NIC PO ROZUMIE GDY LOBBING MA DOJŚCIA

W tym nieszczęściu mamy tylko takie szczęście, że policja wodna i administracja morska najniższego szczebla realistycznie i już dość dawno doszły do rozsądnego przekonania, że rygory są bzdurą. W konsekwencji na te sprawy zazwyczaj patrzą przez palce. Bo przecież gołym okiem widać, że wszyscy i tak żeglują gdzie chcą, na czym chcą (i dostają magrody), a "plastikowe" patenty traktują jako rozrywkowe gadżety.
To nie zmienia faktu, że przywołanie ministerialnych urzędników do porządku jest wskazane. Czyni to konsekwentnie Zbigniew "Batiar" Klimczak.
Żyjcie wiecznie !
Don Jorge
-------------------------------------
Prezent na Święta – nareszcie nie tylko pierwsi, ale i jedyni na świecie!
.
To ważna wiadomość dla nas – żeglarzy, dumnych posiadaczy jedynych na świecie tak wartościowych patentów jedynego właściwego związku sportowego –PZŻ.
Czytacze wyłącznie SSI mogą nie kojarzyć faktów, ponieważ nasz Szanowny Gospodarz do spraw świstków ma ambiwalentny stosunek, znudził się tematem i jak to mówią na Śląsku – wyciepł mnie i mój temat z łam portalu. Jeżeli jednak czytacie ten tekst to znaczy, że w końcu uznał to za wystarczająco interesujące i za to Mu serdeczne dzięki. W zamian obiecuję nie wracać szybko do tematu, a problem przenosi się na inny poligon. Analiza prawników, w tym i zdanie z e-porad UE wykazała, że jedyną drogą jest droga sądowa i wg moich informacji taki pozew sądowy został przez poszkodowanego żeglarza złożony. Poczekamy długo.
Kampanię informacyjną prowadziłem na innych portalach i tam temat cieszył się zainteresowaniem, ponieważ ilość czytań przekraczała 2000.
Ostatnio nastąpił wyraźny przełom, ponieważ dwa ważne ministerstwa w duchu sympatii i wzajemnego zrozumienia, doszły do porozumienia w sprawie, ale co będę przynudzał, poczytajcie co pisze MIiR w odpowiedzi na pytanie MSiT, jak interpretować; cytuję istotne fragmenty odpowiedzi i niech was nie zwiedzie nuta optymizmu, jaka może z nich wynikać)
”Użyte w ustawie o żegludze śródlądowej pojęcie „uprawnienia' może rodzić wątpliwości w zakresie stosowania art. 37a ust. 6 ww. ustawy. Z punktu widzenia MIiR istotne jest nie to czy dany certyfikat jest obowiązkowy, czy jedynie zalecany, ale czy jest on uznawany za potwierdzenie kwalifikacji żeglarskich przez upoważniony organ danej administracji państwowej. MIiR stoi na stanowisku, że uznanie certyfikatu przez organ właściwy danej administracji państwa stanowić będzie podstawę uznania go przez administrację polską. Brak uznania systemu szkoleń i egzaminowania danego podmiotu będzie podstawą do odmowy jego uznania przez Polskę.
Uznanie dokumentów kwalifikacyjnych przez organ właściwy danej administracji oznacza że to państwo przejmuje odpowiedzialność z tym związaną.
W kontekście tego przepisu art. 37a ust. 6 ustawy o żegludze śródlądowej traktowany powinien być zawężające i powinien dotyczyć tylko tych osób. które posiadają wydane za granicą dokumenty potwierdzające uprawnienia do uprawiania turystyki wodnej, czyli dokumenty wydane przez upoważnione przez administrację podmioty. na podstawie przepisów danego państwa bądź na podstawie uznanych przez tę administrację regulacji.” ...( i dalej piszę ministerstwo)
...”Przykładowo, zgodnie z informacjami posiadanymi przez MIiR, Royl Yachting Association (RYA) posiada uznanie administracji brytyjskiej a na każdym certyfikacie widnieje informacja o takim uznaniu.
