ZŁOTE KALESONY,
<div><font color="#0000ff" size="2" face="Arial"><img style="PADDING-BOTTOM: 10px; PADDING-LEFT: 10px; PADDING-RIGHT: 10px; FLOAT: left; PADDING-TOP: 10px" alt="" width="100" height="130" src="/att/Image/team/CHABOWSKI_Jacek_2015_2.jpg" />Tak jak pisałem poprzednio - najważniejsze jest to aby dobrze się bawić. To nie Olimpiada, Mundial, Formuła I czy inna komercyjna impreza. </font></div> <div><font color="#0000ff" size="2" face="Arial"><strong>Jacek Chabowski</strong> pisze, że uczestnicy &quot;Regat o Złote Kalesony&quot; bawili się w Jastarni dobrze, że Jastarnia po sezonie jest przyjazna, gościnna i ponoć wyrozumiała (dla ludzkich słabostek). </font></div> <div><font color="#0000ff" size="2" face="Arial">Żałuję, że nie byłem w Jastarni, ale w czwartek poodałem się bolesnemu zabiegowi medycznemu i do tej pory ledwo pełzam. </font></div> <div><font color="#0000ff" size="2" face="Arial">Owacje słyszałem, ale myślałem ze pochodza ze stadionu w Letniewie.</font></div> <div><font color="#0000ff" size="2" face="Arial">Ciekawostka imprezy polega także na informacji, że do &quot;Kalesoniarzy&quot; dołączyło kilku zawodnik&oacute;w z &quot;rządowych&quot; regat &quot;O Błękitna Wstęgę Zatoki Gdańskiej&quot;.</font></div> <div><font color="#0000ff" size="2" face="Arial">Żyjcie wiecznie !</font></div> <div><font color="#0000ff" size="2" face="Arial">Don Jorge</font></div> <div><font color="#0000ff" size="2" face="Arial">.</font></div> <div><font color="#0000ff" size="2" face="Arial">-----------------------------</font></div> <div><font face="Arial"><font color="#0000ff" size="2">.</font><br /></font><font size="2" face="Arial">Don Jorge,<br />Po ważnych i ciekawych imprezach, zawsze potrzebuję trochę czasu aby ochłonąć, zatem relacja dopiero teraz. W sobotę przed godziną 10, w okolicach G&oacute;rek zrobił się spory ruch. Wiatr jeszcze trochę zaspał i trzeba było się wytelepać na silnikach. Sędzia w osobie <strong>Tomka Konnaka</strong>, zarządził <em>odroczkę</em>, bo nawet <em>icki </em>z taśm magnetofonowych zwisały swobodnie. Jak na wodzie zaczęły pojawiać się pierwsze placki wiatrowe, Tomek uznał, że to już czas i o godzinie 1020 nastąpił start. Przez pierwsze kilkadziesiąt minut każdy łapał co m&oacute;gł, z koszami dziobowymi sąsiad&oacute;w włącznie, byleby coś się do przodu ruszyć. Niby nie wiało, ale jachty się jednak trochę rozjechały. Chwilę po 11 wiatr po porannej gimnastyce, wziął się trochę do roboty. 5-7 węzł&oacute;w wiatru, baksztag i skończył się jachting, a zaczęło żeglarstwo. Jeden z organizator&oacute;w zaczął ogłaszać na radiu jakieś boje i część z uczestnik&oacute;w posłusznie zaczęła je zaliczać (to chyba te same boje co na Sailbooku i na Bitwie o Gotland). Załoga &quot;Polleda 2&quot; udawała, że nie wie o co chodzi i płynęła najprościej jak umiała. Prawie cały czas patrzyliśmy do tyłu i albo zachwycaliśmy się widokiem dużej ilości spinaker&oacute;w i genaker&oacute;w albo orientowaliśmy się, że co niekt&oacute;rzy nas dochodzą (dyskretnie i skromnie przemycam, że byliśmy gdzieś na przodzie). <strong>Przy tej okazji jedna uwaga i prośba zarazem</strong>: Koleżanki i Koledzy, jak będziecie zamawiać nowe spinakery, to trochę poszalejcie z kolorami (ups, sam mam biały spinaker &ndash; poprawię się). Tuż przed metą orientujemy się, że obok nas pojawił &quot;Four Winds&quot; &ndash; jak oni to zrobili? Ich tu nie powinno być (kilku innych też nie!), znaczy tak blisko nas. Czas mety zapisany, zrzucamy spina i zaczynam chłonąć widoki. Bardzo lubię akwen przy Jastarni. Zawsze &bdquo;pachnie&rdquo; tu wakacjami. Duże jachty się klarują, my szukamy miejsca do cumowania i tutaj duże i przyjemne zaskoczenie. <strong>Ktoś na pomoście do nas macha</strong> i nie są to tylko nasi znajomi. Obsługa mariny była uprzedzona o naszym przybyciu i podwoiła na ten czas swoje siły. Bosman woła, wskazuje miejsce i odbiera cumy. Wyjątek to czy już reguła? Nie wymagam, aby za każdym razem ktoś na nas czekał na pomoście, ale klarowna informacja gdzie mogę przycumować bardzo ułatwia życie &ndash; nam i nie mniej obsłudze mariny. Fajnie, tak trzymać! </font></div> <div><font size="2"><font face="Arial"><strong>Jachty wpływają do Jastarni</strong> jak podchodzące samoloty do lądowania &ndash; wolno, majestatycznie. Robi się żeglarsko. Pierwsze wrażenia i ekscytacja &ndash; &bdquo;<em>ale mi ten genaker wydawał</em>&rdquo; inny &bdquo;<em>jakbym miał większego spina, to bym go postawił</em>&rdquo;. Emocje z Zatoki na pomosty się wylewają. Kr&oacute;tkie uzgodnienia organizatorskie i 1830 zbi&oacute;rka przy nowiutkim jachcie o nazwie &quot;Dexxter&quot;. Lepiej nie można sobie wymyśleć miejsca i okoliczności chrztu nowej ł&oacute;dki. Punktualnie o um&oacute;wionym czasie, przy uciekającym na czerwono słońcu, trochę zaskoczony frekwencją armator wygłasza regułkę i szampan dokonuje dzieła. Dużo radości, szczęście i błysk w oczach armator&oacute;w &ndash; niech pływa szczęśliwie! Niech się ściga! No i nie za często z nami wygrywa! Oglądamy, gratulujemy i powoli w kierunku ogniska ruszamy. Impreza rozrywkowa ale wyniki liczone są na serio i sędzia każe na siebie chwilę poczekać &ndash; napięcie rośnie. Zanim pojawia się Tomek, jeden z ojc&oacute;w pomysłodawc&oacute;w Zbyszek, barwnie opowiada o początkach &quot;Złotych Kaleson&oacute;w&quot; i o tym jak kupował materiał na kalesony&hellip;&rdquo;<em>i jeszcze proszę pani, ten materiał na kalesony ma mieć złoty kolor. - Wariat czy co?</em>&rdquo;. </font></font></div> <div><font size="2"><font face="Arial"><strong>Są wyniki.</strong> Tomek poważnie i bez pośpiechu odczytuje wyniki najpierw w klasie open, p&oacute;źniej KWR i na końcu w ORC. Z każdym miejscem bliżej pudła napięcie rośnie. 3, 2 i jest! Zwycięża załoga jachtu &quot;Four Winds&quot; pod <strong>Wiesiem Krupskim</strong>. Radość zwycięzc&oacute;w na poziomie tych co Oscara pierwszy raz dostali. Towarzysz Żeglarz Wiesław bez krygowania zrzuca spodnie i w świetle ogniska błyska złoto kaleson&oacute;w na nogach zwycięzcy! Taniec w blasku ognia lepszy niż Kevina Costnera w &bdquo;Tańczącym z Wilkami&rdquo;. Widok bezcenny, eksplozja spontanicznej radości, tłum szaleje &ndash; chce się żyć! Gratulacje! Temperatura wysoka, ognisko grzeje, beczułka okupowana i piersi rozgrzewa. </font></font></div> <div><font size="2"><font face="Arial"><strong>Teraz jeszcze prezenty</strong>. Na tej imprezie nie losujemy. O każdej załodze pomyślał nasz patron