OPOWIASTKA Z PRZEMYCONYM PODTEKSTEM

Na wstępie pragnę uspokoić przede wszystkim Czytelniczki i Skrytoczytaczki SSI. Co prawda

SSI to okno subiektywne, ale nie ma mowy o jakimś seksizmie. Zwłaszcza, że powszechnie

odbierany jestem jako feminista – wyśmiewający feministki. Kobiety są inne. Tak jak koty to

przecież nie psy. Mój piesek Negro bardzo lubi koty, ale koty przeważnie węszą podstępy.

Ale do rzeczy – dziś mamy opowiadanko – humoreskę napisaną przez Tadeusza Lisa – jak

sądzę wyłącznie dla mężczyzn. Miłe Koleżanki – wyjątkowo odpuście sobie lekturę tej historyjki.

Ja Wam nie odmawiam poczucia humoru, ale Wasze poczucie humoru z naszym, męskim jest

niekompatybilne. Na szczęście. Kot, to kot., pies to pies - zupełnie inna ocena wartości, realiów i snów.

Żyjcie wiecznie !

Don Jorge

------------------------------------------

Nie wszystko jest tym, czym się wydaje – opowieść paliwowa

Zobaczyłem go z daleka. Był wysokie i szczupły, w okolicach siedemdziesiątki. Trzymał się bardzo prosto. Krok równy. Oszczędne gesty. Uścisnął mi mocno dłoń. Dwoje oczu wpatrywało się we mnie uważnie znad nienagannie przystrzyżonych śnieżnobiałych wąsów.

- Pan jest tym doktorem od silników? – pytanie było zadane mocnym, choć stonowanym głosem.

Odpowiedziałem pytaniem:

-  jest Pan zawodowym żołnierzem, Sundhurst, prawda?

Uśmiechnął się lekko.

- Aż tak jest źle z akcentem? Nie puszczał mojej dłoni.

- Aviation Support Officer, Army Air Corps – po polsku…

Chwilę się zawahał.

Podpowiedziałem:

- Mechanik Lotniczy.

- No, tak – czasami brakuje mi słów.

Czym mogę Panu służyć? – spytałem wskazując deskę na cegłach, która służyła nam za ławkę przy „Donaldzie” i doraźnie jako stół do posiłków.

Przybysz popatrzył mi w oczy.

- Przysłała mnie pani mate z Neuwarp (super dziewczyna, była zawodowym bosmanem na żaglowcach, pisałem kiedyś o niej na SSI).

Pan kontynuował.

- Muszę zezłomować silnik na jachcie, ale nie do końca mam pomysł jak go wyciągnąć. Pan pisał kiedyś w portalu  ZZI (SSI), że miał pan silnik na subfrajmie, który pozwalał go wyciągnąć na małych kółkach do wnętrza kabiny. Może można by wyciągnąć go w podobny sposób nie rujnując kokpitu?

- Jest zatarty? Pęknięty blok? – spytałem.

- Nie - jest w nim tajemnica, której kolejny serwis nie potrafi rozwikłać, ja też nie – sprawdziliśmy wszystko, ale błąd ma charakter randomowy.

Tutaj przybysz opowiedział zwięźle historię. Cztery lata przed rozmową wymienił starego Bukha na nowoczesny, czterocylindrowy silnik – absolutnie górna półka z najbogatszym wyposażeniem. Przez trzy lata pływał weekendowo w okolicach Ramsgate (hrabstwo Kent). Silnik pracował nienagannie. W tym czasie definitywnie pożegnał się z wojskiem (po zakończeniu służby był jeszcze instruktorem dla wyższej kardy oficerskiej) i przeszedłszy na emeryturę postanowił zrealizować swoje wielkie marzenie. Sprowadzało się ono do rejsu przez Atlantyk, a następnie spokojnych, systematycznych odwiedzinach przyjaciół mieszkających na obu wybrzeżach Ameryki Północnej. Jednak bez sprawnego silnika uznał, że byłoby to szukanie guza.

