ALFRED TO BYŁ DZIWNY FACET
<div><font color="#0000ff" size="2" face="Arial"><img style="PADDING-BOTTOM: 10px; PADDING-LEFT: 10px; PADDING-RIGHT: 10px; FLOAT: left; PADDING-TOP: 10px" alt="" width="100" height="136" src="/att/Image/team/LENZportret2010.jpg" />Moje doświadczenia z czas&oacute;w wojny - warszawiaka, kt&oacute;ry przybył do Gdańska w czerwcu 1945 roku - zdawały się być nie do zatarcia. </font></div> <div><font color="#0000ff" size="2" face="Arial">A jednak, a jednak, kiedy jesienią tegoż roku poszedłem do szkoły w otoczeniu niemieckojęzycznych r&oacute;wieśnik&oacute;w - coś we mnie zaczęło się zmieniać. </font></div> <div><font color="#0000ff" size="2" face="Arial">Powolutku, powolutku pojawiało się odczucie, że to take same dzieci jak my. Może to także było zasługą niebieskookiej Karin Heise. </font></div> <div><font color="#0000ff" size="2" face="Arial">I kiedy ruszyła &quot;machina wypędzania&quot; było mi po prostu smutno. </font></div> <div><font color="#0000ff" size="2" face="Arial">Z tym wypędzaniem to spora przesada - nikt nikogo pod kolbami do wagon&oacute;w kolejowych nie pędził. Minęły lata i okazało się że mimo totalnej wymiany mieszkańc&oacute;w o miescie rodzinnym moich dzieci i wnucząt m&oacute;wi się <em>&quot;Gdańsk is different</em>&quot;. </font></div> <div><font color="#0000ff" size="2" face="Arial">Goście z kraju i zagranicy dziwia się oglądając na Placu Wybickiego figurę Guntera Grassa i figurki Oskara Matzeratha - bohatera jego książki &quot;Blaszany Bębenek&quot; (&quot;Die Blechtromme&quot;). </font></div> <div><font color="#0000ff" size="2" face="Arial">Dziwią się też, że nazwiska sporej grupy gdańskich Niemc&oacute;w to patroni naszych nowoczesnych tramwaj&oacute;w produkowanych w Bydgoszczy.</font></div> <div><font color="#0000ff" size="2" face="Arial">I jeszcze jedno wspomnienie - zbierając materiały do locyjki &quot;Wybrane porty Bałtyku&quot; jacht &quot;Milagro V&quot; zawinął do Eckernforde. </font></div> <div><font color="#0000ff" size="2" face="Arial">Z miejska mariną sąsiadowała przystań &quot;Danziger Yacht Club&quot;. </font></div> <div><font color="#0000ff" size="2" face="Arial">Do kieszeni ż&oacute;łtego sztormiaka wepchnąłem kwadratową butelczynę gdańskiej &quot;Goldwasser&quot;. Zadzwoniłem od furtki, wyszedł starszy pan. </font></div> <div><font color="#0000ff" size="2" face="Arial">Zapytałem czy to ziomkowski jachtklub wypędzonych z Gdańska.</font></div> <div><font color="#0000ff" size="2" face="Arial"><em>- Jawohl.</em></font></div> <div><font color="#0000ff" size="2" face="Arial"><em>- no to ja właśnie w tej sprawie, bo to akurat ja was w 1946 z Gdańska wypędzałem</em></font></div> <div><em><font color="#0000ff" size="2" face="Arial"><img alt="" width="300" height="479" src="/att/Image/201505/JERZY_EKERNFORDE_DANZIGER_YACHT_CLUB.jpg" /></font></em></div> <div><font color="#0000ff" size="2" face="Arial">Na jacht wr&oacute;ciłem nad ranem dokumentnie <em>ubryzdyngolony </em>(patrz niżej)</font></div> <div><font color="#0000ff" size="2" face="Arial">Rozumiem, że już jako pełnokrwiści Europejczycy jesteście odpowiednio przygotowani do lektury felietonu <strong>Mariana Lenza.