ZIMOWĄ PORĄ (40)
<div><font color="#0000ff" face="Arial"><img style="PADDING-BOTTOM: 10px; PADDING-LEFT: 10px; PADDING-RIGHT: 10px; FLOAT: left; PADDING-TOP: 10px" alt="" width="100" height="123" src="/att/Image/team/Remiszewski_2015.jpg" />Dzisiejszy felieton <strong>Andrzeja <em>Colonela</em> Remiszewskiego</strong> porusza temat, kt&oacute;ry bulwersuje mnie od dawna. To temat popularyzacji. Popularyzacja, upowszechniania, czartery mi się nie podobają. Organizowane przez biura podr&oacute;ży wprowadzania &quot;turyst&oacute;w&quot; na Mount Everest odbieram jako profanację g&oacute;r. Na kontemplowanie piękna natury ląd&oacute;w i m&oacute;rz powinno się zasłużyć własnym wysiłkiem, ambicją,pomysłowością, dzielnością*). Ale jestem realistą, mam prawo do subiektywnej, egoistycznej oceny &quot;realu&quot; i nie zamierzam kopać się z koniem &quot;nowoczesności&quot;. </font></div> <div><font color="#0000ff" face="Arial">Zdecydowanie idzie ku gorszemu. Minimum pracy, maksimum zarobk&oacute;w i igrzysk. To się niczym dobrym skończyc nie może. </font></div> <div><font color="#0000ff" face="Arial">Andrzejowi przekazałem fotografię (znalezioną w internecie), kt&oacute;ra napawa mnie wstrętem. </font></div> <div><font color="#0000ff" face="Arial">Ale może kt&oacute;ryś z Czytelnik&oacute;w się nią zachwyci. </font></div> <div><font color="#0000ff" face="Arial">Triumf woli i nowoczesności ?</font></div> <div><font color="#0000ff" face="Arial">Żyjcie wiecznie !</font></div> <div><font color="#0000ff" face="Arial">Don Jorge</font></div> <div><font color="#0000ff" face="Arial">.</font></div> <div><font color="#0000ff" face="Arial">_________________</font></div> <div><font color="#0000ff" size="2" face="Arial">*) Dlatego głosuję w plebiscycie &quot;Wiatru&quot; na islandzki rejs p.p. Tarczyńskich</font></div> <div><font color="#0000ff" face="Arial">--------------------------------</font></div> <div><font face="Arial"><strong>Ponad 100 lat temu zaczęło się turystyczne chodzenie po Tatrach</strong>. Wtedy każde wyjście w g&oacute;ry, na zdobycie Kasprowego Wierchu na przykład, było wyprawą wymagającą przygotowania sprzętu i przewodnika, zakopiańskiego g&oacute;rala. Zajęcie zarezerwowane dla inteligencji, artyst&oacute;w i student&oacute;w, przynosiło nimb romantyzmu i bohaterstwa.<br /><strong>Kilkadziesiąt lat p&oacute;źniej</strong> chodziłem po turystycznych szlakach Tatr (wspinaczem nigdy nie byłem) koniecznie w pionierkach i wełnianych skarpetach, wyposażony w przewodnik Zwolińskiego, lecz sam albo z młodszą siostrą. W schroniskach bywało już gwarno i tłoczno, lecz nadal pieszą turystykę tatrzańską otaczała pewna aura niecodzienności.<br /><strong>Niemal p&oacute;ł wieku temu</strong> (dzień, czy dwa potem z sukcesem podbiliśmy Czechosłowację) oraz zatrzymaliśmy się na nocleg w schronisku PTTK w Dolinie Pięciu Staw&oacute;w. Gdy minęła pora obiadowa i personel kuchenny zdołał ogarnąć cały bałagan, dwie lub trzy pomoce kuchenne wybrały się na tańce do Zakopanego. Wyszły ze schroniska w sukienkach i lekkich kierpcach (podobnych do tych, jakie dziś wciska się na jarmarkach turystom w całym kraju) i ze szpilkami w rękach poszły... na przełęcz Zawrat! Byliśmy zszokowani: w g&oacute;ry? Na Zawrat? W sukienkach? Bez turystycznych wysokich but&oacute;w? Pod wiecz&oacute;r? NIEMOŻLIWE!