Michał Kozłowski to przećwiczył, a więc dzisiaj garść cennych uwag praktyka. Michał wymienia kwestie ważne i niby drobiazgi. Drobiazgów nie należy lekceważyć, jako, że napewno znacie powiedzenie o statku, który zatonął bo zapałki nie lezały na swoim miejscu.
Tematowi przystosowania jachtu śródladowego poświeciłem przed laty chyba połowę objętości mojego antypodręcznika. Dlatego cieszy mnie zgodność poglądów z Michałem. Z wszystkich rad Michała chciałbym zwrócić uwagę szczególnie na jedną: na konstrukcję steru i jego "zawiasów", bo to co obserwuję na przystaniach Mikołajek, Gizycka czy Iławy to niestety ponury "śmiech na sali".
Michałowi dziękuję i przymilam się o ciąg dalszy
Żyjcie wiecznie !
Don Jorge
------------------------------
Coraz częściej słyszymy o rejsach morskich jachtami mieczowymi. Były już relacje z pokładów Tang, Tesów, Antil, Astrów i Sasanek, a będą kolejne.
Często spotykam się z pytaniami co dodać albo zmienić w jachtach mazurskich, aby bezpiecznie wypłynąć na Bałtyk. Jeśli zaskoczy nas burza na morzu to na ucieczkę do brzegu może być za późno. Jacht i załoga zostaną wtedy przetestowane. Załoga jeśli ma obawy na Śniardwach lepiej niech zostanie na Mazurach. Najbardziej wrażliwe na awarie są chyba stery i maszty. Warto aby płetwa sterowa mogła być zablokowana w pozycji opuszczonej, knagi wypinające dobre są na Mazury. Luzy urządzenia sterowego to pewna awaria.

SASANKA 660 w szkierach - to na zachętę
.
Wieszaki steru muszą być pancerne. Płetwy sterowe stosowałem dłuższe niż typowe. Silnik niestety bywa najczęściej na pantografie. Koniecznie z zewnętrznym zbiornikiem paliwa bo dolać benzyny na fali się nie uda. Na dużej fali bezpieczniejsze są żagle od silnika. Takielunek prowizorek nie toleruje. Szybkie refowanie z kokpitu jest niezbędne. Warto mieć też drugi ref. Oświetlenie nawigacyjne jest niezbędne bo zawsze istnieje ryzyko że rejs dzienny się przedłuży. Nawet w dzień deszcz lub mgła mogą wymusić zapalenie świateł. Światło podsalingowe przy pracach z żaglami w nocy też bywa przydatne, zapalenie go na chwilę bardzo zwiększa widoczność jachtu. Warto mieć drugi akumulator i instalację do ładowania z brzegu z przejściówką okrągłą. Ewentualne zgłoszenia do bosmanatów wejść/wyjść można dokonać komórką ale ukaefka umożliwi nasłuch i prognozy pogody . Echosondy przydatne są też na słodkich wodach więc wiele jachtów je ma. Echosondy z gps dadzą kolejne wygodne narzędzie do nawigacji. Skrzynki mieczowe zazwyczaj są bardzo solidne i ryzyko uszkodzenia stukającym mieczem to fikcja. Konstrukcja miecza musi to wytrzymać, a z tym już bywa różnie. Wierzch skrzynki mieczowej musi być uszczelniony a w śródlądowych nieraz są robione jakieś rewizje. Szprycbuda daje osłonę przed bryzgami i jest godna polecenia.
Przejścia burtowe odpływów muszą być z zaworami, zawory warto zamykać przy mocniejszym wietrze. Jeśli jacht się wywróci ma w środku duży bąbel powietrza. Będzie pływał jeśli to powietrze nie ucieknie przez zlewy. Jakaś sprawna pompa zęzowa by się przydała. Kuchenka na kardanie trochę ułatwia gotowanie ale przy większej fali nawet nalanie wody do szklanki to wyczyn. Dzisiejsi producenci jachtów zapominają o poręczach na kabinie, we wnętrzu i przy schodach, warto uzupełnić ten brak. Knagi cumownicze lepiej mieć większe bo oprócz cum trzeba szpringi zmieścić. Prześpicie podczas sztormu ze dwie noce w porcie to będziecie umieli cumować ze szpringami. Warto na śródokręciu dodać dodatkowe knagi. Pilnowanie fałów aby nie stukały też szybko wejdzie w nawyk, na śródlądziu bywa z tym różnie.