Natomiast MIiR nie posiada informacji, żeby Federacja Szkół Żeglarskich ISSA posiadała uznanie jakiejś administracji państwowej.” (koniec cytowania pisma czas na komentarz i wnioski).
To ważna wiadomość dla nas – żeglarzy, dumnych posiadaczy jedynych na świecie tak wartościowych patentów jedynego właściwego związku sportowego –PZŻ.
Czytacze wyłącznie SSI mogą nie kojarzyć faktów, ponieważ nasz Szanowny Gospodarz do spraw świstków ma ambiwalentny stosunek, znudził się tematem i jak to mówią na Śląsku – wyciepł mnie i mój temat z łam portalu. Jeżeli jednak czytacie ten tekst to znaczy, że w końcu uznał to za wystarczająco interesujące i za to Mu serdeczne dzięki. W zamian obiecuję nie wracać szybko do tematu, a problem przenosi się na inny poligon. Analiza prawników, w tym i zdanie z e-porad UE wykazała, że jedyną drogą jest droga sądowa i wg moich informacji taki pozew sądowy został przez poszkodowanego żeglarza złożony. Poczekamy długo.
Kampanię informacyjną prowadziłem na innych portalach i tam temat cieszył się zainteresowaniem, ponieważ ilość czytań przekraczała 2000.
Ostatnio nastąpił wyraźny przełom, ponieważ dwa ważne ministerstwa w duchu sympatii i wzajemnego zrozumienia, doszły do porozumienia w sprawie, ale co będę przynudzał, poczytajcie co pisze MIiR w odpowiedzi na pytanie MSiT, jak interpretować; cytuję istotne fragmenty odpowiedzi i niech was nie zwiedzie nuta optymizmu, jaka może z nich wynikać)
”Użyte w ustawie o żegludze śródlądowej pojęcie „uprawnienia' może rodzić wątpliwości w zakresie stosowania art. 37a ust. 6 ww. ustawy. Z punktu widzenia MIiR istotne jest nie to czy dany certyfikat jest obowiązkowy, czy jedynie zalecany, ale czy jest on uznawany za potwierdzenie kwalifikacji żeglarskich przez upoważniony organ danej administracji państwowej. MIiR stoi na stanowisku, że uznanie certyfikatu przez organ właściwy danej administracji państwa stanowić będzie podstawę uznania go przez administrację polską. Brak uznania systemu szkoleń i egzaminowania danego podmiotu będzie podstawą do odmowy jego uznania przez Polskę.
Uznanie dokumentów kwalifikacyjnych przez organ właściwy danej administracji oznacza że to państwo przejmuje odpowiedzialność z tym związaną.
W kontekście tego przepisu art. 37a ust. 6 ustawy o żegludze śródlądowej traktowany powinien być zawężające i powinien dotyczyć tylko tych osób. które posiadają wydane za granicą dokumenty potwierdzające uprawnienia do uprawiania turystyki wodnej, czyli dokumenty wydane przez upoważnione przez administrację podmioty. na podstawie przepisów danego państwa bądź na podstawie uznanych przez tę administrację regulacji.” ...( i dalej piszę ministerstwo)
...”Przykładowo, zgodnie z informacjami posiadanymi przez MIiR, Royl Yachting Association (RYA) posiada uznanie administracji brytyjskiej a na każdym certyfikacie widnieje informacja o takim uznaniu.
Natomiast MIiR nie posiada informacji, żeby Federacja Szkół Żeglarskich ISSA posiadała uznanie jakiejś administracji państwowej.” (koniec cytowania pisma czas na komentarz i wnioski).
W pierwszym momencie entuzjazm, RYA, która najbardziej nam sen z oczu spędzała i powodowała naturalne poczucie wstydu za polską administrację, jest w świetle Ustawy uznana w Polsce. Nic podobnego, urzędnik pisząc o tym, że ten certyfikat ma uznanie brytyjskiej administracji i podłącza skan certyfikatu, popisuje się totalną niekompetencją.
Certyfikat RYA (pleasure) nie ma żadnego nagłówka UK. Taki nagłówek posiada certyfikat dla żeglugi komercyjnej.
Certyfikat RYA (pleasure) nie ma żadnego nagłówka UK. Taki nagłówek posiada certyfikat dla żeglugi komercyjnej.