</strong></font></div> <div><font color="#0000ff" size="2" face="Arial">Żyjcie wiecznie !</font></div> <div><font color="#0000ff" size="2" face="Arial">Don Jorge</font></div> <div><font color="#0000ff" size="2" face="Arial">-----------------------------------------------------------</font></div> <div><font size="2" face="Arial">Motto:<br /><em>&bdquo;Herodot z Halikarnasu przedstawia tu wyniki swoich badań, aby dzieje ludzi nie zatarły się z czasem w pamięci i aby nie zgasła sława wielkich i niezwykłych czyn&oacute;w dokonywanych czy to przez Grek&oacute;w, czy to przez barbarzyńc&oacute;w&rdquo;. (Herodot I 1,1)<br /></em><font size="2" face="Arial"><font size="4"><strong></strong></font></font> <div><font size="2" face="Arial"><font size="4"><strong>.</strong></font></font></div> <div><font size="2" face="Arial"><font size="4"><strong>Portret żeglarza</strong></font><br />Alfred to był dziwny facet! Poznałem go dosyć p&oacute;źno - m&oacute;j związek klubami z Basenu Żeglarskiego w Gdyni, w latach osiemdziesiątych osłabł - dlatego dopiero w maju 1992 roku, gdy przyprowadził w ramach regat z Grossenbrode, 13 jacht&oacute;w poznaliśmy się lepiej. Była to doroczna impreza. Nasi żeglarze jeszcze spali zimowym snem, a Alfred już był w Gdyni. Przez całe lata osiemdziesiąte ubiegłego wieku dostarczał gdyńskim żeglarzom i nie tylko im, pomoc humanitarną, jedną z wielu, kt&oacute;ra w&oacute;wczas docierała z zachodu. Spotkania kończyły się hucznym <em>Seglerfette </em>w gdyńskiej &bdquo;Stali&rdquo;, przy dwu beczkach piwa, kt&oacute;re przywoził.<br /><br />Będąc poprzedniego roku swoim jachtem &bdquo;Chicago Annie&rdquo; podpłynął pod Sambię i tam rzucał butelki z pocztą. Taka żeglarska zabawa. Traf chciał, że dyrektor tamtejszego zjednoczenia budownictwa wyszedł rankiem z daczy stojącej na brzegu i znalazł jedną z nich. Zaprzyjaźniona Niemka, kt&oacute;ra pozostała po wojnie i była wykładowcą języka niemieckiego na tamtejszym uniwersytecie przetłumaczyła tekst z adresem. Tak przy jej pomocy nawiązał korespondencję i zaprosił ich do siebie.<br /><br />Teraz właśnie chcieli popłynąć całą flotyllą do Kaliningradu, ergo Koenigsberga. Była tylko kwestia rosyjskich wiz. W Hamburgu konsulat załatwiał sprawę opieszale, ktoś wyraźnie czekał na &bdquo;wziatku&rdquo; i wyprawa stanęła pod znakiem zapytania. <br />Dzisiaj mało kto pamięta co się w&oacute;wczas działo. Dziesiątki tysięcy ludzi z Obwodu Kaliningradzkiego i byłego ZSRR przyjeżdżało z jakimiś towarami i zalegało chodniki, place i stadiony by sprzedać cokolwiek. W Obwodzie Kaliningradzkim panowała po prostu nędza! Ludzie przez p&oacute;ł roku, rok, nie otrzymywali pensji! Bałagan był totalny!<br /><em>- Pan daj kanapku</em> &ndash; żebrał stojący na posterunku, młody pogranicznik.