Kompas z podświetleniem będzie przydatny. Warto dodać pasy zamykające otwarty kokpit od rufy. Flagsztok z banderą jest obowiązkowy. Pod prawym salingiem wieszamy banderki krajów odwiedzanych więc warto mieć tam flaglinki. Zapięte szelki z wąsem są ważniejsze od kapoków. Często pływamy w dwie osoby i przy dłuższych etapach śpimy na zmianę więc wypadnięcie to śmierć. Przed wyjściem w morze często chodziłem na spacer na główki, przynajmniej zaskoczenia nie było.
Jachty mieczowe mają sporo zalet: łatwiej przewozić na lawecie, można połączyć rejs morski z rzekami, nawet w zatłoczonych portach znajdzie się miejsce, mozliwość odwiedzania małych portów, możliwość kładzenia masztu, małe zanurzenie pozwoli dobić w szkierach,.
Mają też niestety wady: ryzyko wywrotki, silniki przyczepne, kłopot z gotowaniem w rejsie, męczące długie przeloty, konieczność nocowań w portach. Najbardziej mi dokuczał na Bałtyku brak ognisk i biwaków na dziko.
Przydatne drobiazgi: szelki z wąsami dla całej załogi, reflektor radarowy, mapy papierowe, locje J. Kulińskiego, róg mgłowy, dodatkowe cumy fi12, więcej odbijaczy, drugie koło ratunkowe z liną, wiatromierz, pirotechnika, zapas czasu. Jachty warto opróżnić z krzesełek, stolików turystycznych i wielu innych drobiazgów.
Do zobaczenia na Bałtyku
Michał
-----------------------------------------------------------
AMORTYZATORY - fotografia do komentarza "Burego Kocura" (poniżej)
---------------------------------------------------------------------
ASTER kilowy - fotografia do komentarza Marka Kaczorowskiego

<p class="MsoNormal"><a href="mhtml:{B4BD4EA0-E404-40D0-86C5-60C4149EFA5E}mid://00000046/!x-usc:http://www.kulinski.navsim.pl/art.php?id=1937&page=0"><font color="#0563c1">http://www.kulinski.navsim.pl/art.php?id=1937&page=0</font></a></p>
<p class="MsoNormal">D'J</p>
<p class="MsoNormal">---------------------</p>
<p class="MsoNormal">PS. Gdyby w/w link się nie otwierał automatycznie - kopiujcie adres i wstawiajcie do okienka "otwórz"</p>
<p class="MsoNormal"><o:p></o:p></p>
<div><font size="2" face="Arial">----------------------<br />PS. Fotka cum z amortyzatorami pod newsem (powyżej)</font></div>
<div><font size="2" face="Arial"><strong>Po drugie:</strong> szybko! Konieczna średnia marszowa prędkość to 3-4w. Główny błąd i zagrożenie, to smętne taplanie się na środku Bałtyku we flaucie i w siurkach wiatrowych. To wtedy silnik przyczepny staje się bardzo istotnym elementem wyposażenia, umożliwiającym nie wypadnięcie z okna pogodowego. Też poprawia standard życia na mieczówce – z postawionym i wybranym grotem tłumiącym chybotliwość jachtu mieczowego (wiatr własny stabilizuje). <br /><strong>Najlepiej być zdrowym, mądrym, pięknym, bogatym, szczęśliwym</strong>, rozsądnym, radosnym, uczciwym, przyjacielskim, z marzeniami, z pasją i …nieśmiertelnym! Wtedy ma się też CZAS! <br />:-) Nie spełniam większości wymienionych cech, czyli mam ograniczenia czasowe. Dlatego jedynie napomknąłem w temacie „mieczówką na Bałtyk”.<br />Pozdrawiam,<br />ws<br /><strong>PS.</strong> Jacht „Bury Kocur” przerasta pojęcie „mieczówki na Bałtyk” – jest rasowym jachtem do żeglugi przybrzeżnej i krótkotrwałej morskiej. Na zamieszczonym zdjęciu „Burego Kocura”, jacht cumujący za jego rufą spełnia kryteria „mieczówki na Bałtyk”! :-)<br />ws</font></div>