<br />W dzisiejszych czasach rachunek jest prosty. To około trzech godzin do Kasprowego, tam można zjechać w d&oacute;ł kolejką i około 21 być na dansingu, gdzieś w centrum Zakopanego. Wtedy w głowie się nie mieściło. W sukienkach, w kierpcach, pod wiecz&oacute;r?<br />/<img alt="" width="800" height="600" src="/att/Image/201601/40_ZAWEAT.jpg" /><br />Przełęcz Zawrat &ndash; znalezione w Internecie</font></div> <div>.<br /><strong>Dziś Tatry rozdeptują setki tysięcy turyst&oacute;w w adidasach</strong>, dobrze jeśli trzeźwych, rzadko niehałaśliwych. Zdarzają się miejsca, gdzie przejście szlakiem wymaga czekania w kolejce. Dla wielu to źle. Romantyzm zastąpiła komercja, ciszę &ndash; hałas, spok&oacute;j &ndash; tłum. Dla innych dobrze: mogą zobaczyć legendarne g&oacute;ry, zaliczyć wycieczkę, czegoś dowiedzieć, a na pewno się dowartościować. Jeszcze inni będą mieli zajęcie, zarobią na tym&hellip;<br /><strong>Niemal 100 lat temu zaczęło się sportowe żeglarstwo w Polsce</strong>. Tak to wtedy określano. Było to zajęcie dla dżentelmen&oacute;w, z początku oczywiście wyłącznie mężczyzn: urzędnik&oacute;w, oficer&oacute;w, emerytowanych kapitan&oacute;w. Jeszcze p&oacute;ł wieku potem w &bdquo;Żaglach&rdquo; trwała bezsensowna dyskusja na temat &bdquo;<em>Czy żeglarstwo to sport elitarny</em>?&rdquo; Faktem jest, że nie żeglarze ją sprowokowali, a jakiś partyjny aparatczyk, kt&oacute;ry z powod&oacute;w ideologicznych usiłował wstrzymać finansowanie żeglarstwa.<br /><strong>Kilkadziesiąt lat po polskim początku</strong> zaczynałem żeglować na cieknących, niedoposażonych jachtach, marząc o posiadaniu własnego rybackiego &bdquo;ż&oacute;łtka&rdquo; i zdobywając mozolnie kolejne szczeble wtajemniczenia (a formalnych było, zależnie od epoki, nawet siedem). Swoistym ukoronowaniem był &bdquo;rozb&oacute;jnik&rdquo; egzamin przed pełnym składem Centralnej Komisji, gdzie mogło paść pytanie z każdego z kilkunastu zaliczonych wcześniej pozytywnie przedmiot&oacute;w.<br />Traktowaliśmy to wszyscy, i Wielcy Kapitanowie z Komisji, i zestresowani adepci, śmiertelnie poważnie. Trzeba przyznać, że ta powaga przyniosła także ten skutek, że pytania na &bdquo;rozb&oacute;jniku&rdquo;, przynajmniej dla mnie, były racjonalne. Do tego wcale nie podchwytliwe, jak w przypadku egzaminu na porucznika Horatio Hornblowera[i], kiedy to tylko nagły atak hiszpańskich brander&oacute;w na flotę uratował go od sromotnego oblania.<br />Żeglarzy było niewielu, ci z wyższymi stopniami znali się praktycznie wszyscy przynajmniej ze słyszenia. Jacht&oacute;w jeszcze mniej. W polskich portach (po za oczywiście kilkoma czysto jachtowymi) spotkanie się dw&oacute;ch jacht&oacute;w naraz było już wydarzeniem.<br />/<img alt="" width="800" height="582" src="/att/Image/201601/40_GDYNIA_basen_Zaruskiego.jpg" /><br />Gdynia 1971 Basen Jachtowy im. Zaruskiego &ndash; za Wolnym Forum Gdańsk</div> <div>.