ZAMIAST SOBOTNIEGO FELIETONIKU

Ktoś mnie niedawno osobaczył, że parytety nazwałem bałwaństwem i że przytoczyłem nazwiska 2 pań, które subiektywnie oceniłem, że są łebskie. Pod newsem o nagrodzie Prezydenta Gdańska pojawiły się rozmaite komentarze o Związuniu.
Czy naprawdę chcecie widzieć SSI tylko jako dygającą, dobrze wychowaną dziewczynkę z warkoczykami?
A co do mojej opinii o przebiegu wydarzeń relacjonowanych między innymi na oficjalnej stronie wyprawy - to nadal zachowuję ją dla siebie.
Jaromirowi dziękuję za miłe słowa.
Żyjcie wiecznie !
Don Jorge
-----------------------------------
W związku z wyjazdem sylwestrowym nie napisałem cotygodniowego tekstu. Zastanawiałem się właśnie nad jego tematyką, gdy zajrzałem do SSI http://www.kulinski.navsim.pl/art.php?id=2651&page=0 . I tu, delikatnie mówiąc zdziwienie. We wprowadzeniu Don Jorge zadaje pytanie „kto jest wolny od słabostek?”. Pewnie niewielu, szkoda jednak, że tym razem słabość dotknęła właśnie SSI.
Tekst poświęcony „Polonusowi” jest po prostu słaby. Odebrałem go jako triumf schadenfreude nad żeglarstwem. Nie użyję dalszych określeń, jakie przyszły mi na myśl… nie chcę sankcjonować zamieniania SSI w… no i tu też się powstrzymam przed wyłożeniem explicite, w co.
Zaczyna się od całkowicie zbędnego przytoczenia durnego cytatu z prasy, przez dziennikarza przypisanego Markowi Grzywie. Jeśli naprawdę to powiedział, to mu się dziwię. Jest na tyle doświadczonym człowiekiem, że dziecinne sformułowanie doń nie pasuje. Ale nawet jeśli tak było, to sposób użycia jako motta zawiera bardzo drastyczną ocenę prowadzącego, moim zdaniem sformułowaną bez dostatecznych podstaw w wiedzy, którą dysponujemy.
Co wiemy? Wiemy, że „Polonus” w etapowym rejsie (nie wiem co złego w etapowych rejsach?!) dopłynął do Stacji im. Arctowskiego, wykonując przysługę z okrojoną załogą popłynął kilkanaście mil do niedostępnego lądem miejsca, skąd miał zabrać na Wigilię grupkę naukowców. Na pokładzie było czterech doświadczonych żeglarzy, w tym armator ze stopniem kapitańskim o doświadczeniem oceanicznym, oraz prowadzący ze stopniem kapitańskim o doświadczeniem oceanicznym. Wiemy, że z jakiegoś powodu rzucono kotwicę, zapewne planowo. Wiemy, że była syzygijna wysoka woda. Wiemy, że nadszedł niespodziewany na jachcie szkwał (silny wiatr), kotwica nie trzymała. Wiemy, że jacht zdryfował na nadbrzeżne skały, co niekompetentny dziennikarz, bodajże PAP, nazwał „sztrandowaniem”. Wiemy, że nie udało się uruchomić na czas silnika. Wiemy, że wezwany, znajdujący się w pobliżu, okręt argentyński zdjął załogę bezpiecznie. Wiemy, że mimo okresu świątecznego udało się skutecznie wynegocjować pomoc Argentyńczyków, skutecznie zdjąć jacht ze skał, mimo uszkodzeń doprowadzić do Stacji im. Arctowskiego i podnieść na tyle z wody, by nie groziło mu zatonięcie.
