DZIEWICZY REJS PO NIEMIECKICH ROZLEWISKACH
<div><font color="#0000ff" size="2" face="Arial"><img style="PADDING-BOTTOM: 10px; PADDING-LEFT: 10px; PADDING-RIGHT: 10px; FLOAT: left; PADDING-TOP: 10px" alt="" width="100" height="120" src="/att/Image/team/DOBROWOLSKI_Piotr.jpg" />Pierwszym wnioskiem z korespondencji <strong>Piotra Dobrowolskiego</strong> (witam w SAJ !) jest to, że niemieckie rozlewiska w&oacute;d osłoniętych, urozmaicona linia brzegowa i liczne przystanie to wymarzony cel rejsu dla tych, kt&oacute;rzy uznali, że strategia &quot;stopnowania trudności&quot; to jest to. </font></div> <div><font color="#0000ff" size="2" face="Arial">Bezpieczeństwo, spok&oacute;j i niezapomniane wrażenia. Podążając tym tropem ani się obejrzycie, jak rejs do Oslo czy do Helsinek staną się rutynowymi.</font></div> <div><font color="#0000ff" size="2" face="Arial">A wnioski Piotra znajdziecie pod opisem rejsiku.</font></div> <div><font color="#0000ff" size="2" face="Arial">Kamizelki niezbędne w takim samym stopniu na Bełdanach, Greifswalder Bodden jak na Kattegacie.</font></div> <div><font color="#0000ff" size="2" face="Arial">Zyjcie wiecznie !</font></div> <div><font color="#0000ff" size="2" face="Arial">Don Jorge</font></div> <div><font color="#0000ff" size="2" face="Arial">.</font></div> <div><font color="#0000ff" size="2" face="Arial">---------------------------</font></div> <div><font color="#0000ff" size="2" face="Arial">.</font></div> <div><font face="Arial"><font size="2">Drogi Jerzy<br /><strong>Już jako świeżo upieczony członek SAJ</strong>, postanowiłem podzielić się kr&oacute;tką opowieścią o pierwszym w tym roku rejsie na nowym nabytku.<br />Do towarzystwa przydzieliłem sobie kolegę Adama, o tym samym nazwisku ale innym rodowodzie i psa z rodowodem marki <em>hovawart </em>o imieniu Osa.<br /><strong>Wyruszyliśmy z Trzebieży</strong> (niestety nie z COŻ) w dziewiczy rejs, sprawdzający co potrafi 45 letnia jednostka balastowa o długości 7,40m i zanurzeniu 1,35m ze stoczni C.N.S.O. wykonana z żywicy epoksydowej. Wyposażenie mocno podstawowe, UKF, kompas, ręczny GPS, mapy papierowe i na komputerze, antyczny log mechaniczny, i oczywiście kamizelki tudzież ponton i pianka do nurkowania. </font></font></div> <div><font face="Arial"><font size="2"><img alt="" width="800" height="416" src="/att/Image/201505/NIEMCY_wi8doczek.JPG" /><br /><strong>Pierwszy etap</strong> do nowej mariny w Nowym Warpnie przebiegł gładko. Marina sympatyczna, chociaż w WC przeżyliśmy <em>deja vu</em>, lepkość i niedosprzątanie, tudzież ruchomość armatury podobna jak przed 5 laty, gdy czarterowaliśmy Sasankę z firmy SKAGEN. Słusznej postury Bosman przyjął cumy, pobrał i pozwolił biegać psu wolno, co oczywiście nas ujęło.<br /><strong>Poranny ryk bosmana</strong> &quot;CZYJ TO PIES&quot; świadczył o przytłumionej percepcji z dnia poprzedniego, pies był wszak tylko jeden i tylko nasz, a że zeżarł rzeczonemu bosmanowi rogaliki przygotowane na śniadanie i to z jego własnej łodzi to uznaliśmy, że po przeprosinach należy czem prędzej ruszyć dalej.</font></font></div> <div><font face="Arial"><font size="2"><img alt="" width="800" height="444" src="/att/Image/201505/NIEMCY_pies_OSA.JPG" />&nbsp;<br /><strong>Etap przez Zalew</strong> z wiatrem z E przebyliśmy na spinakerze aż do mostu w Zecherin i potem do Rankwitz. Nazajutrz w promieniach upalnego słoneczka tackingowaliśmy do Wolgast gładko, wchodząc na mieliznę, na torze na przeciwko mariny Ziemitz. nie minęło 5 minut jak przyjazna motor&oacute;wka zdjęła nas na głęboką wodę, więc przestrzegamy i proponujemy trzymać się czerwonej strony toru, przy zielonej bywa płyciej niz 1,35m.