Finito – w Polsce nadal ten patent jest nie uznawany.
Jak to powiedziała jedna urzędniczka do brytyjskiej żeglarki polskiego pochodzenia; już my wiemy jak u was zdobywa się certyfikaty w dwie godziny(!)
Stwierdzenie, że to państwo bierze na siebie odpowiedzialność za żeglarza to już piramidalna niekompetencja.
Co do ISSA i International Yachtmaster Training to znowu szczyty niekompetencji. IYT zostawmy w spokoju, nie znęcajmy się nad urzędnikiem, to temat poważny i dotyczący żeglugi głównie, choć jak się okazuje nie tylko, komercyjnej. MIiR faktycznie nie może posiadać informacji, aby ISSA posiadała uznanie jakiejś administracji państwowej. Przyczyna jest prosta bo to przecież Federacja Międzynarodowa Szkół Żeglarskich. Po drugie, jak jakieś państwo, które nie wymaga od swoich obywateli posiadania „uprawnień” może chcieć potwierdzać, że uznaje i bierze odpowiedzialność za posiadaczy takiego „Uprawnienia”?!
Próby rozmów na ten temat z ambasadami niektórych krajów spotkały się z życzliwym uśmiechem niezrozumienia o co chodzi.
Pojawiła się u mnie nadzieja, że znajdę takie „uprawnienia” z państwowym nagłówkiem w krajach totalitarnych i post totalitarnych. Przekopałem się przez internet rosyjski, białoruski, ukraiński. Nic z tego. Moskiewski magistrat wydał licencję jednej ze szkół na szkolenie.
Wszystkie federacje zamieszczają zachęty do zdobywania przez swoich obywateli certyfikatów RYA, IYT lub nawet ISSA, jako powszechnie uznawanych na świecie.
Trzeba biedaków uprzedzić, aby do Polski się z tymi świstkami nie wybierali.
Na polskich stronach jest wzór patentu tak upragniony przez MIiR z nagłówkiem RP, może źle szukałem, ale więcej takich przykładów dla żeglugi rekreacyjnej nie znalazłem.
I tak stała się jasność.
Polska jest jedynym krajem na świecie, gdzie można żeglować i czarterować jachty, pod warunkiem, że ma się polskie uprawnienia nazywane patentem. I tylko polskie!
Wesołych Świąt Bożego Narodzenia i udanych rejsów w 2015 roku życzy
Zbigniew Klimczak
Jak to powiedziała jedna urzędniczka do brytyjskiej żeglarki polskiego pochodzenia; już my wiemy jak u was zdobywa się certyfikaty w dwie godziny(!)
Stwierdzenie, że to państwo bierze na siebie odpowiedzialność za żeglarza to już piramidalna niekompetencja.
Co do ISSA i International Yachtmaster Training to znowu szczyty niekompetencji. IYT zostawmy w spokoju, nie znęcajmy się nad urzędnikiem, to temat poważny i dotyczący żeglugi głównie, choć jak się okazuje nie tylko, komercyjnej. MIiR faktycznie nie może posiadać informacji, aby ISSA posiadała uznanie jakiejś administracji państwowej. Przyczyna jest prosta bo to przecież Federacja Międzynarodowa Szkół Żeglarskich. Po drugie, jak jakieś państwo, które nie wymaga od swoich obywateli posiadania „uprawnień” może chcieć potwierdzać, że uznaje i bierze odpowiedzialność za posiadaczy takiego „Uprawnienia”?!
Próby rozmów na ten temat z ambasadami niektórych krajów spotkały się z życzliwym uśmiechem niezrozumienia o co chodzi.
Pojawiła się u mnie nadzieja, że znajdę takie „uprawnienia” z państwowym nagłówkiem w krajach totalitarnych i post totalitarnych. Przekopałem się przez internet rosyjski, białoruski, ukraiński. Nic z tego. Moskiewski magistrat wydał licencję jednej ze szkół na szkolenie.
Wszystkie federacje zamieszczają zachęty do zdobywania przez swoich obywateli certyfikatów RYA, IYT lub nawet ISSA, jako powszechnie uznawanych na świecie.
