobusu, proszę się nie sp&oacute;źnić, bo pojedziemy bez pana</em> &ndash; m&oacute;wi pilot.<br />Jeszcze to, jeszcze tamto. Już p&oacute;źno! W pośpiechu opuszczam wystawę. Dobiegam do ulicy, w kt&oacute;rej ma stać autobus. Nie widzę. Odjechał? Jeszcze przecież jest kilka minut! Biegnę do następnej ulicy &ndash; <em>Donnerwetter!</em> - wszystkie takie podobne. Do następnej i daleko, daleko, widzę - jest! Biegnę co tchu, mam kwadrans sp&oacute;źnienia. <br /><em>- Mieliśmy już jechać</em> &ndash; pilot jest zdenerwowany.<br />Komplet pasażer&oacute;w. Każdy jest na swoim miejscu, tylko moje jest puste. Padam ostatkiem sił, zdyszany i spocony. <br /><em>- Przydałoby się piwo</em> &ndash; myślę.<br />Ktoś lekko trąca mnie w ramię. Odwracam się i widzę wyciągniętą rękę z puszką Heinekena w dłoni.<br /><em>- Piwko</em> &ndash; m&oacute;wi m&oacute;j przygodny znajomy.<br />Po chwili łyk i przynoszący ulgę zimny nap&oacute;j rozkosznie rozlewa mi się po całym ciele! Nie jestem piwoszem, ale teraz .... Ostatnio piwo tak smakowałem w Muzeum Piwa w Sapporo! Nie ma to jak solidność w interesach!<br /><br />O p&oacute;łnocy jesteśmy na granicy. Wszyscy w skupieniu. Niemieckie służby wcale nas nie oglądają, przechodzą wopiści. &bdquo;&hellip; zblatowany celnik śpi&hellip;&rdquo; (to z ballady) &ndash; oj, oj, nie śpi, nie śpi przychodzi i spaceruje środkiem autobusu.<br /><em>- Jest coś do oclenia?</em> &ndash; pasażerowie przyjmują postawę, że można sądzić i tak, i nie.<br />Wychodzi m&oacute;wiąc: - <em>panie kierowco proszę zjechać na parking i otworzyć luki bagażowe.<br /></em>Przez autobus przechodzi szmer. Zjeżdżamy i jeden z pasażer&oacute;w trąca mnie koszykiem &ndash; <em>dwadzieścia marek.<br /></em><em>- To nie nasz</em> &ndash; wyjaśnia mu m&oacute;j znajomy.<br /><em>- O przepraszam</em> &ndash; i idzie dalej<br />Przypominają mi się często oglądane sceny ze wschodniej granicy. Nasz celnik, kt&oacute;remu Rosjanie ze względu na okulary nadali ksywę &bdquo;Kobra&rdquo; spaceruje po autobusie, lekko kołysząc głową hipnotyzuje ofiary i nagle: ciach! Bezbłędnie trafia w przemytnika, a jego młodszy kolega <em>&bdquo;Dżeki Patroszyciel&rdquo;</em> w chirurgicznych rękawiczkach &ndash; taki higienista &ndash; nicuje do dna przepaściste czemodany .<br />Koszyk dociera do kierowcy, kt&oacute;ry wychodzi z nim na zewnątrz. Mija p&oacute;ł godziny, celnik wraca, przechodzi się środkiem autobusu. Wychodzi na zewnątrz, ogląda otwarte luki.<br />Po chwili: &ndash; <em>panie kierowco, zamknąć luki, można jechać.<br /></em>Powoli zjeżdżamy z parkingu i kierujemy się na Szczecin. Jak się domyślam <em>&bdquo;koszykowe</em>&rdquo; zadowoliło celnika. Ostatecznie wszyscy &bdquo;pracują&rdquo; na tej granicy! Cały autobus zapada w sen: <em>&bdquo;&hellip; szmuglujemy jak we śnie/ verstehen Sie? &hellip;&rdquo;</em> &ndash; to cały czas ta sama ballada.<br /><br />Rano, jeszcze ciemno, docieramy do Gdyni. Pasażerowie wyciągają bagaże. Ich zasoby jeszcze dzisiaj zasilą słynną gdyńską Halę Targową i okoliczne sklepiki, a wieczorem &hellip; kolejny kurs. Po raz ostatni przyglądam się pasażerom &ndash; nie wyglądają na meneli. Niekt&oacute;rzy zapewne obrosną w pi&oacute;rka i wyrosną na szacownych przedsiębiorc&oacute;w: jedni zostaną &bdquo;inwestorami&rdquo;, inni p&oacute;jdą do polityki &ndash; &bdquo;&hellip; z senatorem miłe chwile &hellip;&rdquo;, jeszcze inni p&oacute;jdą sprawdzić się w wielkim biznesie &ndash; <em>&bdquo;&hellip; na safari strzelam w słonia &hellip; &bdquo;</em> &ndash; cały czas ballada! <br /><br />Tak było. Wspominam znajomą z Warszawy, kt&oacute;ra przez całą komunę &bdquo;pracowała&rdquo; w handlu zagranicznym kursując między Rijeką, Warną, Stambułem i Budapesztem. Nie gardziła Moskwą (och te dżinsy!), ani Lwowem. Przyszła transformacja i nowe pomysły. Była obrotna więc z mężem zakręcili się wok&oacute;ł polityki podczepiając się pod Wałęsę. P&oacute;źniej pod jakąś koalicję, aby wykreować męża na posła. Niestety bez skutku, a koalicja padła. Jeszcze raz jadą na Wałęsie, ale kolejna szansa pojawiła się dopiero wraz z Ojcem Narodu (p&oacute;źniej zapędzony w ślepy r&oacute;g przez &bdquo;koalicjanta&rdquo; się powiesił) i wyborami do euro parlamentu! Niestety nie udało się, inni byli lepsi.