UCZESTNIK GOTLANDZKIEJ BITWY
<p><font color="#0000ff"><font size="2" face="Arial"><img style="PADDING-BOTTOM: 10px; PADDING-LEFT: 10px; PADDING-RIGHT: 10px; FLOAT: left; PADDING-TOP: 10px" alt="" width="100" height="126" src="/att/Image/team/CHABOWSKIjacek2013.jpg" />Tym z Czytelnik&oacute;w SSI (oraz Skrytoczytaczom), kt&oacute;rzy nie mieli okazji na bieżaco śledzić przebiegu tegorocznycznych zmagań samotnik&oacute;w biorącuch udział w regatach &quot;Bitwa o Gotland&quot; - polecam <em>lekturę wprowadzającą</em>, czyli news pt. &quot;BITWA ROZGORZAŁA&quot; - </font><font size="2" face="Arial"><a href="//kulinski.navsim.pl/art.php?id=2817&amp;page=0 ">http://kulinski.navsim.pl/art.php?id=2817&amp;page=0</a> </font></font></p> <div><font color="#0000ff"><font size="2" face="Arial">Zanim zawodnicy pojawili się na starcie - zam&oacute;wiłem dla Was specjalną (oczywiście wyłączną) relację od jednego z matador&oacute;w, czyli tych, kt&oacute;rzy od lat rozdają karty w bałtyckich regatach. </font></font></div> <div><font color="#0000ff"><font size="2" face="Arial">Zar&oacute;wno załogowych, jak i samotniczych. </font></font></div> <div><font color="#0000ff"><font size="2" face="Arial">Już wiecie o kim mowa?&nbsp;&nbsp;</font></font></div> <div><font color="#0000ff"><font size="2" face="Arial">Oczywiście - o <strong>Jacku Chabowskim</strong>. </font></font></div> <div><font color="#0000ff" size="2" face="Arial">Jacek startował na prawie 10-metrowej długości własnym jachcie &quot;Polled 2&quot; klasyfikowanym w ORC.</font></div> <div><font color="#0000ff" size="2" face="Arial">Bardzo dziękuję za ciekawie napisaną relację.</font></div> <div><font color="#0000ff" size="2" face="Arial">Żyjcie wiecznie !</font></div> <div><font color="#0000ff" size="2" face="Arial">Don Jorge</font></div> <div><font color="#0000ff" size="2" face="Arial">.</font></div> <div><font color="#0000ff" size="2" face="Arial">-------------------------------</font></div> <div><font color="#0000ff" size="2" face="Arial">.<img alt="" width="800" height="337" src="/att/Image/201505/BITWA_POLLED_2_jacht.jpg" /></font></div> <div><font color="#0000ff" size="2" face="Arial">&quot;Polled 2&quot; w okazałości</font></div> <div><font color="#0000ff" size="2" face="Arial">.</font></div> <div><font size="2" face="Arial">Witaj Don Jorge!<br /><strong>Dziękuję za zaciskanie palc&oacute;w i kibicowanie</strong>. O tym ile to znaczy i jakie ma znaczenie dla uczestnika, w dalszej części. <br /><strong>Trochę po reportersku z prywatnymi wstawkami</strong>. Mimo, że &bdquo;Bitwa&rdquo; nie jest jeszcze imprezą z wiekową tradycją, obrosła już w legendę. Każda z dotychczasowych edycji była wyjątkowa w stosunku do poprzednich. Tym razem nie było inaczej. Pierwsze co rzuciło się w oczy, to długość listy startowej. Takiego przyrostu to nawet Chińczycy nie mieli w najlepszych swoich latach. Bitwa jak planeta ma swoją grawitację, kt&oacute;ra co raz bardziej przyciąga. Rozw&oacute;j jest czymś dobrym ale pod warunkiem, że organizatorzy potrafią nad tym zapanować i to ogarnąć. Bez fałszywego umizgiwania się i wazeliny mogę stwierdzić, że udało się im to w stu procentach. W część rozrywkową udało się Krystianowi i Jackowi wpleść treści z tych w rodzaju porządkowych i związanych z bezpieczeństwem. Trudne informacje zostały przekazane rzetelnie (prognoza pogody) ale też bez niepotrzebnego straszenia. Wiecz&oacute;r przedstartowy rozkręcił się całkiem nieźle, ale rozsądek zawodnik&oacute;w nakazał im dyskretne opuszczanie imprezy.