ZAMIAST SOBOTNIEGO FELIETONIKU
Andrzej Colonel Remiszewski poprosił, aby ten felieton poszedł jako autonomiczny news, a nie jako komentarz pod poprzedmim. Nie bardzo rozumiem co to za różnica, ale skoro prosi to czemu - nie. Ja bym tylko przypomniał, że SSI od wielu, lat ma w tytule słowo SUBIEKTYWNY. Subiektywnośc nierzadko ociera się o "niepoprawnośc polityczną". W SSI nie istnieje cenzura - gdzie indziej nazywana "moderowaniem". Różni ludzie mają różne poglądy i to jest własnie właściwe miejsce gdzie można by je wykładać. Wacław Sałaban przedstawił swoją opinię. Czy ktoś chce mu zarzucić fałszowanie faktów? Jeśli tak - to proszę o konkretne zarzuty.
Ktoś mnie niedawno osobaczył, że parytety nazwałem bałwaństwem i że przytoczyłem nazwiska 2 pań, które subiektywnie oceniłem, że są łebskie. Pod newsem o nagrodzie Prezydenta Gdańska pojawiły się rozmaite komentarze o Związuniu.
Czy naprawdę chcecie widzieć SSI tylko jako dygającą, dobrze wychowaną dziewczynkę z warkoczykami?
A co do mojej opinii o przebiegu wydarzeń relacjonowanych między innymi na oficjalnej stronie wyprawy - to nadal zachowuję ją dla siebie.
Jaromirowi dziękuję za miłe słowa.
Żyjcie wiecznie !
Don Jorge
-----------------------------------
W związku z wyjazdem sylwestrowym nie napisałem cotygodniowego tekstu. Zastanawiałem się właśnie nad jego tematyką, gdy zajrzałem do SSI http://www.kulinski.navsim.pl/art.php?id=2651&page=0  . I tu, delikatnie mówiąc zdziwienie. We wprowadzeniu Don Jorge zadaje pytanie „kto jest wolny od słabostek?”. Pewnie niewielu, szkoda jednak, że tym razem słabość dotknęła właśnie SSI.
Tekst poświęcony „Polonusowi” jest po prostu słaby. Odebrałem go jako triumf schadenfreude nad żeglarstwem. Nie użyję dalszych określeń, jakie przyszły mi na myśl… nie chcę sankcjonować zamieniania SSI w… no i tu też się powstrzymam przed wyłożeniem explicite, w co.
Zaczyna się od całkowicie zbędnego przytoczenia durnego cytatu z prasy, przez dziennikarza przypisanego Markowi Grzywie. Jeśli naprawdę to powiedział, to mu się dziwię. Jest na tyle doświadczonym człowiekiem, że dziecinne sformułowanie doń nie pasuje. Ale nawet jeśli tak było, to sposób użycia jako motta zawiera bardzo drastyczną ocenę prowadzącego, moim zdaniem sformułowaną bez dostatecznych podstaw w wiedzy, którą dysponujemy.
Co wiemy? Wiemy, że „Polonus” w etapowym rejsie (nie wiem co złego w etapowych rejsach?!) dopłynął do Stacji im. Arctowskiego, wykonując przysługę z okrojoną załogą popłynął kilkanaście mil do niedostępnego lądem miejsca, skąd miał zabrać na Wigilię grupkę naukowców. Na pokładzie było czterech doświadczonych żeglarzy, w tym armator ze stopniem kapitańskim o doświadczeniem oceanicznym, oraz prowadzący ze stopniem kapitańskim o doświadczeniem oceanicznym. Wiemy, że z jakiegoś powodu rzucono kotwicę, zapewne planowo. Wiemy, że była syzygijna wysoka woda. Wiemy, że nadszedł niespodziewany na jachcie szkwał (silny wiatr), kotwica nie trzymała. Wiemy, że jacht zdryfował na nadbrzeżne skały, co niekompetentny dziennikarz, bodajże PAP, nazwał „sztrandowaniem”. Wiemy, że nie udało się uruchomić na czas silnika. Wiemy, że wezwany, znajdujący się w pobliżu, okręt argentyński zdjął załogę bezpiecznie. Wiemy, że mimo okresu świątecznego udało się skutecznie wynegocjować pomoc Argentyńczyków, skutecznie zdjąć jacht ze skał, mimo uszkodzeń doprowadzić do Stacji im. Arctowskiego i podnieść na tyle z wody, by nie groziło mu zatonięcie.