Historia była rzeczywiście zagadkowa – tuż po zakończeniu gwarancji zespół napędowy zaczęło trapić przekleństwo każdego mechanika i programisty – błąd przelotny. Sprowadzał się do tego, że z niezrozumiałych powodów silnik tracił moc – a czasami w ogóle gasnął, żeby po upływie pewnego czasu (gdy ostygł?) zapalić nienagannie od dotknięcia kluczyka.

- Pre-start check list? – zaproponowałem. Uśmiechnął się porozumiewawczo. Służył pan w lotnictwie?

- Nie – odparłem. Ale projektowałem i wdrażałem system kontroli operacji lotniskowych (slot management) i stąd moja znajomość procedur. Dla ułatwienia życia przeszliśmy na angielski.

Niestety przesłuchanie zakończyło się niczym. Miałem do czynienia z wybitnym fachowcem – mechanikiem lotniczym, który szukając przyczyny w relatywnie prostym silniku (bez elektroniki) zadysponował:

- Wymianę wtryskiwaczy, - wymianę pompy paliwowej, - wymianę regulatora odśrodkowego (w tym modelu był zewnętrzny w stosunku do pompy), - zrobienie próby ciśnieniowej głowicy (po kątem ewentualnych pęknięć – dała się zdjąć od góry bez wyciągania silnika), - rozebranie i sprawdzenie poprawności ustawienia rozrządu - prawdzenie całej linii paliwowej oraz wymiany obu pomp (mechanicznej i elektrycznej), - płukanie przegrzaną parą zbiornika paliwa (został oryginalny, dedykowany do tego kształtu kadłuba), - Regulacje luzów zaworowych

Błąd nie ustępował. Ale, ale, pojawił się pewien nikły ślad. Mój rozmówca zauważył, że silnik się prawie nigdy nie biesił w pływaniach weekendowych, natomiast zaczynał kaprysić przed kilkutygodniowymi wyprawami – gdy jacht był znacznie bardziej obciążony.

To był trop – jakoś myśl o złomowaniu 10 tys. funtów z nalotem raptem 300 mth jakość ciężko przebijała się do mojego serca.

- Może ma Pan za ciężką śrubę i silnik się przegrzewa – spytałem.

Spojrzał na mnie z wyraźnym uznaniem.

- To była moja finalna hipoteza – wymieniłem trzy śruby, różnicy nie było żadnej. Żaden z czujników temperatury również nie wykazywał anomalii (ani wody, ani oleju). Przyznam szczerze – skończyła mi się wyobraźnia.

Nieznajomy podniósł się z ławki, chociaż o dziwo bez oznak jakiejś dramatycznej rezygnacji.

- Pan doktor zechce mi towarzyszyć? O tej porze zwykłem byłem, wypijać klieliszek sherry, będę zaszczycony, jeżeli pan dołączy.

Poszliśmy na przystań. Nie będę Wam opisywał jachtu – to nie był jacht, to była najszlachetniejsza, morska biżuteria, jakkolwiek widziałem. Bałem się tam czegokolwiek dotknąć. Pan był ubrany w śnieżnobiałe spodnie i bardzo angielską, granatową marynarkę. I podejrzewam, że w tym stroju żeglował. Na szczęście na nogach miałem miękkie, jachtowe mokasyny – co pozwoliło uniknąć niezręcznej sytuacji.

==============================================

PRUSIK  - ilustracja do komentarza Wojtka Bartoszyńskiego


Siedzieliśmy w wiktoriańskim salonie. Wpatrywałem się w kryształowe witraże w drzwiach szafek, niezwykłego kunsztu piec kaflowy i węglową kuchnie w rogu.

Wygodnie rozparty w głębokim, klubowym fotelu chłonąłem  zapach starej skóry, która  przypominała mi najpiękniejsze dzieła meblarskie mojego Dziadka Zygmunta – Artysty Stolarza.

Butelka opróżniła się zadziwiająco szybko. Spytałem go czy był gunnerem pokładowym. Nieco zesztywniał i odpowiedział pytaniem: czyta pan w myślach?