Nie wiemy, dlaczego jacht zakotwiczono, dlaczego szkwał okazał się zaskakujący, dlaczego nie dało się uruchomić silnika, dlaczego nie próbowano (nie można było) postawić żagli. Nie wiemy dlaczego nie próbowano jachtu ściągać natychmiast. Nie wiemy jak poważne są uszkodzenia jachtu i jakie są możliwości ich naprawy. Nie znamy warunków ubezpieczenia i warunków do utrzymania ważności polisy. Nie znamy warunków umowy zawartej z Argentyńczykami. Parę pytań jeszcze bym sformułował ale wolę kierować je do zainteresowanych, kiedy już tu wrócą. Domyślamy się, a domysł nie powinien być podstawą wydawania wyroków. Wacław Sałaban pisze” nie będzie oceny” i tę negatywną ocenę natychmiast wyraziście formułuje. Formułuje także poprzez przytoczenie przykładów innych awarii, o których źródłach wiemy dość dużo.
Fascynującą kwestią wydaje się odnalezienie rzekomego „zamiatania pod dywan” minionych awarii. I sugerowanie zamiaru „zamiatania” poprzez znane z naszego Sejmu z chwil, kiedy „kończył się w nim Wersal”, wyrażanie stwierdzeń i antycypowanie przyszłości poprzez „tylko zadawanie pytań”.
Napadniętego „plenipotenta powypadkowego” bronić nie będę, na pewien poziom napaści po prostu nie docierają. Przywoływanie awantury na forum internetowym do sprawy nic nie wnosi, utwierdza mnie tylko w słuszności moich apeli z 24 grudnia o wstrzymanie się z komentarzami. Koledzy na forum zachowali się jak paparazzi, w mediach „oficjalnych” i na innych forach był spokój, w miarę rzeczowe informacje. I pytania o aktualna sytuację, a nie „kulisy”. Szanowny Don Jorge, Twoje stwierdzenie sugerujące, że kapitan „Polonusa” zrobił wszystko aby nagłośnić zdarzenie, jest delikatnie mówiąc nadużyciem.
I jeszcze jedno: Tekst Wacława Sałabana zawiera jedno ważne stwierdzenie, cytuję: „w innym przypadku PKBWM dokonałaby analizy przyczyn tego wypadku morskiego i wydałaby stosowne zalecenia dla tworzących prawo. Na pewno zalecenia restrykcyjne i niekorzystne dla żeglujących”. Tak, to prawda. Państwowa Komisja Wypadków Morskich badając dwa pierwsze w swojej karierze bardzo poważne wypadki morskie, nie dość, że jak się zdaje nie zdołała dojść do ustalenia kompletu faktów, ale jeszcze zrobiła dokładnie właśnie tak. Wydała zalecenia, nie tyle restrykcyjne, co po prostu zwyczajnie bezsensowne. Miałem o tym pisać w przyszłości. Stało się: i piszę dziś. Urzędnicza mentalność każe zawsze tworzyć przepisy, których pierwsza, a najczęściej jedyną rolą, jest udowodnienie, że urząd przejął się należycie problemem. Jednak przypisywanie „winy” za twórczość urzędniczą żeglarzom, którym przydarzyło się, nawet jeśli zawinione, nieszczęście, to rodzaj szantażu emocjonalnego.
W takiej postaci cały ten materiał nie jest pouczającym materiałem dydaktycznym, w każdym razie nie dla żeglarzy. Jeśli czegoś uczy, to tylko tego, że dobra renoma nie gwarantuje pewności otrzymania za każdym razem rzetelnej informacji i dobrych tekstów. Nawet w naszym ulubionym okienku.
I tak mi żal. Zawsze lubiłem teksty Wacława Sałabana.
Andrzej Colonel Remiszewski
Tekst zawiera wyłącznie osobiste i prywatne poglądy autora
PS.W trakcie mojego pisania zaczęły się pojawiać komentarze podtekstem Wacława. Cieszę się, że nie jestem sam.
Tekst poświęcony „Polonusowi” jest po prostu słaby. Odebrałem go jako triumf schadenfreude nad żeglarstwem. Nie użyję dalszych określeń, jakie przyszły mi na myśl… nie chcę sankcjonować zamieniania SSI w… no i tu też się powstrzymam przed wyłożeniem explicite, w co.
