JACEK GUZOWSKI PRZED ATLANTYCKIM SKOKIEM

Przyjrzyjcie się fajnemu jachtowi Jacka. "Normalnej" wielkości, stalowy i nie oklejony reklamami.
Bo Jacek płynie dla frajdy, na swoim i za swoje.
Dziękujemy za pamięć, życzymy 3 x D.
Odwzajemniamy życzenia !
Żyjcie wiecznie !
Don Jorge
---------------------------------------------------------------------
Drogi Jerzy.
Dziś ruszam w drogę przez "Wielką wodę". Startuję z La Gomery. a dziób mojej "Eternity" kieruję na Martynikę. Dokąd wiatr zawieje, nie wiadomo. Ponieważ Święta spędzać będę, najprawdopodobniej, w drodze, na oceanie, przyjmij, proszę, tą drogą życzenia spokojnych i ciepłych Świąt Bożego Narodzenia oraz pomyślności w Nowym roku. Łączę najserdeczniejsze życzenia Świąteczne, dla całej społeczności SSI.
Dziś ruszam w drogę przez "Wielką wodę". Startuję z La Gomery. a dziób mojej "Eternity" kieruję na Martynikę. Dokąd wiatr zawieje, nie wiadomo. Ponieważ Święta spędzać będę, najprawdopodobniej, w drodze, na oceanie, przyjmij, proszę, tą drogą życzenia spokojnych i ciepłych Świąt Bożego Narodzenia oraz pomyślności w Nowym roku. Łączę najserdeczniejsze życzenia Świąteczne, dla całej społeczności SSI.

Jacek Guzowski
sy "Eternity"
La Gomera, San Sebastian, 23.11.2014r
Dla frajdy, na swoim, za swoje, na „normalnej” wielkości … i nie oklejony reklamami!
Czyli można by napisać; jachting w filozofii angielskich gentlemanów pierwszej połowy XX wieku.
Do tego nie pasuje brak warunku: „drewniany” (bo jest „stalowy”). :-)
Mimo, że w drugiej połowie swojego życia, uprawiam żeglarstwo wybitnie według tej generalnej zasady Jurkowej (ale z laminatu), to uważam, że w XXI wieku dżentelmenami są też ci, co pływają nie na swoim, nie za swoje, na przewymiarowanych (w górę i w dół), z oklejonym reklamami (nawet uniemożliwiającymi rozpoznanie koloru kadłuba).
O rodzaju materiału konstrukcyjnego pływadła i płciach żeglujących, nie wspominam, gdyż to nie ma najmniejszego znaczenia.
Czy mają wtedy z tego frajdę? A to jest już ich wybór! Sadzę, że mają też inne cele poza frajdą. Ja nie zapominam, że sponsor (chociaż jego nie mam :-)), też ten wybitnie interesowny, też jest …darczyńcą! I zasługuje na podziękowanie…
PS. Najlepiej być zdrowym, mądrym, pięknym, bogatym, szczęśliwym, rozsądnym, radosnym, uczciwym, przyjacielskim, z marzeniami, z pasją i …nieśmiertelnym! :-)
PS 2. Wspomniany żeglarz Krzysztof Kolumb, nie dla frajdy (raczej?), nie na swoim, nie za swoje i pod „szyldem”. :-)
-------------------------------
Jacku,
życzę Tobie aby było zdrowo, mądrze (nie powątpiewam!), pięknie, bogato (od wrażeń), szczęśliwie, rozsądnie (zawsze!), radośnie, uczciwie (z Neptunem!), przyjacielsko (z napotkanymi), zgodnie z marzeniami, z pasją (do końca) i … żyj wiecznie!
ws
Wydaje mi się jednak, z pewną poprawką na dokładności metod opomiarowania satysfakcji duszy z żeglowania, że jest jednak pewna subtelna różnica pomiędzy żeglowaniem na własnej łódce, a na łódce wypożyczonej, dzierżawionej lub ukradzionej.
Myślę, że jest tutaj pewna analogia do szczęścia miłości małżeńskiej nieosiągalnej w przypadkowych i wygasających relacjach pomiędzy mężczyzną oraz jego konkubiną. Otóż mając świadomość powagi związku i jego nierozerwalności aż po wieczność łatwo jest każdego dnia inwestować w jego ulepszanie i rozwijanie. Podobnie jest z własnym jachtem – chociaż dla postronnego są to absurdalne wydatki, to jednak ekonomia miłości ma inne założenia.
Dlatego też propagowanie postawy „na swoim i za swoje” uważam za słuszne i budujące, ponieważ jest to ten rzadki przypadek, w którym serce i rozum spotykają się we wspólnym mianowniku o nazwie bezpieczeństwo i wygoda.
I teraz uwaga: tak naprawdę wygoda (ergonomia) jachtu jest jednym z krytycznych czynników bezpieczeństwa – zwłaszcza w dłuższym pływaniu. Nie jest mi obojętne, że w ciemnościach bez problemu sięgam w znane miejsce po ręczną UKF-kę która pasie się na pastwisku ładowarkowym dla różnego inwentarza elektronicznego, termos z kawą ma swoje miejsce, a olej w silniku jest regularnie wymieniany bo zadbałem o dobry dostęp do silnika od właściwej stronie – mimo, ze "Donald" jest postrzegany jako niedorzecznie mały.