- Nie - odparłem. Z ręki. I skierowałem wzrok na złączenie kciuka i palca wskazującego.

Pan się rozluźnił i szeroko roześmiał. Nawet w wieczornym świetle kabiny (zwieńczonej przepięknym świetlikiem w mosiężnej ramie) wspomaganym nastrojową lampą do czytania, widać było wyraźnie drobinki prochu – skutek nieszczelności komory zamkowej w ciężkich śmigłowcowych karabinach maszynowych.

- Ok. Bywało się i tu i tam. Pan zmienił temat.

- Zajrzymy do silnika?

Szybko zdemontowaliśmy schodnię. Silnik wyglądał jakby przed chwilą został wycięty z prospektu reklamowego. Na obudowie nie było najmniejszej rysy – tak potrafią działać tylko najwybitniejsi zegarmistrzowie i rusznikarze. Po chwili zrozumiałem już gdzie jest wyzwanie. Po zamontowaniu silnika został przerobiony w sensowny sposób kokpit. Pan licząc się z żeglugą jednoręką przez Atlantyk postanowił go zmniejszyć  (to znaczy kokpit, nie Atlantyk) i pod dnem kokpitu został wylaminowany przez szkutnika (nad silnikiem) potężny zbiornik segmentowy na wodę pitną

Sytuacja była rzeczywiście z lekka hopeless. Do przodu gada nie można wyszarpać bo przeszkadza głęboka miska olejowa. Przecież nie potniemy denników przenoszących główne obciążenia kadłuba. Wyciąganie do góry nie wchodzi w grę bez dewastacji inkrustowanego drewnem egzotycznym kokpitu. W bok – może by się go dało wciągnąć do obszernej bakisty (tnąc wsporniki pokładników) – ale co dalej? Pokrywa była za mała, aby wylazł w pionie.

Wiedziałem z doświadczenia, że może nas tylko uratować out-of-the-box thinking – podstawowa technika mojej codziennej pracy. Pan patrzył cierpliwie, a nadzieja w jego oczach dodawała mi mocy. Myślałem intensywnie używając heurystyk Altszulera – spuścić z niego powietrze, uplastycznić go, pokroić na kawałki?

Mam! Odwróciłem się do pana, który wpatrywał się w napięciu. Trzeba zrobić total dissasembling, tłumaczyłem gorączkowo. Zdejmiemy głowicę z rozrządem i podniesiemy go lewarkiem w górę. Uzyskamy dostęp do śrub miski olejowej. Zrzucimy miskę do zęzy. Będzie nam przeszkadzał wał korbowy – odkręcimy kapy i również jego spuścimy w dół. Potem oskubiemy go z osprzętu i niecałe 100 funtów wagi wyciągniemy po płaskiej desce do kabiny. Stamtąd wyjmiemy ostrożnie blok HDSem Marka Wąsika.

Pan patrzył z uznaniem. Ale naraz oczy mu nieco posmutniały – a jak włożymy nowy silnik?

Tak samo odparłem. Po kawałku. Zmontujemy blok, a potem mając osadzony na poduszkach słupek uzbroimy go. Kapitan nie krył entuzjazmu. Jaki może być delivery time aus Berlin – powiedział to z wyraźnym, niemieckim akcentem.

- To nie ma znaczenia – odparłem. Wskoczymy w mojego Land Rovera i za 2,5 godziny jesteśmy u dealera w Berlinie.

- Naprawdę może pan sobie na to pozwolić?

- Oczywiście odparłem – dzisiaj już jest późno, ale możemy ruszyć jutro wcześnie rano i wieczorem wyjdziemy na próby na Zalew. Ale wie pan – może nie należy tego robić?

- Dlaczego? Widziałem wyraźnie, że będzie walczył jak lew, aby nie odebrać mu nadziei.

- Pomyślmy na chłodno. Może nie wsadzajmy tu drugiego egzemplarza tego samego typu, ale pomyślmy o bardzo nowoczesnym, wielopaliwowym boxerze, który by tutaj idealnie pasował.