<br /><strong>Start bez większych zakł&oacute;ceń w bardzo fajnym, solidnym wietrze</strong>. Nowsza Imoca dała się widzieć przez jakąś godzinę i znikała w tempie szybkich prom&oacute;w. W pełnych baksztagu, z rosnącą siłą wiatru zaczęła się szaleńcza jazda. &quot;Polled&quot; wystartował w konfiguracji żaglowej: podstawowe + gennaker. Kierunek wiatru idealny zatem tuż po starcie asymetryczny, czerwony żagiel w g&oacute;rę. Prawo Murphy&rsquo;ego zadziałało pierwszy raz i natychmiast. Gennaker w wersji cukierkowej &ndash; całe szczęście udało się go &bdquo;rozpakować&rdquo;. Początkowe prędkości dochodziły do 11kts i wydawało się, że to już szczyt szczęścia. Nic złudnego. Jak się okazało drugiego dnia, to była dolna granica prędkości. Wraz z oddalaniem się od brzegu, prędkość wiatru rosła osiągając na wysokości Helu 24kts (rzeczywisty). Na razie jeszcze daję radę ale wątpliwości bombardują głowę &ndash; czy już zrzucać, czy jechać tak długo jak się da. Ł&oacute;dka sama rozwiązała wątpliwość. Trochę po wyżej Rozewia szekla fałowa puszcza gennakera i Murphy znowu się przypomina &ndash; żagiel w wodzie, pod ł&oacute;dką, pomiędzy balastem i śrubą. Grot dalej ciągnie &ndash; prędkość &bdquo;spada&rdquo; do 8kts. Pomysł, pomysł, koncepcja &ndash; co i jak robić. Bez szczeg&oacute;ł&oacute;w operacja wyciągnięcia żagle zajęła ok. 30 minut. Dwie ł&oacute;dki mnie łykają. Zmęczony i wkurzony nie sprzątam &bdquo;genka&rdquo; z pokładu przez kilka godzin. Nocna żegluga nie taka samotna &ndash; ukf-ka nie milknie na dłużej niż na kilka minut. Żarty, docinki ale też dyskretne kontrolowanie każdego &ndash; jak nie dołącza się do nie zawsze poważnych konwersacji, to i tak co jakiś czas musi się zameldować, że jest, płynie i wszystko w porządku. Mile na ploterze umykają. Ruch na Bałtyku rośnie &ndash; platforma, statki obsługi, strażnik kabla na dnie, wolno &bdquo;sapiące&rdquo; tankowce i pędzące jak młodzi biznesmeni promy. Nudy nie ma, noc jest długa. Nad ranem wiatr napina mięśnie i na zegarach pojawia się 35kts rzeczywistego. Fala też już morska w ducie z wiatrem chce wytrwać jacht z pod n&oacute;g. Autopilot zmęczony i czasami jakby zasypiał &ndash; przechodzę na ręczne. Jazda bez trzymanki. Na logu 13, 14, 17 i łup! 18,2kts i tak przez około 3 godziny. Gotland i myśl, że zaraz się za nim ukryję i odpocznę. He, he, he &ndash; Murphy nie śpi. Mijam dwie wyspy odległe od siebie o kilka mil, a przy tej prędkości wydaje się, że to wąska bramka. Dochodzi mnie Krzysztof na Arao &ndash; czy ta ł&oacute;dka dotyka w og&oacute;le wody &ndash; śmiga po czubkach fal jak balonik, kt&oacute;ry uciekł dziecku z plaży. Do Visby 4 mile i przychodzi na radiu wiadomość, że robimy przerwę &ndash; nie ukrywam, to dobra wiadomość. W marinie pustki i nagle ożywienie. Robimy ruch. Jachty wchodzą po kolei i odbieramy się i daje się wyczuć ulgę i uznanie dla organizatora