Trzeba biedaków uprzedzić, aby do Polski się z tymi świstkami nie wybierali.
Na polskich stronach jest wzór patentu tak upragniony przez MIiR z nagłówkiem RP, może źle szukałem, ale więcej takich przykładów dla żeglugi rekreacyjnej nie znalazłem.
I tak stała się jasność.
Polska jest jedynym krajem na świecie, gdzie można żeglować i czarterować jachty, pod warunkiem, że ma się polskie uprawnienia nazywane patentem. I tylko polskie!
Wesołych Świąt Bożego Narodzenia i udanych rejsów w 2015 roku życzy
Zbigniew Klimczak
----------------------------------------
Coś się zacięło w tej maszynerii, ponieważ mój ostatni news na SSI Gospodarz traktuje protekcjonalnie, klepiąc mnie po plecach i mówiąc ; Batiarku, nic się nie stało, dzisiaj polscy żeglarze na szczęście żeglują na czym chcą i gdzie chcą.
I jak zwykle "stary ma zawsze rację"(Leśniak), tylko na Neptuna i wszystkie krągłości Salacji, Afrodyty - ja absolutnie o czym innym!
I dotyczy jakichś symbolicznych strat w dochodach z turystyki. Małe piwko, ale powiadomiłem Urząd Marszałowski Warmińsko-Mazurski, że taki scenariusz fundują im te ministerstwa. Sygnał został przyjęty w Departamencie Turystyki z "zainteresowaniem" i jest badany. Wyjaśnienie - od czasu konkursu "Siedem cudów natury" świat dowiedział się o naszej krainie 1000 jezior i jest zainteresowany jej poznaniem. U tu niespodzianka przykra. Ale to jednak "małe piwo" i wracam do tematu.
Źle mi się żylo w moim kraju, kiedy przez dwa lata stał się pośmiewiskiem Europy a nawet świata. Źle odbieram donosy polskich posłów w europejskim parlamencie, na własny kraj, brzydzi mnie to niepomiernie...i co?! Dojrzewam do zrobienia tego samego.
Urząd centralny RP (nie ma znaczenia, że to zapewne jedna lub dwie osoby zlobbowane przez wiadome środowisko, ponieważ pisma są podpisywane przez Podsekretarzy Stanu) manipuluje jednym słowem z ustawy "uprawnienia". Dorabia bzdurną filozofię, że jeśli podobny dokument zagraniczny nazywa się "certyfikat" to jest w Polsce świstkiem.
łaskawie do prowadzenia jachtu, ponieważ posiedliśmy odpowiednią wiedzę i umiejętności. Certyfikat to dokument krajów, gdzie nie pomyślano o zmuszaniu żeglarzy do czegokolwiek, więc z bólem nie mogli skorzystać z naszych doświadczeń i nazwać go uprawnieniem i wymyślili - Certyfikat.
Nikomu myślącemu, ani polskim posłom piszącym i uchwalającym Ustawę o żegludze śródlądowej, ani tym co ustalali wzór certyfikatu w jakimkolwiek kraju, nie przyszło na myśl, że ktoś wymyśli taką interpretację, aby podrzymywać monopol polskiego związku sportowego.
Ale Polak potrafi.....i wracam do tematu. Tematem mojego newsa jest fakt, że od kilku lat kpi się w żywe oczy z logiki, rozsądku i porządku prawnego i nie ma na to jak dotąd rady. Środowisko liberatorów odeszło na emeryturę, nie zapomnę atmosfery dawnych lat, kiedy jedno złe posunięcie związku czy administracji wywoływało furię w internecie, masowe protesty i kpiny. To se ne vrati.
Ministerstwo robi ze mnie idiotę, pisze bzdury i się uśmiecha, jakby mówiło: i co mi zrobisz obywatelu?. Przez grzeczność mówię tylko o sobie.
O tym jest powyższy artykuł, o bezkarności urzędnika i bezsile obywatela. A przy okazji to jest, przepraszam, byłoby śmieszne gdyby nie było tragiczne.
Drogi Jerzy i Wy Żeglarki i Żeglarze - niestety stało się i dalej się źle dzieje.
Batiar
------------------------