<p class="MsoNormal">Pominąłem (zapomniałem) o aspekcie ciężaru własnego załogi, ogromnie wpływającego na stateczność mieczówki. Mieczówka wymaga ciągłego balastowania. I nie chodzi mi o balastowanie na trapezie (!!!). Tylko jako standardowe zachowanie każdego członka załogi przez 24h na dobę. Na małym jachcie, ten aspekt na morzu, poza ekstremalnymi momentami, się pomija. Na mieczówce NIGDY.<o:p></o:p></p>
<p class="MsoNormal">W trakcie orania Bałtyku na fali, jeśli spanie drugiego członka załogi jest możliwe, to tylko na nawietrznej. W hundkoi – jak najbliżej rufy. <strong>Nie w forpiku</strong>. Każde zmniejszenie wyporności na dziobie pogarsza dzielność mieczówki w pokonywaniu fal. <o:p></o:p></p>
<p class="MsoNormal"><o:p></o:p></p>
<p class="MsoNormal"><span style="FONT-FAMILY: "Arial", "sans-serif"; mso-fareast-language: PL"><font face="Arial">ws<o:p></o:p></font></span></p>
<p style="TEXT-ALIGN: justify" class="MsoNormal">Jak mieczówka, to miecz. Lepiej mieć szybrowy. Ale częściej się ma obrotowy. Non-stop tłukący się miecz, jest zmorą żeglugi mieczówką na fali. Z czasem się tego nie słyszy. Ale sworzeń non-stop jest ocierany i luzy się powiększają… . <o:p></o:p></p>
<p style="TEXT-ALIGN: justify" class="MsoNormal"><o:p></o:p></p>
<p style="TEXT-ALIGN: justify" class="MsoNormal"><strong>O dbaniu o ster. <o:p></o:p></strong></p>
<p style="TEXT-ALIGN: justify" class="MsoNormal">Bardzo newralgiczny narząd mieczówki. Odpowiednie i właściwe ustawienie żagli (zrównoważenie), dobór kursu do fali, balast załogi, razem mogą znacznie zmniejszyć długotrwałe obciążenia na sterze. Na mieczówce tego nie należy bagatelizować. Wzrasta czas do awarii. Bo, że kiedyś ona nastąpi na mieczówce, jest pewne!<o:p></o:p></p>
<p style="TEXT-ALIGN: justify" class="MsoNormal"><o:p></o:p></p>
<p style="TEXT-ALIGN: justify" class="MsoNormal"><strong>O autopilocie.<o:p></o:p></strong></p>
<p style="TEXT-ALIGN: justify" class="MsoNormal">Zasadniczo służącym na mieczówce, nie do zastępowania ręcznego sterowania dla wygody (dla mnie sterowanie jest nudną czynnością*), a jako element podnoszący zasadnicze bezpieczeństwo żeglugi mieczówką. Autopilot daje krótkie chwile (lub okresy) na inne czynności, umożliwiające wydłużenie czasu zwykłej wytrzymałości załogi na mieczówce. Nie tylko w żegludze solo, też w dwu osobowej. Krótko chwilowe zapadanie w letarg, przygotowanie posiłku, sklarowanie hotelowe jachtu, jakaś ablucja, dodatkowa weryfikacja nawigowania itd. Piąta ręka (lub trzecia) bardzo przydaje się przy uprawianiu takiej żeglugi.<o:p></o:p></p>
<p style="TEXT-ALIGN: justify" class="MsoNormal"><o:p></o:p></p>
<p style="TEXT-ALIGN: justify" class="MsoNormal"><strong>O korzyściach z żeglugi mieczówką.</strong> <o:p></o:p></p>
<p style="TEXT-ALIGN: justify" class="MsoNormal">Co zawsze jest kosztem komfortu i bezpieczeństwa - względem małego jachtu morskiego. Żeglując wyłącznie balastowymi lub nawet płytko zanurzonymi kilerkami, nie zdajemy sobie sprawę ile tracimy na możliwości penetracji nie dostępnych „dziur”. Dotyczy to nie tylko szkierów, Bornholmu, Alandów, ale też Gotlandii, Olandii, Gotska Sandon, Zalewów i Zatoki. „Dziurołażenie” jest jedną z największych dla mnie atrakcji w żeglarstwie. <o:p></o:p></p>