Jurek Kuliński, zwany Don Jorge. Na każdy pokład trafia nie locyjka ale LOCJA ZATOKI GDAŃSKIEJ. Poruszenie i zaskoczenie duże &ndash; prezent cenny i praktyczny. Jurku, nie musiałeś okna w domu otwierać i mam nadzieję, że usłyszałeś jak Ci dziękowaliśmy. Przyjemnej formalności dopełniłem i o SSI wspomniałem i zasługi SAJ przywołałem. Mam nadzieję, że ruch na stronie będzie r&oacute;sł, a i na zebraniu SAJ frekwencja wzrośnie. Na tym część oficjalna się zakończyła, co z pewnością nie spowodowało powolnego rozchodzenia się uczestnik&oacute;w tego spontanicznego zgromadzenia. Pieczenie kiełbasek, ziemniak&oacute;w i bardziej lub mniej dostojna degustacja nie miały końca. </font></font></div> <div><font size="2"><font face="Arial"><strong>O szczeg&oacute;łach tej części imprezy</strong> ze względ&oacute;w oczywistych i obyczajowych nie będę się rozpisywał i pozostawię Was ze swoją wyobraźnią. Dodam tylko, że było bardzo wesoło, licznie i spontanicznie. Dyskusje w grupach i podgrupach. Wszystko w błyskającym i gorącym świetle ogniska. Materiał żeglarski twardy i wytrwały jest, co do tego wątpliwości chyba nie ma nikt. W drodze powrotnej na ł&oacute;dkę mijam rozgadane mesy jacht&oacute;w, a na nowym &quot;Dexxterze&quot;, to chyba jeszcze wyporność była testowana przy tej okazji. Mam wrażenie, że nikt nie czuł, że temperatura w nocy to już z tych p&oacute;źno jesiennych. <br /><strong>Niedzielny ranek pięknie słoneczny</strong>. Powoli z kabin wynurzają się kolejne zaspane głowy i zdaje się, że niekt&oacute;rzy zadają sobie pytanie &ndash; to właściwie gdzie ja jestem. Niekt&oacute;rym nie dość i jeszcze na wyścig się umawiają. Port w Jastarni powoli opuszczają kolejne piękne jachty. My jeszcze na kawę ruszamy i tak oglądam się przez ramię na port i przypomina się piosenka Ireny Santor <em>&bdquo;Już nie ma dzikich plaż&rdquo;,</em> a szczeg&oacute;lnie fragment o pustych plażach Juraty. Pięknie, ale tak jakoś już nostalgicznie, jesiennie. Chłonę widoki, chłonę powietrze i niech mi starczy na oczekiwanie do kwietnia, maja.<br /><strong>Impreza udana</strong>, przerosła nasze oczekiwania i ściągnęła masę wspaniałych żeglarek i żeglarzy. Czy będzie kontynuacja? Wierzę, że tak. Ojcowie założyciele już coś o tym gadają.<br />Don Jorge, jeszcze raz dziękujemy za patronat, prezenty i dobrego ducha. Naszej wdzięczności dla Ciebie daliśmy wyraz ale o tym nie piszę, bo się do Ciebie wybieramy&hellip;.<br /></font></font><strong><font size="2" face="Arial">Trochę fotek można znaleźć tutaj:<br /></font></strong><font size="2" face="Arial"><a href="https://picasaweb.google.com/109816799599449618670/ZK2015?authuser=0&amp;authkey=Gv1sRgCIiZ-Om5graRAQ&amp;feat=directlink ">https://picasaweb.google.com/109816799599449618670/ZK2015?authuser=0&amp;authkey=Gv1sRgCIiZ-Om5graRAQ&amp;feat=directlink </a></font><font size="2" face="Arial"><br />- pozdrawiam<br />jch<br />-----------------<br /><strong>PS.</strong> Wystartowało ponad 30 jacht&oacute;w. Szacunkowa liczba uczestnik&oacute;w &ndash; 250. Niekt&oacute;rzy dojechali do Jastarni na kołach (czterech lub dw&oacute;ch). Dotarli do nas też uczestnicy &quot;Błękitnej Wstęgi Zatoki Gdańskiej&quot;.</font></div>
Komentarze
Brak komentarzy do artykułu