<br /><br />Wreszcie bingo! Co to znaczy up&oacute;r i konsekwencja! Po kolejnej zmianie barw mąż zostaje senatorem. Teraz senator po nowym &bdquo;tryndzie&rdquo; zbiera &bdquo;punkty&rdquo; z zapałem neofity bluzgając na Wałęsę (?), jedzie na nim jak na burej suce (?), <em>&bdquo;&hellip; z senatorem miłe chwile &hellip; trochę golfa, mody krzyk, buty, krawat od Versace, &hellip;&rdquo; </em>&ndash; to cały czas Rewiński.<br /><br />A tu bęc! W połowie kadencji sprawa się rypła! <br />To było latem 2009 roku na molo w Sopocie przypadkiem spotkałem Panią Senatorową; dociekam jak do tego doszło. Jest wściekła:<br />-<em> Temu głupolowi wszyscy tłumaczyliśmy, że nie ma szans, że jest ryzyko, ale on koniecznie chciał przekręcić Tuska, i co? - teraz Pan Prezydent jest sam! Teraz Pan Prezydent jest sam </em>&ndash; ubolewała niepocieszona. <br />Nie mniej - realizując hasło śp. Lecha Kaczyńskiego &bdquo;warto być Polakiem&rdquo; zdążyli załatwić sobie u Pana Prezydenta złote krzyże zasługi.<br /><br />No i niestety, Senatorowa nie doczekała Dobrej Zmiany. Na progu zmiany się przekręciła, kopnęła w kalendarz, znaczy się trafił ją szlag.<br />A może Senator wr&oacute;ciłby na swoje miejsce, może dałoby się go upchnąć w ławach poselskich, może trafiłby do Trybunału, lub do jakiejś Komisji. Ostatecznie w Radach Nadzorczych jest tyle miejsc, że mogłoby starczyć dla obojga? <br /><br />Pora kończyć. Zaraz pojawią się komentarze, że znowu o polityce i jeszcze większe wym&oacute;wki na <em>priva</em>! &ndash; bo nikt nie lubi tak z otwartą przyłbicą. <br />Panowie jaka polityka? Jaka polityka? Samo życie! <br />Wysoko krążą jakieś ptaszyska! Syreny? Kruki? Może wrony?<br />Ta lepsza część społeczeństwa tańczy poloneza na grobach.<br /><br /><br />Marian Lenz<br />Gdańsk, 15 kwietnia 2016 roku w dzień obchod&oacute;w 1050-lecia obchod&oacute;w chrztu Polski i powstania państwa polskiego. <br />----------------------------------------------- </font></div> <div><font size="2" face="Arial"><br /><strong>Post scriptum</strong><br />Polski eksport do Niemiec wzr&oacute;sł w 2015 o 11,2 proc. [wobec prognozowanych 10 proc. &ndash;m.l.] do 48,5 mld euro, a import z tego kraju o 7,8 proc. do 40 mld euro. Bilateralne obroty osiągnęły rekordowy poziom 88,5 mld euro.<br />W rankingu państw będących największymi partnerami handlowymi Niemiec Polska wysunęła się na 7. miejsce. Rok temu była na miejscu 8., a w 2013 roku zajmowała 11. pozycję. Na tej liście wyprzedzają Polskę tylko USA, Francja, Holandia, Chiny, Wielka Brytania i Włochy.<br />Obecnie niemiecka gospodarka ma 27,2-procentowy udział w polskim eksporcie i 22,8-procentowy udział w imporcie. <br /><br /><br /><br /><br /></font></div> </div>
Komentarze
Komuna to był raj dla przedsiębiorczych (bis) Stefan Hołownia z dnia: 2016-04-18 07:01:00
komentarz do komentarza ! Andrzej Colonel Remiszewski z dnia: 2016-04-18 08:30:00
komentarz do drugiego komentarza Marian Lenz z dnia: 2016-04-18 12:36:00
MARIANIE! RAMZESIE! Andrzej Colonel Remiszewski z dnia: 2016-04-18 15:07:00
bezkrytyczny zachwyt ? Stefan Hołownia z dnia: 2016-04-19 10:20:00
co by nie mówić ... Marian Lenz z dnia: 2016-04-20 06:50:00