<br /><strong>Most w Wolgast</strong> przebyliśmy z marszu i zatrzymaliśmy sie w marinie Karlshagen, gdzie na pierwszy rzut oka było ekskluzywnie i ciasno. Uprzejmi rodacy wskazali miejsce. Prawie na nabrzeżu znaleźliśmy pojemnik z torebkami na psie number two, tylko cumowanie dziobem powodowało, że naszego załoganta trzeba było wynosić na rękach (35 kg). Wyciągając z tego wniosek, że mały trapik byłby nie od rzeczy.<br /><strong>Hafenmeister </strong>skasował opłatę, powiedział z uśmiechem, że lubi Polak&oacute;w i podarowął nam tzw szczeniaczka z jakimś zacnym trunkiem. Jako, że we troje jesteśmy abstynentami, stał się &oacute;w szczeniaczek początkiem zbior&oacute;w.<br /><strong>Kolejnego dnia</strong> wypłynęliśmy na szeroki przestw&oacute;r oceanu czyli wody zalewu, gdzie po chwili idąc torem weszliśmy na mieliznę. Nadzieja na szybką pomoc malała, gdyż potencjalne jednostki widząc naszą sytuację zmieniały kurs na prawą stronę toru, i po chwili ruch w naszym sąsiedztwie zamarł, a machanie rękami powodowało wesołe odmachiwanie. Nie chcieliśmy wzywać pomocy, bo nic się nie działo. Postanowiliśmy postawić na wiedzę i zdobyć doświadczenie. Przygotowaliśmy linę, kotwicę, koło ratunkowe i pr&oacute;bowaliśmy puścić to z wiatrem, niestety nie udawało się. Zatem do akcji weszła pianka do nurkowania, w kt&oacute;rą się wbiłem dosłownie i popychając przed sobą koło z kotwicą odpłynąłem słuszny kawałek, (pływanie na fali nie jest proste), potem <em>plum</em> i zostałem ściągniety na jacht. Lina na kabestan i kręcimy, ani drgnie, wszedłem do wody i dalejże ćwiczyć martwy ciąg dzi&oacute;b do g&oacute;ry, (to tylko 1600 kg)prawo lewo, prawo lewo i wreszcie na głębokim.</font></font></div> <div><font face="Arial"><font size="2"><img alt="" width="800" height="598" src="/att/Image/201505/NIEMCY_WSCHODNIE_mapka.jpg" /><br /><strong>WIeczorem docieramy do Stahlbrode</strong>, fala duża i rzuca, więc zamiast w porcie miejskim, cumujemy w marinie <em>longside,</em> bo jest miejsce. Płacimy w barze czynnym do 21, i zajmujemy się kolejnym zadaniem ściągnięcia zbuchtowanego fału grota, kt&oacute;ry &quot;jakoś&quot; uciekł na top (już teraz wiemy, wiemy, mamy fały w pętli), Niemcy na przystaniach mają takie cwane urządzenie ratownicze - tyczka tak z 10 metr&oacute;w wykonana z aluminium zakończona obręczą. Służy to do wyciągania z wody delikwent&oacute;w w przypadku gdy stoimy na wysokim portowym nabrzeżu, a także świetnie nadaje się do ściągania fał&oacute;w z topu masztu.<br /><strong>Kolejnego </strong>dnia pędzimy do Stralsundu; przemiła pani czeka z 10 minut z podniesionym mostem tylko na nas, kłaniam się jej w pas. Zwiedzamy upalny i wietrzny Stralsund, naprawiamy, poprawiamy i następnego dnia ruszamy w drogę powrotną. Tym razem to przemiły Pan czeka na nas z podniesionym mostem, a potem <em>tackujemy</em> aż do wyjścia ścigając się z dwumasztowym boczno mieczowcem. Cały dzień żegluga jak marzenie, jacht idzie smosterownie z uwiązanym sterem. Pod wiecz&oacute;r wchodzimy do porciku w Thiessow. Wąski tor wejściowy na środku pława więc trza płynąć lewą stroną. Lornetujemy, w porcie stoją wysokie maszty, OK ostatnia para bojek - stoimy na mieliźnie, ostrożniutko się wycofujemy, pr&oacute;bujemy znowu i znowu stoimy, obok nas przepływa jacht bez problemu, pr&oacute;bujemy za nim, stoimy. Załoga spragniona lądu, ale trza twardym być, rozkaz wycofujemy się na z g&oacute;ry upatrzone pozycje i po 2 godzinach w ostatnich szarościach dnia lądujemy w Gager.