za podjętą decyzję. Ogarniamy się, jakieś kr&oacute;tkie rozmowy i trochę szczęśliwy, że to nie u mnie świetlica padam do koi i śpię w jednym kawałku 13 godzin. </font></div> <div><font size="2" face="Arial"><strong>Rano sprawdzamy czy wszyscy dotarli &ndash; jednak nie</strong>. &quot;Drosomak&quot; i &quot;Perła Gdynia&quot; ciągną dalej bez postoju &ndash; twardzielka i twardziel! O 12 start i lecimy dalej z wiatrem. Początkowo na motyla, p&oacute;źniej genek przeprosił i wjechał na maszt. G&oacute;rny znak pod wiecz&oacute;r i wprowadzam na ploterze punkt docelowy GW &ndash; cholera 210 mil w prostej linii. Morze się otwiera i zaczynamy pod wiatr. Nie jest źle wiatr do 20kts. Po dw&oacute;ch godzinach tuż obok pojawia się światło topowe &ndash; &quot;Drosomak&quot;. Odległość ok 15-20 metr&oacute;w krzyczę czy wszystko w porządku &ndash; gest ręki Oli potwierdza. Trochę mi głupio &ndash; wyspałem się w Visby, a dziewczyna leci ciągiem &ndash; &bdquo;twarda sztuka&rdquo;. Wszyscy ciągną na wsch&oacute;d i południe jak wiatr pozwala. Trochę nudno. Serie snu po 20 minut i jak się okazuje można tak dać radę. Około 2 pogoda pokł&oacute;ciła się z Neptunem i zaczyna mieć fanaberie. Wiatr kręci, deszcz leje &ndash; z kt&oacute;rej z strony wieje? Jachty się rozchodzą, w końcu na Bałtyku jest trochę miejsca. Ukaefka po woli milknie &ndash; znak, że odległości się zwiększają. Dzień gdzieś na środku morza. Doganiają mnie trzy małe ptaki. Odważne żeby nie powiedzieć trochę natrętne. Dwa wlatują do kabiny i tam na gapę podr&oacute;żują dwie godziny. Sorry ale muszę wejść do kabiny. Uciekają i zostawiają mało przyjemne pamiątki na stoliku nawigacyjnym. Jak się p&oacute;źniej okazuje, u Piotra z &quot;Bluesiny&quot;, też były &bdquo;na krzywego&rdquo; i ślad w koi zostawiły. Kolejna noc z ploterem przed oczami. Trochę jak w grze komputerowej &ndash; kt&oacute;ry z żelaznych potwor&oacute;w chce we mnie trafić i w kt&oacute;rym miejscu. Co jakiś czas na radiu wzajemne ostrzeżenia &ndash; &bdquo;<em>słuchaj, po twojej prawej około 15 lecie na ciebie jakieś cielsko z prędkością 13 kts&rdquo;.</em> Mimo, że samotnie, poczucie wsp&oacute;lnoty i braterstwa żeglarskiego ogromne &ndash; prawie jak w propagandowym filmie. <strong>Super, cholera niby konkurujemy ale jednak razem</strong>. Niech się tam rodziny na lądzie nie martwią, kupą płyniemy! Ostatni dzień &ndash; trzeba finał opracować. Wschodnią czy zachodnią stroną zaatakować zatokę. </font></div> <div><font size="2" face="Arial"><img style="PADDING-BOTTOM: 10px; PADDING-LEFT: 10px; WIDTH: 209px; PADDING-RIGHT: 10px; FLOAT: left; HEIGHT: 270px; PADDING-TOP: 10px" alt="" width="350" height="467" src="/att/Image/201505/BITWA_POLLED_na_mecie.jpg" /></font></div> <div><font color="#0000ff" size="2" face="Arial">&quot;Polled 2&quot; na mecie (fot. &quot;Sailbook&quot;).</font></div> <div><font color="#0000ff" size="2" face="Arial">.