Nie wiemy, dlaczego jacht zakotwiczono, dlaczego szkwał okazał się zaskakujący, dlaczego nie dało się uruchomić silnika, dlaczego nie próbowano (nie można było) postawić żagli. Nie wiemy dlaczego nie próbowano jachtu ściągać natychmiast. Nie wiemy jak poważne są uszkodzenia jachtu i jakie są możliwości ich naprawy. Nie znamy warunków ubezpieczenia i warunków do utrzymania ważności polisy. Nie znamy warunków umowy zawartej z Argentyńczykami. Parę pytań jeszcze bym sformułował ale wolę kierować je do zainteresowanych, kiedy już tu wrócą. Domyślamy się, a domysł nie powinien być podstawą wydawania wyroków. Wacław Sałaban pisze” nie będzie oceny” i tę negatywną ocenę natychmiast wyraziście formułuje. Formułuje także poprzez przytoczenie przykładów innych awarii, o których źródłach wiemy dość dużo.
Fascynującą kwestią wydaje się odnalezienie rzekomego „zamiatania pod dywan” minionych awarii. I sugerowanie zamiaru „zamiatania” poprzez znane z naszego Sejmu z chwil, kiedy „kończył się w nim Wersal”, wyrażanie stwierdzeń i antycypowanie przyszłości poprzez „tylko zadawanie pytań”.
Napadniętego „plenipotenta powypadkowego” bronić nie będę, na pewien poziom napaści po prostu nie docierają. Przywoływanie awantury na forum internetowym do sprawy nic nie wnosi, utwierdza mnie tylko w słuszności moich apeli z 24 grudnia o wstrzymanie się z komentarzami. Koledzy na forum zachowali się jak paparazzi, w mediach „oficjalnych” i na innych forach był spokój, w miarę rzeczowe informacje. I pytania o aktualna sytuację, a nie „kulisy”. Szanowny Don Jorge, Twoje stwierdzenie sugerujące, że kapitan „Polonusa” zrobił wszystko aby nagłośnić zdarzenie, jest delikatnie mówiąc nadużyciem.
I jeszcze jedno: Tekst Wacława Sałabana zawiera jedno ważne stwierdzenie, cytuję: „w innym przypadku PKBWM dokonałaby analizy przyczyn tego wypadku morskiego i wydałaby stosowne zalecenia dla tworzących prawo. Na pewno zalecenia restrykcyjne i niekorzystne dla żeglujących”. Tak, to prawda. Państwowa Komisja Wypadków Morskich badając dwa pierwsze w swojej karierze bardzo poważne wypadki morskie, nie dość, że jak się zdaje nie zdołała dojść do ustalenia kompletu faktów, ale jeszcze zrobiła dokładnie właśnie tak. Wydała zalecenia, nie tyle restrykcyjne, co po prostu zwyczajnie bezsensowne. Miałem o tym pisać w przyszłości. Stało się: i piszę dziś. Urzędnicza mentalność każe zawsze tworzyć przepisy, których pierwsza, a najczęściej jedyną rolą, jest udowodnienie, że urząd przejął się należycie problemem. Jednak przypisywanie „winy” za twórczość urzędniczą żeglarzom, którym przydarzyło się, nawet jeśli zawinione, nieszczęście, to rodzaj szantażu emocjonalnego.
W takiej postaci cały ten materiał nie jest pouczającym materiałem dydaktycznym, w każdym razie nie dla żeglarzy. Jeśli czegoś uczy, to tylko tego, że dobra renoma nie gwarantuje pewności otrzymania za każdym razem rzetelnej informacji i dobrych tekstów. Nawet w naszym ulubionym okienku.
I tak mi żal. Zawsze lubiłem teksty Wacława Sałabana.

Andrzej Colonel Remiszewski
Tekst zawiera wyłącznie osobiste i prywatne poglądy autora

PS.W trakcie mojego pisania zaczęły się pojawiać komentarze podtekstem Wacława. Cieszę się, że nie jestem sam.
Komentarze
komentarz nieautonomiczny Zbigniew Batiar Klimczak z dnia: 2015-01-03 08:09:00
warto wysłuchać Marka po powrocie Tadeusz Lis z dnia: 2015-01-03 08:55:00
do Tadeusza Lisa Zbigniew Batiar Klimczak z dnia: 2015-01-03 10:15:00
instrumentalnie vs żądająco Wacław Sałaban z dnia: 2015-01-03 12:36:00
W odpowiedzi zbyt młodym Andrzej Colonel Remiszewski z dnia: 2015-01-03 20:33:00
gratulacje Tadeusz Biały z dnia: 2015-01-04 12:08:00
PAX VOBISCUM Jerzy Klawiński z dnia: 2015-01-05 14:30:00
Ite, Missa est Zbigniew Batiar Klimczak z dnia: 2015-01-05 17:19:00