Zaczyna się od całkowicie zbędnego przytoczenia durnego cytatu z prasy, przez dziennikarza przypisanego Markowi Grzywie. Jeśli naprawdę to powiedział, to mu się dziwię. Jest na tyle doświadczonym człowiekiem, że dziecinne sformułowanie doń nie pasuje. Ale nawet jeśli tak było, to sposób użycia jako motta zawiera bardzo drastyczną ocenę prowadzącego, moim zdaniem sformułowaną bez dostatecznych podstaw w wiedzy, którą dysponujemy.
Co wiemy? Wiemy, że „Polonus” w etapowym rejsie (nie wiem co złego w etapowych rejsach?!) dopłynął do Stacji im. Arctowskiego, wykonując przysługę z okrojoną załogą popłynął kilkanaście mil do niedostępnego lądem miejsca, skąd miał zabrać na Wigilię grupkę naukowców. Na pokładzie było czterech doświadczonych żeglarzy, w tym armator ze stopniem kapitańskim o doświadczeniem oceanicznym, oraz prowadzący ze stopniem kapitańskim o doświadczeniem oceanicznym. Wiemy, że z jakiegoś powodu rzucono kotwicę, zapewne planowo. Wiemy, że była syzygijna wysoka woda. Wiemy, że nadszedł niespodziewany na jachcie szkwał (silny wiatr), kotwica nie trzymała. Wiemy, że jacht zdryfował na nadbrzeżne skały, co niekompetentny dziennikarz, bodajże PAP, nazwał „sztrandowaniem”. Wiemy, że nie udało się uruchomić na czas silnika. Wiemy, że wezwany, znajdujący się w pobliżu, okręt argentyński zdjął załogę bezpiecznie. Wiemy, że mimo okresu świątecznego udało się skutecznie wynegocjować pomoc Argentyńczyków, skutecznie zdjąć jacht ze skał, mimo uszkodzeń doprowadzić do Stacji im. Arctowskiego i podnieść na tyle z wody, by nie groziło mu zatonięcie.
Nie wiemy, dlaczego jacht zakotwiczono, dlaczego szkwał okazał się zaskakujący, dlaczego nie dało się uruchomić silnika, dlaczego nie próbowano (nie można było) postawić żagli. Nie wiemy dlaczego nie próbowano jachtu ściągać natychmiast. Nie wiemy jak poważne są uszkodzenia jachtu i jakie są możliwości ich naprawy. Nie znamy warunków ubezpieczenia i warunków do utrzymania ważności polisy. Nie znamy warunków umowy zawartej z Argentyńczykami. Parę pytań jeszcze bym sformułował ale wolę kierować je do zainteresowanych, kiedy już tu wrócą. Domyślamy się, a domysł nie powinien być podstawą wydawania wyroków. Wacław Sałaban pisze” nie będzie oceny” i tę negatywną ocenę natychmiast wyraziście formułuje. Formułuje także poprzez przytoczenie przykładów innych awarii, o których źródłach wiemy dość dużo.
Fascynującą kwestią wydaje się odnalezienie rzekomego „zamiatania pod dywan” minionych awarii. I sugerowanie zamiaru „zamiatania” poprzez znane z naszego Sejmu z chwil, kiedy „kończył się w nim Wersal”, wyrażanie stwierdzeń i antycypowanie przyszłości poprzez „tylko zadawanie pytań”.
Napadniętego „plenipotenta powypadkowego” bronić nie będę, na pewien poziom napaści po prostu nie docierają. Przywoływanie awantury na forum internetowym do sprawy nic nie wnosi, utwierdza mnie tylko w słuszności moich apeli z 24 grudnia o wstrzymanie się z komentarzami. Koledzy na forum zachowali się jak paparazzi, w mediach „oficjalnych” i na innych forach był spokój, w miarę rzeczowe informacje. I pytania o aktualna sytuację, a nie „kulisy”. Szanowny Don Jorge, Twoje stwierdzenie sugerujące, że kapitan „Polonusa” zrobił wszystko aby nagłośnić zdarzenie, jest delikatnie mówiąc nadużyciem.