- Zna pan taki silnik?

- Tak, odparłem – zadzwońmy do chłopaków od Rudolfa Arensa (tutaj link dla zainteresowanych: https://arens-motors.com/engine-systems/engine-systems-rvi-boxer-motor/ )  - albo go mają na stanie, albo w ciągu kilku dni nam go zrobią.

Widziałem jak rozpala mu się wyobraźnia. Jako pasjonaci rozmawialiśmy o szczegółach konstrukcji. 22kW i 35 kg wagi zamknięte w obrysie 30x40x60 cm pasowałaby tu idealnie. Miałem na miejscu i tokarkę i precyzyjną frezarkę narzędziową, więc dopasowanie skrzynki przekładniowej nie byłoby żadnym problemem.

Ale teraz uwaga. Najważniejsza część opowieści o tym, że przypadek, to jest to co nam bezpośrednio przypada od Pana Boga, który nas nigdy nie opuszcza.

Decyzja była już podjęta. Pozostało dopracować szczegóły. Myślałem intensywnie. Najłatwiej byłoby zamknąć w bakiście jakieś małe dziecko z grzechotką (z kluczem z grzechotką), które przez otwory rewizyjne z boku odkręciło by nam miskę i głowicę. Zrobiłem tak już kilka razy z mała Irenką na „Holly” śp. Edka Zająca.

- Zajrzyjmy tam, zaproponowałem.

Pan zgodził się ochoczo – sherry zrobiła swoje, kawa z antycznej kawiarki dodawała skrzydeł, a my byliśmy w euforii. Bakista była wypakowana – rejs z Ramsgate trwał już 2 miesiąc. Wyciągaliśmy zapasowe liny, odbijacze, kanistry, skrzynki z narzędziami i milion innych rzeczy. Było już prawie ciemno, gdy poświeciłem mocną latarką ledową do wnętrza pustej bakisty. Nie mogłem jej obejrzeć dokładnie – ale gdzieś tam powinny być nakrętki od drzwiczek rewizyjnych – daj Boże motylkowe. Sunąłem palcami po ściance i naraz….

Co to? Gumowy przewód paliwowy – trochę taki, jak mówi moja czeska przyjaciółka, plaskaty. Coś tu jest nie halo. Przecież przed chwilą widziałem przewód idący do filtrów wysokiego oczyszczania wewnątrz komory silnika – ALE PO DRUGIEJ STRONIE BAKISTY. Co to u licha może być? Sunąłem palcami po gumie – przewód prowadził do zbiornika paliwa. Może to jest powrót z przelewu wtryskiwaczy? Dałem nura znów do komory silnika – nie. Powrót idzie tuż obok węża zasilania silnika. Więc? I tu otworzyły się niebiosa. ODPOWIETRZENIE ZBIORNIKA!!!! ODPOWIETRZENIE ZBIORNIKA!!!!  ZAGNIATANE LOSOWO PRZEZ SZPEJE W BAKIŚCIE WYŁADOWANEJ NA DŁUŻSZY REJS!!!

- Sir, the thrill is gone – powiedziałem nie kryjąc podniecenia.

- B.B. King – ucieszył się pan, też go bardzo lubię. Doskonalszy pomysł na wymianę silnika?

Nie zostawiamy go na miejscu.

- Nie pomoże mi pan?

- Nie, bo to niepotrzebne. Proszę uruchomić silnik. Dotknięcie kluczyka i na uśpionym Kanale Młyńskim rozległ się basowy, cichy łoskot zrównoważonego, nowiutkiego silnika.

Half Ahead!  - rzuciłem Silnik wkręcił się natychmiast w obroty. Cumy i springi trzymały mocno, choć kadłub drżał pod naporem strumienie zaśmigłowego. Pan był bardziej podekscytowany niż zaniepokojony.

Powiedziałem: Uwaga! The thrill ahead! – zagniotłem rurkę palcami. I co? I nic!