<br /><strong>Aż nagle kiedyś okazało się,</strong> że żeglarstwo to zupełnie zwykłe zajęcie dla zwykłych ludzi (co zawsze uważałem) nie wymagające &bdquo;uniwersytet&oacute;w&rdquo; (na co nieprędko wpadłem). Już kiedyś tu pisałem o lekturach przełamujących te stereotypy. Zwieńczeniem listy były książki Jurka Kulińskiego. Lektura to tylko zachęta, ośmielanie, popularyzacja. Przemiany realne wynikają ze zmienności świata, w Polsce zaś szczeg&oacute;lnie z wielkiej rewolucji, jaką przeżyliśmy dołączając w ostatnim ćwierćwieczu do lider&oacute;w cywilizacji.<br />Skutki tej przemiany są błogosławione. Na tysiącach jacht&oacute;w żeglują setki tysięcy Polak&oacute;w, w świecie na milionach jacht&oacute;w żeglują dziesiątki milion&oacute;w. Ten wspaniały spos&oacute;b życia, to piękne zajęcie, stało się dostępne dla og&oacute;łu. Łatwo osiągalne niemal dla każdego. To prawdziwa dobra zmiana. Ale ma to także drugą stronę medalu.<br />/<img alt="" width="569" height="876" src="/att/Image/201601/40_skutki_popularyzacji.jpg" /><br />Do czego prowadzi popularyzacja żeglarstwa &ndash; z archiwum Jerzego Kulińskiego</div> <div>.<br /><strong>Jak te dzisiejsze nasze Tatry, tak porty w wielu krajach na świecie, nawet na kiedyś romantycznych oceanicznych wysepkach, stają się turystycznymi kombajnami</strong>. W najnowszym numerze &bdquo;Żagli&rdquo; (luty 2016) Agnieszka i Włodek Bilińscy, w ramach opisu stanu naszego wybrzeża w minionym sezonie, konstatują wszechogarniający tłok i hałas w pięknych, nowoczesnych, zbudowanych przez gminy z unijnym wsparciem portach.<br /><strong>Czy to dobrze, czy to źle?</strong> Dla jednych dobrze &ndash; mogą przeżyć namiastkę morskiej przygody, coś zobaczyć, zaimponować wczasowiczkom, pochwalić się potem kolegom przy piwie falami wielkimi jak szafy. Dla innych gorzej - romantyzm zastąpiła komercja, ciszę &ndash; hałas, spok&oacute;j &ndash; tłum.<br /><strong>Tak toczą się dzieje świata</strong> i powoli oraz z trudem uświadamiam sobie, że dawne czasy nie wr&oacute;cą. Nie pozostaje nic innego, jak to zaakceptować, cieszyć się tym, co jest, bo przecież (Don Jorge to potwierdzi) nawet dziewczyny są z biegiem naszych lat coraz ładniejsze.<br />Z bezmyślnym hałasem w polskich portach, pijackimi wrzaskami, wystawionymi głośnikami i wesołymi miasteczkami pogodzić się jednak nie zamierzam.<br />29 stycznia 2016<br />Colonel<br />Tekst zawiera osobiste, prywatne i subiektywne obserwacje autora.<br />---------------------------<br />[i] C.S. Forester &bdquo;Pan midszypmen Hornblower&rdquo; przeł. Henryka Stępień, Wydawnictwo Morskie, 1991</div> <div>---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------</div> <div></div>
Komentarze
do Colonela Marek Biały Wieloryb Popiel z dnia: 2016-01-30 06:10:00
WAYPOINT Marian Janaś z dnia: 2016-01-30 19:52:00
nie stan, ale postawa Jerzy Klawiński z dnia: 2016-02-01 12:02:00
Działania typu ograniczania dostępu typu "związunio" to stara specyfika znana od lat. Mariusz Wiącek z dnia: 2016-02-02 20:07:00