I jeszcze jedno: Tekst Wacława Sałabana zawiera jedno ważne stwierdzenie, cytuję: „w innym przypadku PKBWM dokonałaby analizy przyczyn tego wypadku morskiego i wydałaby stosowne zalecenia dla tworzących prawo. Na pewno zalecenia restrykcyjne i niekorzystne dla żeglujących”. Tak, to prawda. Państwowa Komisja Wypadków Morskich badając dwa pierwsze w swojej karierze bardzo poważne wypadki morskie, nie dość, że jak się zdaje nie zdołała dojść do ustalenia kompletu faktów, ale jeszcze zrobiła dokładnie właśnie tak. Wydała zalecenia, nie tyle restrykcyjne, co po prostu zwyczajnie bezsensowne. Miałem o tym pisać w przyszłości. Stało się: i piszę dziś. Urzędnicza mentalność każe zawsze tworzyć przepisy, których pierwsza, a najczęściej jedyną rolą, jest udowodnienie, że urząd przejął się należycie problemem. Jednak przypisywanie „winy” za twórczość urzędniczą żeglarzom, którym przydarzyło się, nawet jeśli zawinione, nieszczęście, to rodzaj szantażu emocjonalnego.
W takiej postaci cały ten materiał nie jest pouczającym materiałem dydaktycznym, w każdym razie nie dla żeglarzy. Jeśli czegoś uczy, to tylko tego, że dobra renoma nie gwarantuje pewności otrzymania za każdym razem rzetelnej informacji i dobrych tekstów. Nawet w naszym ulubionym okienku.
I tak mi żal. Zawsze lubiłem teksty Wacława Sałabana.
Andrzej Colonel Remiszewski
Tekst zawiera wyłącznie osobiste i prywatne poglądy autora
PS.W trakcie mojego pisania zaczęły się pojawiać komentarze podtekstem Wacława. Cieszę się, że nie jestem sam.
Drogi Jerzy,
Jest moda na dokładanie Ci, więc i ja (ty Brutusie – to o mnie) sobie pozwolę. Nie konfabuluj, że nie wiesz co to jest „news autonomiczny”. To jest coś, co jest komentarzem, ale autor nie chce wmieszać się w tłum komentatorów. Nie żądam abyś powiesił autonoma, ale składam ostry protest na naruszenie regulaminu i dobrego obyczaju na SSI. Sam czasem miałem ochotę, z powodu wagi zagadnienia, na powieszenie się jako news autonomiczny, a nie jako jeden z wielu komentatorów, zwłaszcza jak byłem w opozycji do nich.
Zaciekłe ataki na SSI i Wacława Sałabana skłoniły mnie do przeczytania ponownie jego tekstu, potem jeszcze raz i jeszcze raz, ponieważ coś mi nie pasowało. Ale nie mogłem złapać tej myśli, aż się udało. Zacząłem czytać na przemian Wacka i Autonomiczny, znowu z dwa, trzy razy. Jak mam zamiar polemizować z Colonelem to mnie ciarki przechodzą, czym się to skończy. Ja jestem krytycznym recenzentem Prezesa SAJ a Colonel ma zwyczaj wsadzać w moje usta to czego nie powiedziałem i się pastwić z wrodzonym talentem literackim. Błagam, nie tym razem!
Wreszcie wpadłem co mnie dręczy, mianowicie okazało się, że co do sedna sprawy (a są nią fakty towarzyszące wypadkowi) obaj Panowie piszą to samo, tylko Colonel przed faktem dodaje słowo „nie wiemy dlaczego jacht....a zresztą poczytajcie sami.
Pisze W. Sałaban:
Bardzo silny szkwał.
Nagły, nie spodziewany silny wiatr.
Strome dno.
Niewłaściwy pływ.