<br /><strong>Gager piękne</strong>, sanitariaty otwarte, cisza spok&oacute;j, owce, strzechy, celebrujemy przy specjalnie skomponowanej herbatce (bez mrugania) do 3 rano.<br />Rankiem płacimy i ruszamy do Świnoujścia mimo wiatru z E pięknie walimy jednym halsem prosto do wejścia do portu. 7 mil przed wiatr zdycha, z dw&oacute;ch stron widać burze, pioruny walą raz po raz, powoli przygotowuję załogę na ewentualny dłuższy pobyt na morzu, sprawdzam paliwo odpalamy silnik (przyczepny 6 KM), Adam nie dowierza że 12 litr&oacute;w starczy, zużyliśmy 6. Cumujemy w marinie, tną komary, parno, na kilku jachtach głośne imprezy i żeglarze halsujący po nabrzeżu. Od razu zatęskniliśmy za Rugią. Rano zostaliśmy wyproszeni z sanitariat&oacute;w, przez panią sprzątającą, po powrocie mimo szczerych chęci nie potrafiliśmy znaleźć r&oacute;żnicy w wyglądzie i bukiecie zapachowym pomieszczeń, za to obsługa stacji benzynowej przemiła :).<br />W niedzielę po odcumowaniu zostaliśmy zaproszeni przez pan&oacute;w policjant&oacute;w do dmuchania balonika, jak większość sternik&oacute;w jacht&oacute;w wypływających z mariny, ciekawe czy to <em>akcja znicz</em>, czy stały element, bo popieramy. Po leniwej przeprawie przez Zalew lądujemy w Trzebieży.<br /></font><font size="2"><strong>.</strong></font></font></div> <div><strong><font size="2" face="Arial">Jacht.</font></strong></div> <div> <div><font size="2">Stocznia C.N.S.O. typ <em>Samura</em>j rok prof 1970 nr seryny 232</font></div> <div><font size="2">długość 7,40m</font></div> <div><font size="2">szerokość 2,40m</font></div> <div><font size="2">KLW&nbsp;5,80m</font></div> <div><font size="2">wyporność 1600 kg</font></div> <div><font size="2">balast 700 kg</font></div> <div><font size="2">zanurzenie 1,35m</font></div> <div><font size="2">silnik przyczepny 6 KM</font></div> <div><font size="2">żagle podstawowe 28 m. kw</font></div> <div><font size="2">4 osoby</font></div> <div><img width="800" height="413" alt="" src="/att/Image/201505/NIEMCY_Samurai.JPG" /></div> <div><font size="2">.</font></div> </div> <div><font face="Arial"><font size="2"><strong>Czego się nauczyliśmy:<br /></strong>- Trzeba wcześniej sprawdzić porty. W Thiessow przy ostatnich bojkach jest 1,1 m (ale jak weszły tam te wielkie jachty ?!).<br />- Echosonda zdaje się być nieoddzowym wyposażeniem.<br />- Trap do zejścia przy cumowaniu dziobem lub rufą i przy cumowaniu longside przy oponach.<br />- Coś miękkiego pod d...<br />- Cienkie, przewiewne koszule i spodnie, ochrona głowy i karku przed słońcem.<br />- Uchwyty na kubki w kokpicie i mesie.<br />- Lod&oacute;weczka ?!<br />- Więcej knag na pokładzie dziobowym, dokładnie 2 więcej.<br />- Fały w pętli.<br />- Płetwy - szybciej się pływa z kotwicą.</font></font></div> <div><font face="Arial"><font size="2">.</font></font></div> <div><font face="Arial"><font size="2">Pozdrawiam klan SSI<br />Piotr Dobrowolski.</font></font><font size="2"> </font></div>
Komentarze
Brak komentarzy do artykułu