PĘKA NAWET ACHTERSZAG
<div><font color="#0000ff" size="2" face="Arial"><img style="PADDING-BOTTOM: 10px; PADDING-LEFT: 10px; PADDING-RIGHT: 10px; FLOAT: left; PADDING-TOP: 10px" width="110" height="157" alt="" src="/att/Image/team/PALACZ_Marcin_nowy_2013.jpg" />Spokojnie - obyło się bez katastrofy, ale nauka jest. <strong>Marcin Palacz</strong> niedawno wyruszył na swym jachciku &quot;Lotta&quot; (typ. Albin Vega) do Kalmarsundu aby sprawdzić na ile moja stara locyjka (20 lat wstecz) &quot;Kalmarsund i Oland&quot; się zdeaktualizowała. Zatem oczekujcie nowej książki Marcina. W Kalmarsundzie przydarzyła mu się awaria. Na szczęscie podczas cumowania, a nie podczas żeglugi. Awaria o tyle wyjątkowa, że urwał się achtersztag, czyli akurat ten element takielunku, kt&oacute;ry poddawany jest obciążeniom najmniejszym i to sporadycznie. </font></div> <div><font color="#0000ff" size="2" face="Arial">Marcin o jacht dba wyjatkowo (sprawdziłem), a jednak coś się urwało. Czyli sami widzicie bezsens Kart Bezpieczeństwa na prywatnych jachtach. Nie znam tak czujnych inspektor&oacute;w jak właściciele jacht&oacute;w. </font></div> <div><font color="#0000ff" size="2" face="Arial">Takielunkowi najbardziej szkodzi demontaż masztu na zimę.</font></div> <div><font color="#0000ff" size="2" face="Arial">Marcin pyta jak to jest po polsku - rigger. Po mojemu - takielarz.</font></div> <div><font color="#0000ff" size="2" face="Arial">Żyjcie wiecznie !</font></div> <div><font color="#0000ff" size="2" face="Arial">Don Jorge</font></div> <div><font color="#0000ff" size="2" face="Arial">.</font></div> <div><font color="#0000ff" size="2" face="Arial">.</font></div> <div><font face="Arial">------------------------------------------</font></div> <div><font face="Arial">.</font></div> <div><font size="2" face="Arial"><font size="3"><strong>Stal&oacute;wki naprawdę pękają bez ostrzeżenia</strong>!<br /></font><br /><strong>Jakież było moje zdziwienie i przerażenie</strong>, gdy zbierając się po południu do dopłynięcia w porcie F&auml;rjestaden w Kalmarsundzie znalazłem w kokpicie zerwaną stal&oacute;wkę achtersztagu!<br />Dokładniej, chodzi o dolną, rozdwojoną część achtersztagu, to odwr&oacute;cone V na rufie. Widać na zdjęciu.<br /><img width="800" height="475" alt="" src="/att/Image/201505/KALMARSUND_stary_achterszag.jpg" /></font></div> <div><font size="2" face="Arial"><font size="1">Stary achterszag</font></font></div> <div><font size="2" face="Arial"><font size="1">.</font><br /><strong>Regularnie mierzę przyrządem naciąg</strong> trzymających maszt stal&oacute;wek, naiwnie (jak się teraz przekonałem) sądząc, że jak coś się będzie miało urwać, to najpierw stanie się odrobinę luźniejsze. Ostrzeżenia takiego nie było! Tak się złożyło, że w poprzednich dniach pływałem tylko przy słabych wiatrach. Teraz ł&oacute;dka przez dwa dni stała w porcie, achtersztag był szarpany przywiązanym do niego bomem, przy dość silnym wietrze (ok. 15 m/s). Wystarczyło.<br /><em>Niesympatycznie </em>mi się robi na myśl, co by się stało z masztem, gdyby zerwanie nastąpiło odrobinę p&oacute;źniej, nie na postoju, a na bagsztagowej &bdquo;si&oacute;demce&rdquo; lewego halsu, kt&oacute;ra była w planach. Urwana stal&oacute;wka była właśnie na lewej burcie.<br /><img width="800" height="600" alt="" src="/att/Image/201505/KALMARSUND_nowy_achterszag.jpg" /></font></div> <div><font size="2" face="Arial"><font size="1">Nowy achterszag</font></font></div> <div><font size="2" face="Arial"><font size="1">.</font><br /><strong>Jak już się miało urwać, to moment i miejsce były ku temu dobrze wybrane</strong>. Następnego ranka powarkotałem silnikowo na drugą stronę cieśniny, do Kalmaru. Tam na pięterku, w firmie Kalmar Marina AB &ndash; na lewym nabrzeżu przy wejściu do mariny &ndash; sw&oacute;j warsztat żaglomistrza i riggera (jak ta profesja się po polsku nazywa?) ma <strong>J&uuml;rgen Schnee</strong>. J&uuml;rgen zaproponował spos&oacute;b naprawy z zastosowaniem element&oacute;w, kt&oacute;re miał na miejscu (&bdquo;rozdzialacz&rdquo; i nowy naciąg achtersztagu były potrzebne). Fachowo, życzliwie. Gdy wypływałem z Kalmaru w porze wczesnopoobiedniej, J&uuml;rgen (na zdjęciu) machał mi spod salingu na jachcie należącym do innego żeglarza w kłopocie. Kalmar jest jedynym miejsce w promieniu bardzo wielu mil, w kt&oacute;rym taka naprawa możliwa była od ręki.<br /><img width="800" height="600" alt="" src="/att/Image/201505/KALMARSUND_Jurgen.jpg" /></font></div> <div><font size="2" face="Arial"><font size="1">J&uuml;rgen Schnee przy pracy</font></font></div> <div><font size="2" face="Arial"><font size="1">.<br /></font>Cztery lata temu wymieniłem wszystkie stal&oacute;wki, z wyjątkiem tego odwr&oacute;conego V na rufie. W anglojęzycznej literaturze zaleca się wymianę całego olinowania stałego co 10 lat. U nas spotkałem się z opiniami ekspert&oacute;w, że takie zalecenia to zabieg marketingowy i przy braku widocznych uszkodzeń, wymiana nie ma żadnego sensu. Urwana stal&oacute;wka służyła na pewno kilkanaście lat, może dużo dłużej.<br /><br /><strong>I jeszcze refleksja</strong>: każda awaria zwłaszcza na własnym jachcie to oczywiście zmartwienie, kłopot, strata czasu, koszty. Gdy jednak uda się rzecz naprawić, to jest z tego satysfakcja, że coś jest zrobione lepiej niż było poprzednio. Czas, wysiłek i pieniądze nie są zmarnowane. Nie wiem, czy inni armatorzy też tak mają.<br /><br />Marcin Palacz<br />s/y &quot;Lotta&quot;<br />z targanego przeciągami Kalmarsundu<br /></font></div>
Komentarze
koniecznie - mistrz ! Marek Zwierz z dnia: 2015-07-10 16:20:00