<br />U nas też było nie lekko. Cała gospodarka zawracała na nowe tory. Producenci zaczynali od ogrodowych krasnali, kt&oacute;re były hitem eksportowym, dopiero p&oacute;źniej były spojlery, przyszła kolej na samochodowe bagażniki, aż wreszcie na kajaki i małe jachciki. Mając doświadczenie i kontakty usiłowaliśmy zamiast jacht&oacute;w eksportować cokolwiek. Przyjęliśmy taktykę, aby sprzedawać do Kaliningradu, a oni niech się dalej martwią. Dalej było niebezpiecznie! W niekt&oacute;rych miastach są całe cmentarze tych co padli w &bdquo;bojach&rdquo; o kapitalizm, ergo kapitał.<br />Przez cały rok 1990, 1991 i 1992 - zima, lato, niemal co tydzień byłem Kaliningradzie. Pociągiem, autobusem, autem, wodolotem, latem co drugi raz jachtem. Wymagało to kontakt&oacute;w z konsulatem rosyjskim w Gdańsku. Teraz zadzwoniłem czy mogą wydać wizy &ndash; oczywiście. Zebrałem pięćdziesiąt paszport&oacute;w i po 30, jeszcze w&oacute;wczas, Bundesmarek, pojechałem i po dwu godzinach wr&oacute;ciłem z wizami. Nie mogli wyjść ze zdumienia &ndash; po prostu &bdquo;medżik&rdquo;!<br /><br />Popłynąłem jako pilot na s/y &bdquo;Roby&rdquo;; na innych jeszcze czterech koleg&oacute;w. Na miejscu dyrektor-szczęśliwiec okazał się człowiekiem na poziomie, a Pani Tłumacz bardzo pomocna. Nawiązali kontakt z odpowiednikiem &bdquo;Caritasu&rdquo; gminy protestanckiej i z jedną z porod&oacute;wek, gdzie mieli przywozić pomoc humanitarną, aby nie trafiała byle gdzie.<br /><em>- U was już jest dobrze, teraz oni potrzebują pomocy</em> &ndash; argumentował Alfred.<br /><br />Odtąd pilotowałem sześć konwoj&oacute;w. Samochody rano stawały w Gdańsku przed konsulatem, odbierałem paszporty i po 30 marek. O godzinie &oacute;smej wchodziłem do biura i po trzech kwadransach wychodziłem z wizami. Po prostu nadal &bdquo;medżik&rdquo;! Celnicy po obu stronach byli jak znajomi, jechaliśmy poza kolejką i obiad jedliśmy już w Kaliningradzie. Ale to było p&oacute;źniej.<br /><br />W latach 1989, 1990 i 1991, w drugiej połowie października pływałem jachtem &bdquo;Wołodyjowski&rdquo; na wystawy &bdquo;Hanseboot&rdquo; do Hamburga. Organizatorzy postanowili w 1992 roku przesunąć 33. wystawę na listopad. Listopadowy rejs nie wchodził w rachubę, już poprzedniego roku wracałem 02 listopada, gdy na Zatoce była śnieżyca.<br /><em>- Przyjedź autobusem, zamieszkasz u mnie</em> &ndash; z opresji wybawił mnie Alfred<br /><em>- &bdquo;Bieda, panie bieda&rdquo;</em> &ndash; na wystawie, jak to zwykle narzekali producenci.<br />Nie była to, dla mnie pierwszyzna, ale byłem w swoim żywiole, jak zwykle zachwycony! Nicowałem całą wystawę.<br /><br />Kilka dni minęło szybko. Alfred zorganizował suto zakrapiane spotkanie koleg&oacute;w żeglarzy, armator&oacute;w jacht&oacute;w z wypraw do Gdyni. Wśr&oacute;d nich był jeden, kt&oacute;ry doskonale m&oacute;wił po polsku, jego żona też coś tam dukała. Dzięki nim czułem się swobodnie. Z dzieciństwa wyniosłem głęboką awersję do języka niemieckiego. Z tego powodu r&oacute;wnież w szkole miałem pod g&oacute;rkę.