CZY WARTO MIEĆ JACHT – KOLEJNE DOŁADOWANIE

Dariusz Wilbik po 10 latach  powrócił do żeglowania na własnym jachcie „ Sea You”, który sprzedał  i

zdecydował się na budowę podobnego, tylko większej jednostki, tego samego konstruktora (J. Maderski).

Wiek średni (przekroczył) 60 - tkę i aktualne możliwości, skłoniły Go do poprawy komfortu żeglowania.

Z 8,2 metra na 12m, to ogromny skok. Poza tym buduje go dla siebie i pod siebie, więc powinien być

odpowiedni we wszystkim, na czym mu zależało. 

Pewnie za dużo nie kalkuluje.

Konstrukcja nietypowa.

.

.

Życie wiecznie !

Don Jorge

_____________________________

Don Jorge,

Dokładając się do dyskusji o sensowności posiadania własnego jachtu, chciałbym dorzucić swoje 5 groszy.

Proponuję spojrzenie na sprawę trochę z innej strony, ponieważ argumenty za i przeciw można mnożyć w nieskończoność, zależy to tylko od wysiłku intelektualnego.

  A więc - zdecydowanie nie warto - jeśli by patrzeć na rachunek ekonomiczny, czyli kierując się rozsądkiem i logiką. Podobnie zresztą jak z innymi rzeczami; posiadaniem domu, mieszkania - czy nie lepiej je wynajmować? Wypożyczyć samochód, czy go kupić? itd.

Poruszane kwestie finansowe; koszty utrzymania, ubezpieczeń, napraw i drżenia o swoją własność, przemawiają za wypożyczkami.

Niby oczywiste, więc dlaczego takie nieoczywiste?


Otóż powodem są - jak to często bywa, emocje. Natomiast my ludzie lubimy myśleć o sobie, jako istotach rozsądnych, mądrych, postępujących racjonalnie. Ale to emocje dają smaku naszemu życiu. Inaczej bylibyśmy suchym, beznamiętnym tworem, reagującym jak zaprogramowane urządzenia.

Czym jest np. poszukiwanie przygód? Samo żeglarstwo nie jest przecież bezpieczne, więc po co ryzykować i jeszcze ponosić tego  (niemałe) koszty.

 Trochę światła na zagadnienie mogą rzucić mechanizmy stojące za podejmowanymi decyzjami. A szczególnie, w tym przypadku wpływem naszych mechanizmów obronnych ( zawartymi w strukturze osobowości). To one sprawiają, że możemy dalej myśleć o sobie, jako osobie odpowiedzialnej i rozsądnej.

Tak więc różnica pomiędzy głupcem, a człowiekiem mądrym sprowadza się do tego, że ci drudzy oprócz rzeczy głupich, robią też mądre.

 Najbardziej znanym i popularnym z uwagi na codzienną aktywność, jest racjonalizacja - upraszczając - szukanie uzasadnień zdroworozsądkowych dla wyborów tak na prawdę emocjonalnych. Każdy z nas wie, jak można pokombinować, by np. przekonać małżonkę, że nowy samochód to najlepsze co możemy zrobić i mało tego, to ona najbardziej na tym  skorzysta. Argumenty sypią się wówczas jak z rękawa, bo trzeba ją wprowadzić w odpowiedni stan - zagrać na emocjach, by zaakceptowała coś, co wcale nie jest konieczne - z obiektywnych powodów. I  vice versa, jeśli chodzi o zakupy kuchenne, remonty i doposażenie w różne pożyteczne gadgety, bez których trudno się w „dzisiejszym, nowoczesnym świecie i zapracowanym świecie” obejść.

Tak więc podstawą jest pragnienie. „Chcę to mieć”, lub „to” robić, bo jest mi wtedy przyjemnie. Skoro jest mi dobrze i miło, to mam dobre i satysfakcjonujące życie - bo robię to co lubię.

 I tu drogi się rozjeżdżają; dla „używania”, niepotrzebna jest „ własność” - tu więc plasują się  zwolennicy wypożyczek.

Dalej jest miłość.   Wydaje się, że dla armatorów istotną kwestią jest więc głębsza relacja z tym dobrem - za pomocą którego przeżywany miłe chwile. W dalszej perspektywie określa ono też mnie i mój status. Nawet jeśli ma to charakter skryty - nie obnoszę się z tym - to i tak dla mnie jest to ważne, znaczące i głęboko pielęgnowane.

Podobnie jak z małżonką. Nazwa jednostki „Moja żona” z Trzebieży, nie jest wcale na wyrost.

 Problem jest stary jak ludzkość i mocno związany z nasza naturą. A skoro tak, to działamy z nią w zgodzie ( naszą naturą), zawłaszczając. I tu można by postawić kropkę.

 A co do emocji? To właśnie one napędzają nas do działania, a potrzeba wiele samozaparcia i pokombinowania, by nie dostrzegać oczywistości, że będzie to chwilami bardzo trudne i całkowicie nieopłacalne - tą zasłoną są właśnie uczucia.

 Mówię to, bo sam od 4 lat buduję 12 m jacht oceaniczny. Wydaje mi się to idealnym posunięciem z wielu powodów, których nie ma sensu tutaj przytaczać.

 Ale, jak to bywa z zauroczeniem; szybko przemija, albo rozkwita, zmieniając się w głębokie uczucie. Jednak zaczynając, nigdy nie mamy pewności, czy to jest właśnie tym o co nam chodziło. Wizja końcowa, jest początkową iskrą, impulsem dobrym na start, ale projekt i realizacja to przedsięwzięcie na lata, niezależnie czy budowa, czy zakup, stąd konieczne są okresowe doładowania płynące z falowania uczuć

Dariusz

 

 

Komentarze
JESTEM ZA A NAWET PRZECIW Andrzej Colonel Remiszewski z dnia: 2021-02-19 20:20:00