- Kurczę – a było tak blisko szczęścia. Ale co to? Po trzydziestu sekundach silnik zaczął się dławić i przygasać. Poluzowałem rurkę – cichy świst odpowietrzenia i silnik uzyskał obroty, ścisnąłem – zaczynał po pewnym czasie zdychać.

- Sir! Wychodzimy na próbę w morze? Pan popatrzył na mnie uważnie i powiedział cytując mojego ulubionego  Ogdena Dasha powiedział: Candy Is dandy. But liquor Is quicker

To było roztropne. Księżyc żniwiarza stał wysoko. Wyprostowałem zmęczone plecy. Spytałem:

- Czy pozwoli pan, że się pożegnam?

- Oczywiście, jak mogę okazać panu wdzięczność?

- To zupełnie niepotrzebne. Przeżyłem fantastyczny wieczór na pańskim jachcie.

Pan był nieco skrępowany. Doprawdyż, nie mogłem się spodziewać niczego podobnego. Ze względu na prognozę pogody chciałbym wyjść możliwie wcześnie rano. Czy zobaczymy się kiedyś?

- Na pewno. odparłem. Silnych wiatrów!

Odszedłem brukowaną drogą wzdłuż kanału – jego wysoka, smukła sylwetka w białych spodniach odcinała się od ciemnego mahoniu sterówki. Następnego dnia zaspałem – co mi się prawie nigdy nie zdarza. Ubrałem się niespiesznie i spacerem poszedłem do portu. Jachtu już nie było. Pogoda tężała i wody Zalewu dość szybko przybierały kolor ołowiu. Wróciłem kończyć mocowanie kuchenki na „Donaldzie”.

Gdy znalazłem się na nadburciu moja uwagę przykuła drewniana, polerowana skrzyneczka z drewna sandałowego z delikatną intarsją z kości słoniowej. Ah, ten zapach! Kto raz go poczuł nigdy go nie zapomni. Odchyliłem wieko z korkową uszczelką i serce stanęło mi ze szczęścia. W słońcu błyszczał XIX wieczny sekstant C. Platha. Wyglądał jakby wczoraj opuścił manufakturę w Hamburgu. Nigdy nikt mnie tak hojnie nie obdarował.

Dalszy ciąg?

Nie ma. Pana już nigdy nie spotkałem. Poszukiwania internetowe w Ramsgate nie dały rezultatu. Sekstant zniknął albo z mojej szafki żeglarskiej, albo z „Donalda” – w mocno niewyjaśnionych okolicznościach. Ale był to czas, w którym spadło na mnie inne cierpienie, które stłumiło tę stratę. Bardzo jestem ciekawy, czy pan zrealizował swoje marzenie – mój „Donald” stoi obok pod plandeką…

Pozdrawiam cały Klan. T.L.


=======================================================

Ilustracje do odpowiedzi Tadeusza Lisa.




 ==================================================================================