<br /><em>- Der, die, das</em> &ndash; niech to szlak trafi.<br />Rodzice po pruskich szkołach dobrze władali tym językiem, ale jakoś nie kwapili się do udzielania korepetycji.<br /><br />Sądziłem, że są imigrantami i pochwaliłem że dobrze zachowali język. <br /><em>- Mam krewnych na Śląsku</em> - zaczął swoją opowieść.<br /><em>- Rozumiem, ale z jakiego jesteście miasta?</em> &ndash; dopytywałem sądząc, że są z tych co to ich przehandlował Gierek .<br />- <em>Pochodzę z Hamburga, a na Śląsku mam krewnych. Tak to kiedyś było, Druga Rzesza Niemiecka była wielkim krajem jedni mieszkali tu i inni gdzieś tam. Zaczęły się wielkie wojny. Druga i Trzecia Rzesza rozpadły się, wszystko porozdzielano granicami</em> &ndash; zrobił mi wykład z historii (?).<br /><em>- Gdy czasy się zmieniły pojechałem do krewniak&oacute;w na Śląsk i tu konfuzja, ja nie znam polskiego, a oni niemieckiego. Krewniacy, a nie możemy się dogadać, więc postawiłem na stole butelkę i powiedziałem ja się nauczę polskiego, a wy niemieckiego. Wr&oacute;ciłem do Hamburga i z żoną poszliśmy na kurs języka polskiego. Chodziłem całe dwa semestry i się nauczyłem, a te gamonie do dzisiaj nie nauczyli się niemieckiego &ndash; był bardzo zniesmaczony. <br />- Przecież umowa stała! &ndash;</em> ubolewał.<br /><em><br /></em>Czas biegł! Towarzystwo nie było tak barwne, ani tak oryginalne w toastach jak Gruzini.<br /><em>- Prosit!</em> &ndash; trochę jadła i następna kolejka.<br />Po p&oacute;łnocy wszyscy byli - jak mawiała żona jednego z moich załogant&oacute;w &ndash; <em>mocno ubryzdyngoleni</em>.<br /><em>- Popatrz! Popatrz na nich, a m&oacute;wią, że Niemcy nie piją</em> - z wyraźnym <em>Schadenfreude</em> m&oacute;wił m&oacute;j sąsiad.<br />Mieli w zwyczaju, po sezonie wydawać w kilkunastu egzemplarzach swoją gazetkę-książeczkę; wcześniej mi przysłali. Znalazłem w niej tłumaczenie mojego artykułu, kt&oacute;ry ukazał się po wyprawie do Kaliningradu w &bdquo;Gazecie Morskiej&rdquo;, dodatku &bdquo;Gazety Wyborczej&rdquo;. Kolegę z Hamburga, kt&oacute;ry doskonale włada niemieckim zapytałem: <br /><em>- Jak wypadło tłumaczenie?</em><br />- <em>Doskonałe. Wyjątkowo dobre</em> &ndash; upewnił mnie.<br />Sądziłem, że autorem tłumaczenia jest m&oacute;j rozm&oacute;wca.<br /><em>- Nie, nie, to moja żona tłumaczyła</em> &ndash; byłem zdumiony, bo nie błyszczała w rozmowie.<br /><em>- O! moja żona, nie to co ja, cztery semestry uczęszczała na wykłady, doskonale &ndash; lepiej - zna gramatykę, pisownię, tylko z m&oacute;wieniem gorzej &ndash; c&oacute;ż są r&oacute;żne talenta.</em><br /><br />Og&oacute;lna rozmowa stała się bardziej bezładna. Usiłowałem wyłowić sens wypowiedzi Alfreda. Widząc rozpacz w moich oczach, sąsiad pocieszył mnie: <br /><em>&ndash; Ty się nie martw. Ja też go nie rozumiem. On m&oacute;wi tutejszym, hamburskim, portowym slangiem.<br /></em>I odwracając się do gospodarza huknął: <em></em></font></div> <div><font size="2" face="Arial"><em>&ndash; Alfred, ty m&oacute;w po niemiecku!