Niespodziewana awaria silnika – nie odpalił.
A Colonel pisze;
Nie wiemy, dlaczego jacht zakotwiczono
dlaczego szkwał okazał się zaskakujący
dlaczego nie dało się uruchomić silnika
dlaczego nie próbowano (nie można było) postawić żagli.
Ja jeszcze doczytałem, że kotwica nie trzymała i nie trudno się domyśleć dlaczego. Ale to też jest bez znaczenia, ponieważ każdy z nas wie, że po rzuceniu kotwicy sprawdzamy czy trzyma. Nie ma co pisać... nie wiemy dlaczego nie trzymała. Ja się pokornie pytam, a jak się dowiemy dlaczego, dlaczego i dlaczego to wtedy co?!
Kudy mnie do lodów Północy czy Południa, jestem żeglarz ciepłowodny, rekreacyjny turysta, ale przed wielu laty jak przeczytałem wypadek „Otago”, do dziś dnia pozostał mi lęk przed kotwiczeniem w kuszących zatokach Adriatyku czy Morza Egejskiego. Co tam morza, kiedyś burza zagnała mnie do zatoki Victoriniego na Solinie. Zrzuciłem żagle, rzuciłem kotwicę i poszedłem spać. Rano obudziłem się na brzegu, na szczęście bez kamieni. Myślę, że lepiej uczyć się na błędach innych a nie własnych.
Przypadek jachtu „Otago” jest tu bardzo na miejscu, moim zdaniem oczywiście, ale poczekam na decyzję Wielkiej Komisji, wtedy dokonam porównania.
Zgadzam się też z poglądem, że wypadki gdzie wina kapitana jest ewidentna zawsze skutkują w Polsce głupimi zaostrzeniami przepisów.
Ewidentne braki w wyszkoleniu made in PZŻ, w wyniku których doszło do tragedii na WJM w 2007 r. natychmiast zaowocowały oskarżeniami, że to z powodu bezpatencia i żądaniem jego zniesienia. Nasze wypadki biją w nas. Nigdy nie pojmę, dlaczego nie potrafimy spokojnie dyskutować nad problemem, tylko zastanawiać się nad stanem rozumu kolegi, lub domagać się głowy delikwenta. Moja babcia, prosta kobieta, jak kiedyś nazwałem kolegę głupim, pouczyła mnie; Byniu – możesz powiedzieć, że powiedział głupstwo, postąpił głupio, ale nie, że jest głupi. Bo tylko czasem popełniamy błąd. Ja teraz twierdzę, że atakujemy meritum wypowiedzi interlokutora a nie stan jego rozumu. Zaraz Wam dostarczę „problem”. I to by było na tyle, że zacytuję klasyka.
Zbigniew Batiar Klimczak
2 lata temu na wysokości Wolgastu szedłem „Donaldem” wąskim torem za holenderską barką żaglową (taką z z podniesionymi mieczami). I zadzwonił telefon z pracy – właśnie straciłem duży kontrakt. Nieco mnie to poruszyło, a to poruszenie poruszyło rumpel w niewłaściwą stronę. "Donald" ma długi kil i dwie ciężkie płetwy boczne. A dno muliste i przytuliło "Donalda", rzekłbym z czułością i otwartymi ramionami. Wyszarpały mnie dwie potężne motorówki niemieckie. Ich skiperzy odmówili uprzejmie propozycji zapłaty, nasze żony wymieniły uśmiechy, a my bez szkód popłynęliśmy dalej. Czyj błąd – oczywiście mój.
I tak sobie myślę – czego teraz Marek et consortes potrzebuje i jak można im tam pomóc? Może mamy tam w okolicy znajomych? A może potrzebują wsparcia prawnego w trudnych rozmowach z ubezpieczycielem? Może trzeba chłopakom pożyczyć pieniądze?
Pamiętam dobrzę Monikę „Monię” i jej role, gdy w Plymouth zaczęła tonąć "Holy" Śp. Edka Zająca – gdyby nie Ona to "Holy" by wróciła na przyczepie do Polski, a Edek został bez opieki medycznej. I sądzę, że to jest postawa, którą należy upowszechniać.
