ZIMOWĄ PORĄ (19)
Nie samym żeglarstwem interesują się Czytelnicy SSI. Czyli mamy coś raz dla ciała, raz dla ducha. A że dziś noc Świętego Mikołaja, to przyjmijcie uduchowiną korespondencję Andrzeja Colonela Remiszewskiego. Wszyscy Czytelnicy SSI o szlachetynym imieniu Mikołaj niech ten newsik potraktują jako mikołajkowy upominek.
Jest to także okazja do przypomnienia młodym (bo starzy przecież wiedzą) kim to naprawdę był Święty Mikolaj.
I więcej - jak to za peerelu próbowano przysłonić go sowieckim Dziadkiem Mrozem.
News ogólnorozwojowy :-)
Zyjcie wiecznie !
Don Jorge
------------------------------------
Dziś o żeglarstwie będzie niewiele, prawie nic, może korespondenci SSI coś dodadzą. Zima oszroniła na biało drzewa wokół Wejherowa, po południu zostaną zapalone świąteczne dekoracje, a po przestrzeniach galerii handlowych wędrują tłumy krasnali w czerwonych czapkach, zwanych nie wiedzieć czemu „mikołajami”.
W dzieciństwie przychodził do mnie Święty Mikołaj. Wyglądał dokładnie tak, jak ten na obrazku, miał wór prezentów większy jeszcze od tego z obrazka i w przedziwny sposób zawsze wiedział, kiedy i w jaki sposób byłem niegrzeczny. Nie mogłem tego pojąć: „On wie wszystko?!”. Zwątpienie przyszło kiedy przypadkiem odkryłem głęboko w szafie pastorał, rokietę i mantolet (kto wie co to?). Wyjaśnienie zagadki przyszło nadspodziewanie łatwo: podczas kolejnej wizyty Św. Mikołaja udało mi się zobaczyć wystające spod szaty buty. Buty mojego ojca! Mit pilnych wyjść ojca do pracy, akurat w ten dzień, upadł!

/Święty Mikołaj biskup fot. ze strony parafii katedralnej Św. Mikołaja w Kaliszu
W dzieciństwie przychodził do mnie Święty Mikołaj. Wyglądał dokładnie tak, jak ten na obrazku, miał wór prezentów większy jeszcze od tego z obrazka i w przedziwny sposób zawsze wiedział, kiedy i w jaki sposób byłem niegrzeczny. Nie mogłem tego pojąć: „On wie wszystko?!”. Zwątpienie przyszło kiedy przypadkiem odkryłem głęboko w szafie pastorał, rokietę i mantolet (kto wie co to?). Wyjaśnienie zagadki przyszło nadspodziewanie łatwo: podczas kolejnej wizyty Św. Mikołaja udało mi się zobaczyć wystające spod szaty buty. Buty mojego ojca! Mit pilnych wyjść ojca do pracy, akurat w ten dzień, upadł!
/Święty Mikołaj biskup fot. ze strony parafii katedralnej Św. Mikołaja w Kaliszu
.
Jakoś mniej więcej w tym samym czasie pojawił się Dziadek Mróz. Dziś wiem, że była to świadoma gra komunistów. Zawłaszczano ludowe i katolickie tradycje, przezywając je po swojemu. Różne śluby cywilne (obowiązkowe), uroczyste nadania imienia, pasowania na ucznia – przejmowano powszechną obyczajowość, usiłując nadać jej świecki i klasowy charakter. Tak też, w miejsce świętego Mikołaja, pojawił się Dziadek Mróz.
Spotkałem go na noworocznym balu dla dzieci pracowników DBOR (Dyrekcja Budowy Osiedli Robotniczych – instytucja zarządzająca budową Nowej Huty). Była to właściwie jedyna okazja w roku do takiej gromadnej zabawy, więc rodzice postanowili dać mi tę szansę. I w trakcie zabawy pojawił się siwobrody facet w czerwonym płaszczu i czapce, którego przedstawiono jako Dziadka Mroza. Worek miał podobny do mikołajowego, wypełniony paczkami przygotowanymi dla dzieciaków z funduszu socjalnego, lecz pozbawiony biskupiej tiary, respektu nie budził.