<p style="TEXT-ALIGN: justify" class="MsoNormal"><o:p></o:p></p>
<p style="TEXT-ALIGN: justify" class="MsoNormal"><strong>Przykładowe wspomnienia z dziurołażenia (z bliskiego Bornholmu).<o:p></o:p></strong></p>
<p style="TEXT-ALIGN: justify" class="MsoNormal">Ilu z nas suchą stopą stawało (od strony morza) na plaży bornholmskiej między Arnager, a Dueodde? :-) Odwiedzone przystanie bornholmskie, w których w główkach portowych, w trakcie wchodzenia było rolowanie odbijaczy równocześnie z obu burt (przy szerokości kadłuba = 2,5m). Czy też wychodzenie z innej przystani (pustej!) na wstecznym, gdyż długość 5,5m uniemożliwiała w basenie przystani wykonanie overholungu. W kolejnej, przystaniowy twierdzący, że nie możemy długo cumować w jego porciku, bo jesteśmy za …szerocy! <o:p></o:p></p>
<p style="TEXT-ALIGN: justify" class="MsoNormal">Ale też, ile to razy keja portowa (typowa i nie na pływach :-) ) stawała się niedostępną z uwagi na … za wysokie jej położenie nad poziomem morza? Np w Allinge, w Gudhjem. :-)<o:p></o:p></p>
<p style="TEXT-ALIGN: justify" class="MsoNormal"><o:p></o:p></p>
<p style="TEXT-ALIGN: justify" class="MsoNormal">Koniec.<o:p></o:p></p>
<p style="TEXT-ALIGN: justify" class="MsoNormal">ws<o:p></o:p></p>
<p style="TEXT-ALIGN: justify" class="MsoNormal"><o:p></o:p></p>
<p style="TEXT-ALIGN: justify" class="MsoNormal">*) dla mnie sterowanie przestaje być nudną czynnością: podczas regat, podczas „robienia wysokości” przy kontakcie wzrokowym z przeszkodą, w trakcie trudnych manewrów, zwłaszcza w BARDZO ciasnych przejściach, no i gdy efektywność ręcznego sterowania znacznie (!) przewyższa myszkowanie na autopilocie. > Ciągła walka o średnią marszową.</p>
<div><font size="2" face="Arial"><strong>Święta racja,</strong> pozostało jeszcze dodać trochę balastu na dno tak ok. 300kg i można wypływać. </font></div>
<div><font size="2" face="Arial">Niestety nawet na jeziora te jachty są niedobalastowane. </font></div>
<div><font size="2" face="Arial">Osobiście na swoim Asterku sprawę miecza rozwiązałem raz a konkretnie. </font></div>
<div><font size="2" face="Arial">Kil plus balast wewnętrzny, razem ok.780kg. </font></div>
<div><font size="2" face="Arial">Teraz naprawdę da się na tym pływać. </font></div>
<div><font size="2" face="Arial">Pozdrawiam.</font></div>
<div><font size="2" face="Arial">Marek Kaczorowski</font></div>
<div><font size="2" face="Arial">------------------------------------</font></div>
<div><font size="2" face="Arial">Fotografia jachtu "Mr Orkan" pod newsem</font></div>
<p style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt" class="MsoNormal"><font size="3" face="Times New Roman">Chodziło mi tylko o zasygnalizowanie tematów wartych przemyśleń. Żadnym słowem nie zniechęcałem do radia VHF, a wręcz przeciwnie. Radio stacjonarne to lepsza łączność, ale w sytuacji wywrotki mało przydatne. Innej ochrony wymaga rejs do Kuźnicy a innej na Gotlandię. Amortyzatory się przydają<span style="mso-spacerun: yes"> </span>a szpringi jak najdłuższe i <strong>w obie strony</strong> a nie tak jak na zdjęciu jeden. Miałem problemy z przecieraniem cum<span