Cały incydent wygląda mi nieco dziwnie – ale trzeba wysłuchać Marka po powrocie. Uważam, że Kolega Wacek pojechał nieco po bandzie – co nie zmienia faktu, że lubię Jego pisanie. To, co mnie porusza, to właśnie postawa Zbieraja. Tak zachowuje się przyjaciel, będący prawdziwym ekspertem i mający wiedzę bezpośrednio od Marka. Po prostu w rzetelny, wyważony sposób komentując fakty, tym samym tonując nie do końca przemyślane wypowiedzi.
Poza wszystkim, zastanawia mnie, dlaczego tak opływany kapitan jak Marek Grzywa zdecydował się ma manewr desantu bez osłony pracującego silnika głównego i bez postawionego nawet małego żagla manewrowego – ale o to trzeba Go zapytać po powrocie. A On ma prawo – jak każdy z nas – odpowiedzieć albo nie.
Pozdrawiam Cały Klan SSI
.T.L.
jesteś wzorem elegancji i społecznego dialogu - żyć się chce.
serdeczności wiele w Nowym Roku
Zbyszek
Jerzy,
będą ode mnie dwa komentarze – odpowiedzi;
- jeden pod mój tekst, jako odpowiedz na zaczepki - bez merytoryki,
- jeden pod postem Colonela > WOJNA! Pisałem wcześniej: Twoja szybka odp. TAK, byłaby dla AR korzystniejsza od tego co znalazłem w sieci. No cóż.
I mam ciąg dalszy p.t.. „CZARNE SKRZYNKI + początkowy BŁĄD”
Istotne jest to, że wszystkie 3 twory są ze sobą powiązane, odnoszą się wzajemnie do siebie i nawiązują w treści.
Tradycyjnie, widzę Twoje instrumentalne traktowanie autorów i komentujących. :-)
Nie, nie, nie oczekuję wsparcia, ale Twoja żonglerka momentami zamieszczania komentarzy jest dostrzegalna.
Ty instrumentalnie, to ja żądająco!
- oba komentarze będę prosił o równoczesne zamieszczenie (+/- 10 min),
- niestety tekst „CZARNE SKRZYNKI + początkowy BŁĄD” będzie zawierał 14-16 DŁUGICH linków, długich, bo są to precyzyjnie kierujące linki do źródeł informacji.
Wiem, że Twój program tego nie trawi, to proszę te linki zapisać w zwykłym tekstem z podkreśleniem
Brak możliwości udostępnienia źródłowych linków moim interlokutorom, stawia mają dalszą pracę pod ?
Nie będę się bawił w „słowo przeciw słowu”, mogę „tekst przeciw tekstowi’.
Przepraszam, ale tylko ciąg kolejnych pozytywnych odniesień z Twojej strony na powyższe, umożliwi dalszą kontynuację z mojej strony.
Identycznie jak początkowy błąd i jego kolejni następcy tworzą wypadek.
ws
fri.info.pl
frychop.blox.pl
----------------------------------------------
Komentarz do komentarza: "KAŻDY DOBRY UCZYNEK ZASŁUGUJE NA SUROWĄ KARĘ"
Żyjcie wiecznie !
Don Jorge
W odpowiedzi zbyt młodym, by pamiętać, co to jest cenzura, pragnę zwrócić uwagę na pewne drobiazgi.
Jeśli jakaś "władza" zabrania udostępniania informacji albo prezentowania poglądów, tomamy do czynienia z cenzurą. Wikipedyczna definicja brzmi tak:
Ale owa wolność informacji i głoszenia poglądów nie oznacza żadnej z dwóch rzeczy:
1. Zmuszania właściciela (redaltora naczelnego) mediów do robienia z własnego medium "słupa ogłoszeniowego", gdzie każdy może zamieścić, co chce. PrzykładowoSSi nie publikuje oh]=głoszęń i informacji propagandowych pewnych firm i instytucji,nawet jełsi dotycza one żeglarstwa.