Gwoli ścisłości trzeba wspomnieć o jeszcze jednej postaci, która wciska się w to towarzystwo. To Gwiazdor. Popularny na tych obszarach Polski, które znajdowały się pod zaborem pruskim, jeden z kolędników, który w Wigilię Bożego Narodzenia rozdawał prezenty, a niegrzeczne dzieci chłostał rózgą. W galicyjskiej tradycji rolę tę wypełniał Aniołek przynoszący prezenty (i rózgi!) pod choinkę. Wobec unifikacji obyczajów w różnych regionach Polski i medialnej ofensywy krasnali w czerwonych czapkach, Gwiazdor coraz bardziej zlewa się z „Mikołajem”.
A kim był Święty Mikołaj? Urodzony się w Patras w Grecji ok. 270 r. jako jedyne dziecko bogatych rodziców. Od młodości wyróżniał się nie tylko pobożnością, ale także wrażliwością na niedolę bliźnich. Po śmierci rodziców chętnie dzielił się z potrzebującymi odziedziczonym majatkiem. Wybrany przez wiernych – tak to się wtedy odbywało - na biskupa miasta Miry (dziś Demre na terenie Turcji) podbił serca wiernych pobożnością i gorliwością pasterską, a także troską o ich codzienne potrzeby materialne.
Cuda, które miał czynić, przysparzały mu większej jeszcze chwały. Kiedy cesarz Konstantyn I Wielki skazał trzech młodzieńców na karę śmierci za jakieś wykroczenie, Św. Mikołaj udał się osobiście do Konstantynopola, by uprosić dla swoich wiernych ułaskawienie. Kiedy indziej miał swoją modlitwą uratować rybaków od niechybnego utonięcia w czasie gwałtownej burzy. W czasie zarazy usługiwał chorym z narażeniem własnego życia. Podanie głosi, że Św. Mikołaj wskrzesił trzech ludzi, zamordowanych w złości przez hotelarza za to, że mu nie mogli wypłacić należności.
Najstarsze ślady kultu Św. Mikołaja napotykamy w wieku VI, kiedy to cesarz Justynian wystawił Świętemu w Konstantynopolu jedną z najwspanialszych bazylik. Z czasem kult świętego rozszerzał się. W samym Rzymie liczba kościołów Św. Mikołaja w doszła do kilkunastu! O jego dzisiejszej popularności świadczy właśnie zwyczaj przebierania się za Św. Mikołaja i rozdawania dzieciom prezentów.
W Polsce kult Świętego. Mikołaja był bardzo popularny. Do dziś pod jego wezwaniem jest aż 327 kościołów.
Jest patronem Grecji, Rusi, Antwerpii, Berlina, Miry, Moskwy, Nowogrodu; oraz bednarzy, cukierników, dzieci, młynarzy, notariuszy, panien, piekarzy, pielgrzymów, piwowarów, sędziów, studentów, więźniów, podróżnych, kupców, flisaków, marynarzy, rybaków i żeglarzy.
Kult Świętego Mikołaja trwa już półtora tysiąca lat, a tymczasem Dziadek Mróz dostał na imię Mikołaj i biega w formie krasnala po galeriach handlowych od Rovaniemi po Kapsztad i od Los Angeles po Pekin. przy wszechobecnych dźwiękach „Last Christmas”. Tak to globalizacja i komercja pokonały to, z czym przegrał komunizm.
6 grudnia 2014
Colonel
Tekst zawiera osobiste, prywatne i subiektywne obserwacje autora.
Jakoś mniej więcej w tym samym czasie pojawił się Dziadek Mróz. Dziś wiem, że była to świadoma gra komunistów. Zawłaszczano ludowe i katolickie tradycje, przezywając je po swojemu. Różne śluby cywilne (obowiązkowe), uroczyste nadania imienia, pasowania na ucznia – przejmowano powszechną obyczajowość, usiłując nadać jej świecki i klasowy charakter. Tak też, w miejsce świętego Mikołaja, pojawił się Dziadek Mróz.