</em> <br />Alfred &bdquo;wr&oacute;cił&rdquo; na niemiecki i dyskutował z kolegami o planach konwoju humanitarnego do Kaliningradu.<br />- <em>Głupi jesteś</em> &ndash; tłumaczyli mu.<br /><em>- Co będziesz z tego miał? Po co ci to! Tyle fatygi!</em><br /><em>- Czy wiesz co to będzie w przyszłości? Dobro ma to do siebie, że pozwala sobie łatwo założyć na szyję pętlę, kt&oacute;rą p&oacute;źniej trudno zdjąć.</em><br /></font></div> <div><font size="2" face="Arial">Alfred podni&oacute;słszy do g&oacute;ry wskazujący palec prawej ręki i w charakterystycznym geście pokazując, perorował:<br />- <em>Dop&oacute;ki mam jedną, jedną, markę, będę pomagał!</em><br /><br />Przyjęcie skończyło się nad ranem. jeszcze dwa dni wł&oacute;czyłem się po wystawie rozmyślając już o kolejnej w Berlinie i zamiarach Alfreda.<br />W latach 1993 i 1994 pilotowałem sześć jego wypraw autami z pomocą humanitarną do Kaliningradu, w kt&oacute;rych uczestniczyła też Frau Tschirpe i jego dwaj synowie. Nigdy nie dociekałem co nim powoduje. Czy zwykły altruizm, czy prześladują go jakieś demony z przeszłości. </font></div> <div><font size="2" face="Arial"><img alt="" width="400" height="351" src="/att/Image/201505/ALFRED.jpg" /><br /><br />P&oacute;źniej na całe sezony zablindowałem się na Morzu Śr&oacute;dziemnym: Lazurowe Wybrzeże, Korsyka, Włochy, Sycylia, Malta &hellip; i drogi nasze się rozeszły. </font></div> <div><font size="2" face="Arial">Dzisiaj, po latach &ndash; jako prawnuk imigranta z Bałkan&oacute;w (dobrze napisałem, Bałkan&oacute;w) - wspominam te epizody. <br /><em>- Tak! Alfred to był dziwny facet</em>!<br /><br /><br />Marian Lenz<br />Gdańsk, 2015<br /></font></div> </font></div>
Komentarze
szacunek dla Alfreda - podziękowania dla Marysia Marek Zwierz z dnia: 2015-11-26 20:24:00
pasuje mi do naszego gdańskiego klimatu Jacek Chabowski z dnia: 2015-11-27 02:44:00
No proszę jednak pozytywnie ?? Marian Lenz z dnia: 2015-11-27 02:49:00
czy się obronimy przed nienawiścią ? Barbara Szwankowska z dnia: 2015-11-27 06:02:00
gdzie ten rezerwat ? Tadeusz Lis z dnia: 2015-11-27 10:30:00
zaufanie do innego, obcego wzrośnie, bo nie ma innego wyjscia Witold Pawłowski z dnia: 2015-11-27 11:04:00
ALFRED TO BYŁ DOBRY FACET Andrzej Colonel Remiszewski z dnia: 2015-11-27 11:09:00
oni musza się dopasować do zasad tych ludzi od których chcą ową pomoc, szacunek, przyjaźń i współczucie uzyskać. Maciej "Skipbulba" Kotas z dnia: 2015-11-27 11:57:00
TADEUSZOWI I MACIEJOWI Andrzej Colonel Remiszewski z dnia: 2015-11-27 14:31:00
tekst newsa jest bardzo potrzebny w samoosłabianiu zbyt mocnego w nas syndromu stereotypowego widzenia sąsiadów Marek Tarczyński z dnia: 2015-11-28 06:09:00
do Andrzeja Maciej Skipbulba Kotas z dnia: 2015-11-28 07:50:00
Nasuwa się mi się kilka uwag i refleksji. Marian Lenz z dnia: 2015-11-28 08:01:00
ERRATA Marek Tarczyński z dnia: 2015-11-29 12:02:00
Koledze Markowi Tarczyńskiemu Marian Ramzes XXI Lenz z dnia: 2015-11-30 07:26:00