ZIMOWĄ PORĄ (19)

Wszyscy Czytelnicy SSI o szlachetynym imieniu Mikołaj niech ten newsik potraktują jako mikołajkowy upominek.
Jest to także okazja do przypomnienia młodym (bo starzy przecież wiedzą) kim to naprawdę był Święty Mikolaj.
I więcej - jak to za peerelu próbowano przysłonić go sowieckim Dziadkiem Mrozem.
News ogólnorozwojowy :-)
Zyjcie wiecznie !
Don Jorge
------------------------------------
Dziś o żeglarstwie będzie niewiele, prawie nic, może korespondenci SSI coś dodadzą. Zima oszroniła na biało drzewa wokół Wejherowa, po południu zostaną zapalone świąteczne dekoracje, a po przestrzeniach galerii handlowych wędrują tłumy krasnali w czerwonych czapkach, zwanych nie wiedzieć czemu „mikołajami”.
W dzieciństwie przychodził do mnie Święty Mikołaj. Wyglądał dokładnie tak, jak ten na obrazku, miał wór prezentów większy jeszcze od tego z obrazka i w przedziwny sposób zawsze wiedział, kiedy i w jaki sposób byłem niegrzeczny. Nie mogłem tego pojąć: „On wie wszystko?!”. Zwątpienie przyszło kiedy przypadkiem odkryłem głęboko w szafie pastorał, rokietę i mantolet (kto wie co to?). Wyjaśnienie zagadki przyszło nadspodziewanie łatwo: podczas kolejnej wizyty Św. Mikołaja udało mi się zobaczyć wystające spod szaty buty. Buty mojego ojca! Mit pilnych wyjść ojca do pracy, akurat w ten dzień, upadł!

/Święty Mikołaj biskup fot. ze strony parafii katedralnej Św. Mikołaja w Kaliszu
W dzieciństwie przychodził do mnie Święty Mikołaj. Wyglądał dokładnie tak, jak ten na obrazku, miał wór prezentów większy jeszcze od tego z obrazka i w przedziwny sposób zawsze wiedział, kiedy i w jaki sposób byłem niegrzeczny. Nie mogłem tego pojąć: „On wie wszystko?!”. Zwątpienie przyszło kiedy przypadkiem odkryłem głęboko w szafie pastorał, rokietę i mantolet (kto wie co to?). Wyjaśnienie zagadki przyszło nadspodziewanie łatwo: podczas kolejnej wizyty Św. Mikołaja udało mi się zobaczyć wystające spod szaty buty. Buty mojego ojca! Mit pilnych wyjść ojca do pracy, akurat w ten dzień, upadł!
/Święty Mikołaj biskup fot. ze strony parafii katedralnej Św. Mikołaja w Kaliszu
.
Jakoś mniej więcej w tym samym czasie pojawił się Dziadek Mróz. Dziś wiem, że była to świadoma gra komunistów. Zawłaszczano ludowe i katolickie tradycje, przezywając je po swojemu. Różne śluby cywilne (obowiązkowe), uroczyste nadania imienia, pasowania na ucznia – przejmowano powszechną obyczajowość, usiłując nadać jej świecki i klasowy charakter. Tak też, w miejsce świętego Mikołaja, pojawił się Dziadek Mróz.
Spotkałem go na noworocznym balu dla dzieci pracowników DBOR (Dyrekcja Budowy Osiedli Robotniczych – instytucja zarządzająca budową Nowej Huty). Była to właściwie jedyna okazja w roku do takiej gromadnej zabawy, więc rodzice postanowili dać mi tę szansę. I w trakcie zabawy pojawił się siwobrody facet w czerwonym płaszczu i czapce, którego przedstawiono jako Dziadka Mroza. Worek miał podobny do mikołajowego, wypełniony paczkami przygotowanymi dla dzieciaków z funduszu socjalnego, lecz pozbawiony biskupiej tiary, respektu nie budził.
Gwoli ścisłości trzeba wspomnieć o jeszcze jednej postaci, która wciska się w to towarzystwo. To Gwiazdor. Popularny na tych obszarach Polski, które znajdowały się pod zaborem pruskim, jeden z kolędników, który w Wigilię Bożego Narodzenia rozdawał prezenty, a niegrzeczne dzieci chłostał rózgą. W galicyjskiej tradycji rolę tę wypełniał Aniołek przynoszący prezenty (i rózgi!) pod choinkę. Wobec unifikacji obyczajów w różnych regionach Polski i medialnej ofensywy krasnali w czerwonych czapkach, Gwiazdor coraz bardziej zlewa się z „Mikołajem”.