Spotkałem go na noworocznym balu dla dzieci pracowników DBOR (Dyrekcja Budowy Osiedli Robotniczych – instytucja zarządzająca budową Nowej Huty). Była to właściwie jedyna okazja w roku do takiej gromadnej zabawy, więc rodzice postanowili dać mi tę szansę. I w trakcie zabawy pojawił się siwobrody facet w czerwonym płaszczu i czapce, którego przedstawiono jako Dziadka Mroza. Worek miał podobny do mikołajowego, wypełniony paczkami przygotowanymi dla dzieciaków z funduszu socjalnego, lecz pozbawiony biskupiej tiary, respektu nie budził.
Gwoli ścisłości trzeba wspomnieć o jeszcze jednej postaci, która wciska się w to towarzystwo. To Gwiazdor. Popularny na tych obszarach Polski, które znajdowały się pod zaborem pruskim, jeden z kolędników, który w Wigilię Bożego Narodzenia rozdawał prezenty, a niegrzeczne dzieci chłostał rózgą. W galicyjskiej tradycji rolę tę wypełniał Aniołek przynoszący prezenty (i rózgi!) pod choinkę. Wobec unifikacji obyczajów w różnych regionach Polski i medialnej ofensywy krasnali w czerwonych czapkach, Gwiazdor coraz bardziej zlewa się z „Mikołajem”.
A kim był Święty Mikołaj? Urodzony się w Patras w Grecji ok. 270 r. jako jedyne dziecko bogatych rodziców. Od młodości wyróżniał się nie tylko pobożnością, ale także wrażliwością na niedolę bliźnich. Po śmierci rodziców chętnie dzielił się z potrzebującymi odziedziczonym majatkiem. Wybrany przez wiernych – tak to się wtedy odbywało - na biskupa miasta Miry (dziś Demre na terenie Turcji) podbił serca wiernych pobożnością i gorliwością pasterską, a także troską o ich codzienne potrzeby materialne.
Cuda, które miał czynić, przysparzały mu większej jeszcze chwały. Kiedy cesarz Konstantyn I Wielki skazał trzech młodzieńców na karę śmierci za jakieś wykroczenie, Św. Mikołaj udał się osobiście do Konstantynopola, by uprosić dla swoich wiernych ułaskawienie. Kiedy indziej miał swoją modlitwą uratować rybaków od niechybnego utonięcia w czasie gwałtownej burzy. W czasie zarazy usługiwał chorym z narażeniem własnego życia. Podanie głosi, że Św. Mikołaj wskrzesił trzech ludzi, zamordowanych w złości przez hotelarza za to, że mu nie mogli wypłacić należności.
Najstarsze ślady kultu Św. Mikołaja napotykamy w wieku VI, kiedy to cesarz Justynian wystawił Świętemu w Konstantynopolu jedną z najwspanialszych bazylik. Z czasem kult świętego rozszerzał się. W samym Rzymie liczba kościołów Św. Mikołaja w doszła do kilkunastu! O jego dzisiejszej popularności świadczy właśnie zwyczaj przebierania się za Św. Mikołaja i rozdawania dzieciom prezentów.
W Polsce kult Świętego. Mikołaja był bardzo popularny. Do dziś pod jego wezwaniem jest aż 327 kościołów.
Jest patronem Grecji, Rusi, Antwerpii, Berlina, Miry, Moskwy, Nowogrodu; oraz bednarzy, cukierników, dzieci, młynarzy, notariuszy, panien, piekarzy, pielgrzymów, piwowarów, sędziów, studentów, więźniów, podróżnych, kupców, flisaków, marynarzy, rybaków i żeglarzy.
Kult Świętego Mikołaja trwa już półtora tysiąca lat, a tymczasem Dziadek Mróz dostał na imię Mikołaj i biega w formie krasnala po galeriach handlowych od Rovaniemi po Kapsztad i od Los Angeles po Pekin. przy wszechobecnych dźwiękach „Last Christmas”. Tak to globalizacja i komercja pokonały to, z czym przegrał komunizm.