Ilustracja do komentarza Tadeusza Lisa


Komentarze
podoba mi się humor Tadeusza Jerzy Paczyński z dnia: 2019-10-18 18:40:00
jesteś wstrętny feminista Krystyna Czuba z dnia: 2019-10-18 20:42:00
odpowiadam pani Krystynie Tadeusz Lis z dnia: 2019-10-19 13:09:00
Tadeusz mniejszym szowinistą ale też na złość kobietom Krystyna Czuba z dnia: 2019-10-19 15:50:00
malfunkcja Marian Krywoń z dnia: 2019-10-20 14:29:00
wolę takie teksty Wojtek Bartoszyński z dnia: 2019-10-20 14:33:00
Odpowiadaj c Marianowi Krywoniowi: Wojtek Bartoszyński z dnia: 2019-10-20 18:00:00
Brawo - bez przemycono podtekstu Lech Lewandowski z dnia: 2019-10-21 19:45:00
sekstant i dmuchanie Witold Pawłowski z dnia: 2019-10-22 09:00:00
odpowiadam Tadeusz Lis z dnia: 2019-10-23 14:00:00
pytanko do Tadeusza Jacek Janicki z dnia: 2019-10-24 16:30:00
wymiana informacji Marian Krywoń z dnia: 2019-10-25 12:01:00
odpowiadam Jackowi Janickiemu Tadeusz Lis z dnia: 2019-10-25 12:10:00
więcej szczegółów ! Marek Krywoń z dnia: 2019-10-27 17:55:00
do Tadeusza Krystyna Czuba z dnia: 2019-10-27 18:15:00
dziękuję Tadeuszowi Jacek Janicki z dnia: 2019-10-28 09:20:00
chętnie pomogę Tadeusz Lis z dnia: 2019-10-28 19:58:00
Colonel jeszcze żyje ! Andrzej Colonel Remiszewski z dnia: 2019-10-29 06:30:00
pani Krystynie Tadeusz Lis z dnia: 2019-10-29 11:17:00
do Krzysztofa Tadeusz Lis z dnia: 2019-10-29 11:18:00
napisałem w odpowiedzi pani Krysi: Tadeusz Lis z dnia: 2019-10-29 12:54:00
Fiordy to mi z reki jadly... Jarosław Czyszek z dnia: 2019-10-30 08:07:00
Marianowi Tadeusz Lis z dnia: 2019-10-31 11:33:00
PRUSIK - Wikipedia Wojtek Bartoszyński z dnia: 2019-10-31 12:50:00
do Tadeusza Marian Krywoń z dnia: 2019-10-31 16:55:00
jak wejśc na maszt ? Krystyna Czuba z dnia: 2019-10-31 17:04:00
ceny benzyny Tadeusz Lis z dnia: 2019-11-01 11:37:00
przeniesienie silnika do forpiku Marian Krywoń z dnia: 2019-11-01 16:59:00
innowacje Andrzej Colonel Remiszewski z dnia: 2019-11-02 11:30:00
w którym kierunku ? Marek Kolasa z dnia: 2019-11-02 11:32:00
zaciekawił mnie wpis Colonela Marian Krywoń z dnia: 2019-11-03 09:45:00
Zagadka Colonela Krystyna Czuba z dnia: 2019-11-03 09:47:00
myślę o innej jednostce Jacek Janicki z dnia: 2019-11-03 09:49:00
do Mariana Jacek Janicki z dnia: 2019-11-03 09:51:00
w którą stronę ? Tadeusz Lis z dnia: 2019-11-03 12:16:00
do Mariana (2) Tadeusz Lis z dnia: 2019-11-03 16:30:00
sławni konstruktorzy dawno to zrobili ? Krystyna Czuba z dnia: 2019-11-03 16:35:00
kotwiczenie, cumowanie Marian Krywoń z dnia: 2019-11-04 06:00:00
adaptacje Tadeusz Lis z dnia: 2019-11-04 06:03:00
zagadka historyczna Marek Kolasa z dnia: 2019-11-04 08:20:00
zagubiony komentarz Marian Krywoń z dnia: 2019-11-04 17:00:00
Marianowi dziękuję Tadeusz Lis z dnia: 2019-11-04 19:58:00
do Tomka Konnaka Marek Krywoń z dnia: 2019-11-05 05:22:00
dwie osoby na duzym jachcie Tomasz Konnak z dnia: 2019-11-05 06:35:00
do Tomka Konnaka Marian Krywoń z dnia: 2019-11-05 10:18:00
Tomkowi Konnakowi Tadeusz Lis z dnia: 2019-11-05 16:30:00
Sprostowanie Tadeusz Lis z dnia: 2019-11-05 18:23:00
trudne wybory Tomasz Konnak z dnia: 2019-11-06 08:58:00
do Tomka raz jeszcze Tadeusz Lis z dnia: 2019-11-06 13:50:00
do Mariana i Tadeusza Marek Kolasa z dnia: 2019-11-07 10:00:00
kolejne odpowiedzi na pytania Tadeusz Lis z dnia: 2019-11-07 17:50:00
post Colonela nadal zagadką Krystyna Czuba z dnia: 2019-11-08 12:40:00