Dowolny jacht czarterowy z renomowanej stoczni był w moich doświadczeniach pułapką bezpieczeństwa (pisałem już o tym wcześniej) – co oznacza, że prawdopodobnie nie sposób jest utrzymać w sprawności czarterowanego pływadełka (co to może tylko do 5 w skali B. bo potem traci już swoje poczucie dzielnej męskości) – po uzasadnionym ekonomicznie koszcie
Nie chciałbym jednak tutaj przesadnie generalizować – moje doświadczenie ogranicza się do pożyczanych jachtów w przedziale 30-60 ft LOA z popularnych i uchodzących za rzetelne firm czarterowych. Jako racjonalista zakładam, że może w ciągu ostatnich 20 lat miałem ciągłego pecha, ponieważ na przystaniach jestem jednak dość regularnie karmiony opowieściami o cudownych własnościach czarterowanego sprzętu.
Zatem jako człowiek z natury ufny wykluczyć tego nie mogę – chociaż prawdopodobieństwo tego zdarzenia jest dla mnie porównywalne ze spotkaniem zwolenniczki gender obdarzonej rozumem (lub latającego smoka w drodze do pracy). Chociaż może to porównanie nie jest do końca adekwatne – ze zdarzeniem wymienionym w nawiasie jednak powinniśmy się liczyć - chyba zamontuje na Land Roverze ochronną kratownicę antysmoczą…
Pozdrawiam Cały Klan SSI .T.L.
Gdyby nie kluby po wojnie (a więc żeglowanie za darmo, choć wrócę do tego "za darmo") to nie było by w Polsce tylu żeglarzy, nie było by spektakularnych osiągnięć Śmiałego, Gedanii, rejsów na Islandię czy Spitsbergen, rejsów samotników Krzysztofa Baranowskiego czy Krystyny Chojnowskiej-Liskiewicz. Lista jest długa i zastosuję tu kryptoreklamę informując, że na portalu Tawerna Skipperów "leci" serial o tym, na podstawie książki "Polskie jachty na oceanach".
W Polsce żeglarstwo uprawia około miliona osób, nie wyczynu, ale po prostu odpoczywa pod żaglami. Często ludzie radzą się mnie, ludzie posiadający środki na to aby żeglować "na własnym". Odpowiadam zgodnie z logiką i rozsądkiem, jak masz zamiar spędzać na jachcie 2 tygodnie urlopu, daj sobie spokój. Lepiej wyczarterować. Po pierwsze nie ponosisz kosztów utrzymania jachtu przez cały rok a są wysokie a po drugie i ważniejsze, co roku wyczarterujesz jacht tam gdzie niosą cię marzenia. To dotyczy co najmniej 90 % żeglarzy. Jak pójdziesz na emeryturę, natychmiast kupuj jacht, bo też z powodów ekonomicznych nie wytrzymasz czarterowania jachtu przez kilka miesięcy w roku (a tyle spędzam czasu na łódce) no i tu zgoda z Tadeuszem w sprawie poglądu o magii własnej łódki. Ale wcześniej od 1956 r do 1990 r żeglowałem "na cudzym".
Czy w klubach rzeczywiście żeglowało się za darmo? Pracowałem godzinami przy remoncie łódek i utrzymaniu porządku w klubie, aby bosman pozwolił mi przez godzinę pohasać na wodzie, to nie wiem jak to jest z tą darmochą?
Wenuska jak pamiętam, kosztowała 500 tys. zł. I dzisiaj przy rosnącym dobrobycie, problem spełnienia marzeń o żeglarstwie wiedzie dla wielu ludzi poprzez kluby i czartery. Maksyma o żeglowaniu na własnym( w domyśle, albo wcale, jest nie do przyjęcia.
I taki prozaiczny problem, jakim cudem uczeń, student a później facet zarabiający 1000 - 2000 - 3000 zł mógł kupić sobie jacht?
W dorosłym czasie budowałem potęgę mojego klubu nie tylko pieniędzmi ale i ciężką pracą klubowiczów. Dzisiaj gospodarują na własnym terenie, we własnych nieruchomościach i zarządzają nimi. Czy członkowie klubu żeglują za cudze? Uczyłem dzieciaki w szkółce "za cudze", kto przeliczy to na zyski pedagogiczne. Czy trzeba przypominać o wychowawczych aspektach żeglarstwa. Ja to wręcz nazywam "samograjem wychowawczym".
Drodzy moi Przyjaciele i Wy wszyscy czytający SSI, to źle zdefiniowany problem i prowadzi do nikąd.
Żeglujcie za co się da, na czym się da i gdzie się da - warto! Tylko nie na kradzionym, choć w historii jest wyjątek z nad wyraz pozytywnym wyjątkiem.
http://www.tawernaskipperow.pl/polskie-zeglarstwo-startowalo-wraz-z-odzyskaniem-niepodleglosci-cz-11,4081,artykul.html
Zbigniew Klimczak