A kim był Święty Mikołaj? Urodzony się w Patras w Grecji ok. 270 r. jako jedyne dziecko bogatych rodziców. Od młodości wyróżniał się nie tylko pobożnością, ale także wrażliwością na niedolę bliźnich. Po śmierci rodziców chętnie dzielił się z potrzebującymi odziedziczonym majatkiem. Wybrany przez wiernych – tak to się wtedy odbywało - na biskupa miasta Miry (dziś Demre na terenie Turcji) podbił serca wiernych pobożnością i gorliwością pasterską, a także troską o ich codzienne potrzeby materialne.
Cuda, które miał czynić, przysparzały mu większej jeszcze chwały. Kiedy cesarz Konstantyn I Wielki skazał trzech młodzieńców na karę śmierci za jakieś wykroczenie, Św. Mikołaj udał się osobiście do Konstantynopola, by uprosić dla swoich wiernych ułaskawienie. Kiedy indziej miał swoją modlitwą uratować rybaków od niechybnego utonięcia w czasie gwałtownej burzy. W czasie zarazy usługiwał chorym z narażeniem własnego życia. Podanie głosi, że Św. Mikołaj wskrzesił trzech ludzi, zamordowanych w złości przez hotelarza za to, że mu nie mogli wypłacić należności.
Najstarsze ślady kultu Św. Mikołaja napotykamy w wieku VI, kiedy to cesarz Justynian wystawił Świętemu w Konstantynopolu jedną z najwspanialszych bazylik. Z czasem kult świętego rozszerzał się. W samym Rzymie liczba kościołów Św. Mikołaja w doszła do kilkunastu! O jego dzisiejszej popularności świadczy właśnie zwyczaj przebierania się za Św. Mikołaja i rozdawania dzieciom prezentów.
W Polsce kult Świętego. Mikołaja był bardzo popularny. Do dziś pod jego wezwaniem jest aż 327 kościołów.
Jest patronem Grecji, Rusi, Antwerpii, Berlina, Miry, Moskwy, Nowogrodu; oraz bednarzy, cukierników, dzieci, młynarzy, notariuszy, panien, piekarzy, pielgrzymów, piwowarów, sędziów, studentów, więźniów, podróżnych, kupców, flisaków, marynarzy, rybaków i żeglarzy.
Kult Świętego Mikołaja trwa już półtora tysiąca lat, a tymczasem Dziadek Mróz dostał na imię Mikołaj i biega w formie krasnala po galeriach handlowych od Rovaniemi po Kapsztad i od Los Angeles po Pekin. przy wszechobecnych dźwiękach „Last Christmas”. Tak to globalizacja i komercja pokonały to, z czym przegrał komunizm.
6 grudnia 2014
Colonel
Tekst zawiera osobiste, prywatne i subiektywne obserwacje autora.
Jakoś mniej więcej w tym samym czasie pojawił się Dziadek Mróz. Dziś wiem, że była to świadoma gra komunistów. Zawłaszczano ludowe i katolickie tradycje, przezywając je po swojemu. Różne śluby cywilne (obowiązkowe), uroczyste nadania imienia, pasowania na ucznia – przejmowano powszechną obyczajowość, usiłując nadać jej świecki i klasowy charakter. Tak też, w miejsce świętego Mikołaja, pojawił się Dziadek Mróz.
Spotkałem go na noworocznym balu dla dzieci pracowników DBOR (Dyrekcja Budowy Osiedli Robotniczych – instytucja zarządzająca budową Nowej Huty). Była to właściwie jedyna okazja w roku do takiej gromadnej zabawy, więc rodzice postanowili dać mi tę szansę. I w trakcie zabawy pojawił się siwobrody facet w czerwonym płaszczu i czapce, którego przedstawiono jako Dziadka Mroza. Worek miał podobny do mikołajowego, wypełniony paczkami przygotowanymi dla dzieciaków z funduszu socjalnego, lecz pozbawiony biskupiej tiary, respektu nie budził.