</font></div> <div><font size="2" face="Arial">Piotr z &quot;Bluesiną&quot; radzi sobie z falą doskonale. Walczę ostrością żeglugi i po godziny czuję się jak Don Kichot. Trochę odpuszczam, p&oacute;źniej bardziej i się rozjeżdżamy. Liczą na zapowiadana odkrętkę i lecę prawie na Władkowo &ndash; O! brzmi jakość lokalnie. Faktycznie do GW mniej 30 mil. Jadę i czekam na zmianę wiatru. Nic, co więcej Murphy się przypomina o coś przestawia w prognozie. Jestem w czarnej&hellip;.dziurze i muszę halsować do Helu. Sparing z Zenkiem z &quot;Oceanny&quot;. Jedyna szansa w tym, że wiatr siądzie &ndash; Zenak zawodnik pierwszego sortu &ndash; nie odpuszcza i sprowadza Polleda do parteru. Murphy się na mnie obraził i przeni&oacute;sł się na Oceannę i wyłączył wiatr. Oceanna się spina ale masa robi swoje i wiatru ma za mało. Polled cwanie wykorzystuje i leci na GW. Wyczekiwana odkrętka przyszła, owszem ale pięć kabli przed metą. Tam też miła niespodzianka i gigantyczne wzruszenie (starałem się ukryć, w końcu twardziel jestem!). Na &quot;Good Speed&rsquo;zie&quot; czekają znajomi i część mojej załogi. O wielkie dzięki, dzięki wszystkim! Rodzinie, przyjaciołom, znajomym, organizatorom i Opatrzności! Dałem radę. Wynik? Wiem już, że będzie kiepsko &ndash; ambicja naruszona, ale z drugiej strony to dobrze, bo motywuje i jeszcze wytłumaczenie &ndash; przecież to z najlepszymi pr&oacute;bowałem walczyć &ndash; zatem siary nie ma. W marinie Delphii (sponsora!) głośne i radosne powitanie. Miło, radośnie, szczęśliwie i znowu to poczucie braterstwa &ndash; prawie jak spotkanie z kolegami z dzieciństwa, z kt&oacute;rymi najlepsze przygody przeżyliśmy. Uczucie niesamowite. Zmęczenie ogromne ale spać się nie chce &ndash; adrenalina działa.</font></div> <div><font size="2" face="Arial"><strong>Słowa uznania i podziękowania dla:<br /></strong>&ndash; Krystiana &ndash; trochę jak przewodnik stada i rodzic stojący przy &bdquo;piaskownicy&rdquo; i pilnujący każdego z podopiecznych &ndash; profesjonalizm i spok&oacute;j pod żaglami!<br />- Jacka Z. &ndash; zawodnik, KAOwiec, ale też organizator &ndash; &bdquo;<em>słuchaj nie mogę wywołać</em> (kogoś tam), <em>może ty dasz radę? Czekam na informację</em>&rdquo;;<br />- Mariusz i zał&oacute;g z jacht&oacute;w obstawy &ndash; za to, że im się chciało nad nami czuwać;<br />- Oli i innym na brzegu za przygotowania i pozytywne &bdquo;wszędobylstwo&rdquo; &ndash; tam gdzieś każdy coś chciał i potrzebował (z szukaniem rozmiaru kurtki włącznie J);<br />- Sponsorom &ndash; za to, że są o wymiernie pomagają &ndash; Nie miejcie wątpliwości Wasz udział będzie doceniony &ndash; nie koniecznie szybko ale na pewno będzie!<br />- wszystkich uczestnik&oacute;w &ndash; to zaszczyt z Wami konkurować &ndash; jesteście najlepsi!<br /><strong>Tak się robi dobrą imprezę</strong>. Bez przerostu formy na treścią. W każdej chwili organizatorzy pamiętali po co to się robi, dla kogo i czemu to ma służyć! <br />Rodzinom, przyjaciołom, znajomym za ich fizyczną i metafizyczną obecność , za wsparcie &ndash; bardzo dziękuję!<br /></font></div> <div><font size="2" face="Arial"></font></div> <div><font size="2" face="Arial">- pozdrawiam<br /></font> <div><font size="2" face="Arial">Jacek Chabowski<br />&quot;Polled 2&quot;</font></div> </div>
Komentarze
co to za zwierz ? Marian Lenz z dnia: 2015-09-19 20:13:00
zwierz (nie Zwierz !) Jacek Chabowski z dnia: 2015-09-20 07:11:00
Myśli na gorąco Andrzej Colonel Remiszewski z dnia: 2015-09-20 12:04:00