style="mso-spacerun: yes"> </span>na krawędzi wysokiego nabrzeża. W Ustce stałem dobę i przetarłem dwie cumy. Warto pewnie mieć jakieś ochraniacze zakładane na cumy. Stopniowanie trudności to już temat<span style="mso-spacerun: yes"> </span>niemal nudny. Mój pierwszy rejs po słonawym<span style="mso-spacerun: yes"> </span>był z Gdańska do Jastarni, byłem<span style="mso-spacerun: yes"> </span>z niego niesłychanie dumny, później Zalew Wiślany i Hel. W kolejnym roku dopłynąłem do Ustki. Dalej całe wybrzeże plus Bornholm. Dopiero po zebraniu takich doświadczeń przeskoczyłem do Szwecji, a Bornholm był już tylko nie istotnym noclegiem. </font></p>
<p style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt" class="MsoNormal"><font size="3" face="Times New Roman">Jachty na słoną wodę warto balastować więcej, ale to sprawa konkretnych egzemplarzy i typów więc pisanie że należy dodać <st1:metricconverter w:st="on" productid="300 kg">300 kg</st1:metricconverter> to zbyt dalekie uproszczenie. Wyposażenie obecnie budowanych jachtów na Mazury może zadziwić wielu Starszych Żeglarzy<span style="mso-spacerun: yes"> </span>i pisanie o jednej lampce na suficie<span style="mso-spacerun: yes"> </span>i braku relingu to chyba żart. Lodówki, ogrzewania, radia, telewizory i boilery<span style="mso-spacerun: yes"> </span>to codzienność szkutników. Echosondy bardzo lubię mieć na jachcie<span style="mso-spacerun: yes"> </span>i traktuję jako jedno z istotnych źródeł<span style="mso-spacerun: yes"> </span>informacji.<span style="mso-spacerun: yes"> </span>Wiedza o głębokości to też sprawa bezpieczeństwa, alarm głębokości ostrzeże podsypiającego sternika.<span style="mso-spacerun: yes"> </span>Płynięcie przez 15 godzin mnie wykańczało, spać mogłem, ale zmęczenie narastało. Silnik powinien być na tyle mocny aby można było płynąć pod wiatr i falę 4B. Słaby silnik to problem z wyjściem z portu pod falę w główkach. Autopilota doceni każdy kto go używał, spokojne zjedzenie obiadu albo lektura locji to też bezpieczeństwo. Niestety to kolejny wydatek i nie ostatni...</font></p>
<p style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt" class="MsoNormal"><font size="3" face="Times New Roman">Najlepsze radio nie zastąpi kamizelki.</font></p>
<p style="MARGIN: 0cm 0cm 0pt" class="MsoNormal"><font size="3" face="Times New Roman">Michał</font></p>
<p style="TEXT-ALIGN: justify" class="MsoNormal">Na zdjęciu nie widać, że „Bury Kocur” ma stały kil 160 cm. Natomiast widać typowy zestaw cum z amortyzatorami dla jachtu o wadze 5-ciu ton. Mój „Promyk” (mieczówka, z ciężkim mieczem obrotowym i balastem wewnętrznym) waży brutto, czyli z zapasem wody, żarcia, paliwa itd. poniżej 1000 kG. Dla takiego pływadła zaprezentowane amortyzatory są nie przydatne (nie poddają się). Sprężynowe są skuteczne, ale nadają się jedynie w miejscach stałego postoju na cumach pozostawianych. W rejsie, elastyczność cum dla mieczówki jest wystarczająca.<o:p></o:p></p>
<p style="TEXT-ALIGN: justify" class="MsoNormal">Wyższość stałego VHF nad ręcznym jest bezdyskusyjna. I nie o moc tu chodzi (też nie o zapotrzebowanie elektryczne – odwrotne wartości), a głównie o różnicę wysokości usadowienia anteny: saling (top) lub uszy gaworzącego. Różnica zasięgów tych VHF daje się wyliczyć z pomocą relacji: [Mm] = 2,08 x pierwiastek kwadratowy z [m]. Instalowanie stacjonarnego VHF w mieczówce ma znamiona przerostu formy … .<o:p></o:p></p>