Gwoli ścisłości trzeba wspomnieć o jeszcze jednej postaci, która wciska się w to towarzystwo. To Gwiazdor. Popularny na tych obszarach Polski, które znajdowały się pod zaborem pruskim, jeden z kolędników, który w Wigilię Bożego Narodzenia rozdawał prezenty, a niegrzeczne dzieci chłostał rózgą. W galicyjskiej tradycji rolę tę wypełniał Aniołek przynoszący prezenty (i rózgi!) pod choinkę. Wobec unifikacji obyczajów w różnych regionach Polski i medialnej ofensywy krasnali w czerwonych czapkach, Gwiazdor coraz bardziej zlewa się z „Mikołajem”.
A kim był Święty Mikołaj? Urodzony się w Patras w Grecji ok. 270 r. jako jedyne dziecko bogatych rodziców. Od młodości wyróżniał się nie tylko pobożnością, ale także wrażliwością na niedolę bliźnich. Po śmierci rodziców chętnie dzielił się z potrzebującymi odziedziczonym majatkiem. Wybrany przez wiernych – tak to się wtedy odbywało - na biskupa miasta Miry (dziś Demre na terenie Turcji) podbił serca wiernych pobożnością i gorliwością pasterską, a także troską o ich codzienne potrzeby materialne.
Cuda, które miał czynić, przysparzały mu większej jeszcze chwały. Kiedy cesarz Konstantyn I Wielki skazał trzech młodzieńców na karę śmierci za jakieś wykroczenie, Św. Mikołaj udał się osobiście do Konstantynopola, by uprosić dla swoich wiernych ułaskawienie. Kiedy indziej miał swoją modlitwą uratować rybaków od niechybnego utonięcia w czasie gwałtownej burzy. W czasie zarazy usługiwał chorym z narażeniem własnego życia. Podanie głosi, że Św. Mikołaj wskrzesił trzech ludzi, zamordowanych w złości przez hotelarza za to, że mu nie mogli wypłacić należności.
Najstarsze ślady kultu Św. Mikołaja napotykamy w wieku VI, kiedy to cesarz Justynian wystawił Świętemu w Konstantynopolu jedną z najwspanialszych bazylik. Z czasem kult świętego rozszerzał się. W samym Rzymie liczba kościołów Św. Mikołaja w doszła do kilkunastu! O jego dzisiejszej popularności świadczy właśnie zwyczaj przebierania się za Św. Mikołaja i rozdawania dzieciom prezentów.
W Polsce kult Świętego. Mikołaja był bardzo popularny. Do dziś pod jego wezwaniem jest aż 327 kościołów.
Jest patronem Grecji, Rusi, Antwerpii, Berlina, Miry, Moskwy, Nowogrodu; oraz bednarzy, cukierników, dzieci, młynarzy, notariuszy, panien, piekarzy, pielgrzymów, piwowarów, sędziów, studentów, więźniów, podróżnych, kupców, flisaków, marynarzy, rybaków i żeglarzy.
Kult Świętego Mikołaja trwa już półtora tysiąca lat, a tymczasem Dziadek Mróz dostał na imię Mikołaj i biega w formie krasnala po galeriach handlowych od Rovaniemi po Kapsztad i od Los Angeles po Pekin. przy wszechobecnych dźwiękach „Last Christmas”. Tak to globalizacja i komercja pokonały to, z czym przegrał komunizm.
6 grudnia 2014
Colonel
Tekst zawiera osobiste, prywatne i subiektywne obserwacje autora.
------------------------------------------
Post scriptum: Nie oceniam rzeczywistości, nie narzekam, po prostu stwierdzam fakty!
Post scriptum: Nie oceniam rzeczywistości, nie narzekam, po prostu stwierdzam fakty!
Z czasem postęp techniki zbanalizował morskie niebezpieczeństwa i wstawiennictwo czcigodnego orędownika stawało się jakby zbyteczne (?). Ilość osób zajmujących się handlem morskim zmalała i gdyby nie grudniowa tradycja być może kult świętego uległby - u nas - całkowitemu zapomnieniu (?).
Początkowo Mikołaj przybywał z mórz południowych w towarzystwie murzynka. Ze śnieżnej północy zaczął przybywać dopiero na początku XIX wieku, a obecny strój przywdział za sprawą speców od reklamy coca-coli (lata 30. XX w.) !