6 grudnia 2014
Colonel
Tekst zawiera osobiste, prywatne i subiektywne obserwacje autora.
------------------------------------------
Post scriptum: Nie oceniam rzeczywistości, nie narzekam, po prostu stwierdzam fakty!
Post scriptum: Nie oceniam rzeczywistości, nie narzekam, po prostu stwierdzam fakty!
<div><font size="2" face="Arial">I fajnie, że tyle o żeglarstwie.<br /><br />Andrzej Colonel Remiszewski</font></div>
<div><font size="2" face="Arial">------------------------------</font></div>
<div><font color="#0000ff" size="2" face="Arial"><em><strong>UWAGA</strong>: wyżej zamieszczony link należy otwierać "ręcznie"</em></font></div>
<div><font color="#0000ff" size="2" face="Arial"><em>D'J</em></font></div>
<div>
<div><font face="Arial">Jurku Drogi!</font></div>
<div><font face="Arial">Przeczytałem na Twojej stronie informację Andrzeja Remiszewskiego o pojawieniu się na <a href="mhtml:{B4BD4EA0-E404-40D0-86C5-60C4149EFA5E}mid://00000033/!x-usc:http://weryformat.pl/wft/WF(t)_7_2014.pdf">http://weryformat.pl/wft/WF(t)_7_2014.pdf</a> artystycznej publikacji poświęconej morzu - bardzo ciekawy numer! Myślę, że sobie do niego czasem będę wracał...</font></div>
<div><font face="Arial">Rozbawiła mnie tylko rozprawka Andrzeja o żeglarkach z jego rodziny. Ciekawa i historycznie wartościowa, ale wnioski? Zupełnie nietrafne! </font></div>
<div><font face="Arial">Miał facet szczęście - a może i nie - wychować się w zupełnie nietypowej podówczas żeglarsko rodzinie! W 99 przypadkach na 100 sytuacja jest odmienna! Myślę, że zdecydowanie trafna jest jednak konkluzja w przytoczonej przez Andrzeja piosence <em>"Jeszcze się tam</em> <em>żagiel bieli.</em>.." Młynarskiego - to faceci są jeszcze dziś w przytłaczającej większości tymi aktywnie żeglującymi! Kobiecy trend pojawia się na skalę masową dopiero od jakichś... 20 lat, czyli od "wybuchu" naszej wolności.</font></div>
<div><font face="Arial">Żeby nie było, że jestem jakimś mizoginem - bardzo lubię czytywać m.in. na Twojej stronie dobre relacje żeglujących dam - niektóre są nie tylko ciekawie, doskonale napisane (np. Agaty Trzaski), ale i pokazują bardzo wysoki poziom uprawianej sztuki żeglarskiej (np. Ewa Skut). Czasami wstyd mi, że my, faceci, nie potrafimy tak fajnie przeżywać naszego żeglowania - w naszych relacjach nic tylko suche fakty, mile morskie, zaliczone porty... Gdzie się podział romantyzm rycerza fal i wiatrów? Odpowiadając również tekstem znanej piosenki: <em>"Nie ma, nie ma, nie ma..."</em> ;-) Literatura schodzi na... kobiety. Faceci doby internetowej są bardziej hejterami i kontestatorami rzeczywistości (znasz takich, prawda?) niż panami życia i piewcami radości... Szkoda...</font></div>
<div><font face="Arial">Andrzej miał szczęście (lub - nie ;-) znać negatywową (choć zdecydowanie pozytywną! :-)) odbitkę ówczesnej rzeczywistości. To doskonale, ale niech nie wmawia teraz młodym czytelnikom SSI, że to łamało stereotypy. To je tylko potwierdzało, bo był to niestety ów słynny wyjątek od reguły... Co stwierdzam jako człek stary - "<em>nec temere, nec timide</em>", czyli ani zuchwale, ani bojaźliwie ;-)</font></div>
<div><font face="Arial">Posyłam Ci serdeczności od całej redakcji</font></div>
<div><font face="Arial">JureK</font></div>
</div>
</font>