<p style="TEXT-ALIGN: justify" class="MsoNormal">Prognozy pogody odbieram przez laptop > GSM > internet, w dowolnym momencie, z kilku źródeł i znacznie rozbudowane. Poza świeceniem światełka w kabinie, też używam czołówki. :-)<o:p></o:p></p>
<p style="TEXT-ALIGN: justify" class="MsoNormal">---<o:p></o:p></p>
<p style="TEXT-ALIGN: justify" class="MsoNormal"><o:p></o:p></p>
<p style="TEXT-ALIGN: justify" class="MsoNormal">Żeglarz, mieszkaniec nadmorski, zawsze ma problemy ze zrozumieniem żeglarza z odległego („<em>zapyziałego śródlądzia</em>” *), mającego ambicje (marzenia) morskie. Marzyciele śródlądowi, aby żeglować po Wielkiej Wodzie na swoim pływadle, przede wszystkim muszą łódź dowieźć i zwodować. Po realizacji marzeń, wyslipować i zwieźć na zimę. W moim przypadku jest to 400-500 km, w zależności od wyboru Pomorza. Ja swoją żaglówkę po drogach Europy ciągam samochodem średniolitrażowym. Też nim woduję i slipuję swoje pływadło. W trakcie okrętowania na promy, nie jestem traktowany jak transport ciężarowy, tylko jak typowy zestaw caravaningu. Opłaty są za typową przyczepę, a nie za długość załadunkową jak u TIRa. <o:p></o:p></p>
<p style="TEXT-ALIGN: justify" class="MsoNormal"><o:p></o:p></p>
<p style="TEXT-ALIGN: justify" class="MsoNormal"><strong>Szanowny Kolego Marku.<o:p></o:p></strong></p>
<p style="TEXT-ALIGN: justify" class="MsoNormal">Czym transportujesz swojego Asterka wyposażonego w kil plus balast wewnętrzny, razem ok. 780 kG? Czym wodujesz i slipujesz „Mr. Orkana”? Transportowałeś go promem np. do Nynäshamn?<o:p></o:p></p>
<p style="TEXT-ALIGN: justify" class="MsoNormal">Kiedyś tam, trzykrotnie po 4 tygodnie, rodzinnie z bardzo małymi i małymi dziećmi, żeglowaliśmy mieczowym Astrem 700 po Jeziorach Mazurskich. Bardzo mile wspominamy tą konstrukcję. Dużo miejsca na pokładzie dla dzieci. Gratuluję posiadania Asterka 703. :-)<o:p></o:p></p>
<p style="TEXT-ALIGN: justify" class="MsoNormal">---<o:p></o:p></p>
<p style="TEXT-ALIGN: justify" class="MsoNormal"><o:p></o:p></p>
<p style="TEXT-ALIGN: justify" class="MsoNormal"><strong>Na koniec tego wywodu. <o:p></o:p></strong></p>
<p style="TEXT-ALIGN: justify" class="MsoNormal">Pływanie mieczówką „na piwo” do Nexo, nawet w wydłużony weekend, uważam za formę masochizmu. Ja przeskakuję Bałtyk swoim pływadłem JEDYNIE w celach dotarcia (lub powrotu) do (z) innego odległego akwenu zaplanowanej, brzegowej penetracji. <o:p></o:p></p>
<p style="TEXT-ALIGN: justify" class="MsoNormal">Podsumowując, propagowanie idei pływania przez Morze mieczówkami wśród tubylców nadmorskich jest skazane na porażkę. Po co mieczówką? Wśród armatorów, marzycieli głęboko śródlądowych, jest sensowne.<o:p></o:p></p>
<p style="TEXT-ALIGN: justify" class="MsoNormal"><o:p></o:p></p>
<p style="TEXT-ALIGN: justify" class="MsoNormal">Pozdrawiam z Wrocławia.<o:p></o:p></p>
<p style="TEXT-ALIGN: justify" class="MsoNormal">ws<o:p></o:p></p>
<p style="TEXT-ALIGN: justify" class="MsoNormal">*) moje określenie.</p>
<div><font size="2" face="Arial">Tadeusz</font></div>