Tak to stał świętym wszelkiej maści handlowców, którzy wykorzystują ludzkie słabości, szczególnie tych najmłodszych (też "robiłem" kiedyś za Świętego Mikołaja, ale zostałem zdemaskowany przez nomen-omen zegarek).
Jeszcze kiedyś przychodzący Święty egzaminował najmłodszych z paciorka, robił "wywiad" z rodzicami - jak się sprawowali, ganił za przewinienia i chwalił za dobre sprawowanie i dobre uczynki nagradzał.
Dzisiaj gdy pojęcia dobra i zła bardzo się zrelatywizowały, a zło i też stało się banałem, każda latorośl "z urzędu" dostaje podarki, bo w innym przypadku mogłaby popaść w kompleksy (!) i wejść na złą drogę (naiwność rodziców nie ma granic !). A i dorośli -ci dobrzy i ci źli - jak dzieci, też "podczepiają" się pod prezenty !
W prawosławnym kalendarzu liturgicznym dzień św. Mikołaja przypada dwa tygodnie później - kto wie dlaczego ? -, dlatego należy spodziewać się licznych, handlowych, odwiedzin z pobliskiej zagranicy.
Świętemu Mikołajowi poświęcony jest także dzień 9 maja (w prawosławiu 22 maja), ale wtedy, gdy nie ma "zakupowego szału" mniej się jakoś o nim pamięta !!!! Szkoda ! "Zło" jako ostatnie już z "tabu" zostaje też coraz szybciej wypierane.
Więcej na temat polecam:
- "W krainie świętego Mikołaja" - "Żagle" nr 12/2012
- "Pływające kościoły" - www.sail-ho.pl
Świątecznie, chociaż minorowo
R. XXI
W literackim miesięczniku WERYFORMA(T) grudniowy numer poświęcono morzu. Jako, że zostałem zamieszany w jego tworzenie, pozwalam sobie podać linka do bezpłatnego pobrania egzemplarza: http://weryformat.pl/wft/WF(t)_7_2014.pdf
A jest tam jeszcze i Wiesiek Cybulski i znana części z jednego z forów Natasza.
Może Szanowny Gospodarz i jego Czytelnicy się zainteresują.
Fajnie, że morska (marynistyczna) tematyka pojawia się niespodziewanie w takim miejscu.
Andrzej Colonel Remiszewski
Odnoszę wrażenie, że nie tylko literatura schodzi na kobiety.
Faceci doby internetowej przestają być... facetami. Szkoda.
Nie chcę generalizować. Perełki zawsze były i będą. Na szczęście! Może dziś trudniej je spotkać w tłumie. Trudniej usłyszeć we wszechobecnym jazgocie. Coś w tym jednak musi się ukrywać, skoro coraz więcej kobiet woli być, pływać czy podróżować same. Bez mężczyzn.
Romantyzm rycerza fal i wiatrów? Do tego trzeba włączyć emocje. Trzeba je czuć, rozróżniać, panować nad nimi i, co najtrudniejsze w pisaniu, ubrać w słowa. Mężczyźni nie tylko doby internetowej mają z tym problem.
Stąd zapewne owe suche fakty, mile morskie i zaliczone porty, niczym sprawozdanie roczne. Być może powodem braku umiejętności jest fakt, że teraz mało kto żyje. Teraz wszyscy realizują zadania, cele, stawiają kroki. Wszyscy jakby pozapominali, że życie to nie tylko suchy plan do wykonania. Odhaczone...załatwione...tu byłem...to zdobyłem...w tym byłem trzeci... Jak więc mają inaczej podchodzić do żeglowania?
Piosenka Młynarskiego i Majewskiej. Od zawsze nienawidziłam tego tekstu i rozkazującego rytmu. Rodził mój kategoryczny sprzeciw. Gorzej, wściekły bunt. Rozumiałam go szerzej. Nie tylko jako żeglarski temat, ale jako utrwalanie stereotypu, kobiety biernej, czekającej, obowiązkowo cierpiącej katusze lęku i samotności. Kobiety przykutej do jednego miejsca i wyznaczonego obowiązku. Nie!- krzyczało coś we mnie. Ja tak nie chcę! I łamałam stereotypy. Inaczej. Nie poprzez żeglarstwo, bo jak słusznie J. Klawiński zauważył, żeglarskich rodzin było jak na lekarstwo.
Ag.