2. Decyzji publikacji każdej bzdury albo każdego oszczerstwa przez tegoż właściciela lub redaktora. Przykładowo Redakcja SSi mogła poprosić W.Sałabana o odrobinę wyważenia sądów oraz udoskonalenie polszczyzny.
-----------------------------------------------
Jeżeli Don Jorge nie opublikowałby mojego tekstu "zamiast felietonu" albo niniejszego komentarza do komentarzy, to byłoby blisko cenzury (bliżej, niż w przyapdku 2 powyżej) ale nadal nie byłaby to cenzura.
Po prostu opublkowałbym tekst na jedenastu innych portalach. Właśnie brak cenzury w Polsce mi to umożliwia.
Ale też: brak cenzury w Polsce umożliwia pozostawienie świństwa tabloidom.
Czy naprawdę jestem o tyle starszy, czy mam o tyle lepszą pamięć dawnych czasów?
Andrzej Colonel Remiszewski
znów wyrażający osobiste poglądy
Nie chcę – Boże broń! – wypowiadać się o wypadku “Polonusa”. Ani merytorycznie, ani informacyjnie nie czuję się do tego zdolny. To jednak, co się dzieje na SSI zmusza mnie do apelu o opamiętanie. Z jednej strony rozumiem, że początkowe milczenie, a potem powściągliwość szefostwa wyprawy w informowaniu o szczegółach kolegów żeglarzy zachęciło wielbicieli wszelkich teorii spiskowych do snucia fantastycznych teorii. Z drugiej strony – wpuszczanie w sieć pospiesznych, jeszcze emocjonalnych i nie do końca przemyślanych informacji też nie ma sensu... Jest natomiast sens w powściągliwym komentowaniu...
Audiatur et altera pars (wysłuchajmy i drugiej strony) – ta zasada rzymskiego prawa obowiązuje nawet w przypadkach bezspornej winy oskarżonego. Mądry sąd szuka okoliczności łagodzących lub obciążających, by wyrok oceniał nie tylko wynik, ale i przyczynę. Bądźmy więc i my sprawiedliwi...
Może zgodnie z tą dobrą starą zasadą – poczekajmy na spokojny opis wypadków Marka? Mamy prawo wiedzieć, co i jak się stało, bo wypadek ten stał się własnością publiczną środowiska: tu nie należy unosić się honorem i milczeć wyniośle, bo daje się automatycznie pożywkę dla rozmaitych teoretyków (którzy – jak wiemy – są solą każdego przedsięwzięcia w Polsce) do gdybań pozbawionych często sensu i niestety poczucia przyzwoitości (“nie byłem przy tym – ale wiem”). Z drugiej strony – relacjonujący przypadek świadek (uczestnik) powinien pamiętać, że czytający te słowa to ludzie o sporej wiedzy żeglarskiej i umiejętności szukania informacji w necie (a nawet znajomości języków obcych ;-) – nawiązuję tu do wypadku “Nashachaty”) i nie powinien “wodzić ich na pokuszenie” jakimkolwiek ściemnianiem.
I jeszcze jeden apel – Koledzy, szanujmy się nawzajem! Jestem przeciw chorobie umysłowej zwanej poprawnością polityczną, ale za chwilę w tak wyjątkowym miejscu, jakim jest SSI, powstaną emocjonalne koterie i klany, a to klęska! Jeśli nie żeglarskie meritum będzie podstawą komentarza, a tylko to, czy dana osoba jest z naszej ekipy czy nie, czy ją lubimy czy nie – wieszczę koniec sensownego działania tej strony, bo zniechęcony tym klimatem Gospodarz nie będzie chciał firmować swoją Osobą forum zawierającego pomówienia, pyskówki i obelgi...
Piszmy mniej, ale mądrzej i sympatyczniej, o co Was wszystkich prosi
JureK