
Ponieważ ciekawe pytania, uwagi i komentarze Kolegów pod poprzednim odcinkiem (http://www.kulinski.navsim.pl/art.php?id=2116&page=0 )zaczynały za bardzo przeciążać łódkę SSI na jedną burtę postanowiłem już nie kontynuować wątku, ale rozwinąć nowy – poświęcony głównym źródłom prądu na jachcie jakim jeszcze długo pozostanie prądnica prądu zmiennego zasilana z silnika spalinowego, popularnie zwana alternatorem. Muszę wyznać, że poświęciłem sporo spacerów zastanawiając się jak maksymalnie prosto przybliżyć kolegom zagadnienia doboru, adaptacji, montażu i sterowania alternatorów w instalacjach jachtów żaglowych oraz motorowych – gdyż wbrew projektujemy je nieco inaczej.
----------------------
Jak zapewne zorientowaliście się z moich wcześniejszych dialogów z Don Jorge, uważam, że skoro każda zaawansowana technologia nie różni się zasadniczo od czarnej magii, zatem wystarczy, jeżeli większość urządzeń elektrycznych będziemy traktowali jako czarne skrzynki – o znanych podłączeniach i charakterystyce działania. Jednak ze względu na krytyczne znaczenie alternatora, jako głównego źródła prądu, musimy przyjrzeć się mu nieco głębiej – gdyż bez tego nie moglibyśmy ze zrozumieniem kontynuować wątku o specjalnych regulatorach jachtowych oraz wymienić się doświadczeniem co zrobić, gdy pacjent zacznie nam niedomagać akurat na środku Atlantyku. Generalnie alternatory mimo, że są rodzaju męskiego mają bardzo wiele cech kobiecych. Traktowane z miłością i szacunkiem są bardzo wierne i pracowite przez długie lata, a ich kaprysy i ewentualne nieporozumienia w dialogu z akumulatorami i resztą instalacji jachtowej dają się łatwo łagodzić metodami delikatnej perswazji i przemyślanych korekt - niekiedy ich zbyt ognistego charakteru. Ale tworzą szczęśliwe związki wyłącznie wtedy, gdy ich temperament i sposób reagowania zostanie ściśle dopasowany do charakteru naszej instalacji. Jeżeli jest inaczej potrafią wykazać ekstremalną wściekłość zdradzonej kobiety paląc za sobą wszystkie mosty (poczynając od mostków diodowych) – a czasami również część komory silnikowej – o czym za chwilę.
Zacznijmy zatem wyjątkowo od zajrzenia do ich wnętrza i próby dogłębnego zrozumienia jak działają – w tym przypadku ryzykowałbym stwierdzenie, że jest to możliwe. Każdy alternator jachtowy składa się z następujących, głównych części (rysunek pochodzi ze strony miłośników samochodu Honda Civic http://www.civic4g.pl/faq/alternator.html ):
Sercem alternatora jest wirnik, do którego przez regulator napięcia doprowadzany jest prąd wzbudzenia. Wytwarzane pole magnetyczne powoduje powstanie prądu zmiennego w stojanie. Prąd ten jest następnie prostowany w mostku diodowym i wyprowadzony na zaciski zewnętrzne alternatora - oznaczane zazwyczaj B+ (dodatni) oraz nr 31 (minus) – patrz poniższy rysunek. Dodatkowo wyprowadzony jest przewód o oznaczeniu D+ pod który podłączona jest lampka kontrolna pracy alternatora (lampka sygnalizacji ładowania). Uwaga! Ta lampka musi:
1. Mieć dokładnie taką moc jak przewidział producent – a więc lampki oryginalnie 5W nie zastępujemy lampką 2W ani 10W – mimo, że każda z nich może mieć taki sam cokół i zmieści się w obudowie panelu przyrządów
2. Musi być sprawna – jeśli jest przepalona może to uniemożliwić rozruch alternatora. Dlaczego? Popatrzmy na schemat – w chwili rozruchu alternator musi być pobudzony z zewnętrznego źródła (w przeciwieństwie do prądnić z magnesami stałymi). Taką funkcję pełni właśnie podłączenie D+.
Analizując ten schemat dochodzimy do ważnego wniosku – nie zostawiajmy na dłuższy czas włączonej stacyjki przy niepracującym silniku! Po pierwsze - prawie na pewno doprowadzi to do rozładowania akumulatora, a po wtóre może doprowadzić do spalenia wirnika – gdyż nieruchomy jest, mimo, że płynie przez niego mały prąd, bardzo słabo chłodzony. Skąd pomysł na zostawianie włączonej stacyjki? Ponieważ widziałem u Kolegów tak wykonane instalacje, gdzie stacyjka była jednocześnie wyłącznikiem instalacji jachtowej – to prosty błąd bezrefleksyjnego skopiowania schematu instalacji samochodowej (jak podłączyć instalację do alternatora lub alternatorów – o tym w następnych odcinkach)
Jeszcze tylko dodam, że przewód W jest wyprowadzeniem sygnału zmiennego na obrotomierz elektroniczny (w silnikach wysokoprężnych). O jego podłączeniu i kalibracji innym razem – nie bądźcie jednak zaskoczeni, gdy wymontowany z ciągnika lub samochodu obrotomierz nie zadziała Wam na jachcie – poradzimy sobie z tym w następnych odcinkach – podobnie jak ze sprytnym podłączeniem bardzo taniego tachometru.
Teraz rzecz o tym jak profesjonalnie dobrać i zaadaptować alternator dla potrzeb instalacji jachtowej. Zaraz, zaraz – złapiecie mnie za rękę – po co tutaj wydziwiać, bierzemy samochodowy alternator, sprawdzamy czy pasuje uchwyt i kółko paska klinowego – i voila!
Niestety mam dla Was złą wiadomość – to szeroka i prosta droga do elektrycznego piekła na środku Atlantyku – żaden alternator samochodowy zdjęty z półki nie nadaje się do pracy na jachcie. Żeby to zrozumieć (pomijając kwestię jego uodpornienia na wilgoć – o marynizacji alternatorów samochodowych pisałem już wcześniej) musimy dokładnie przeanalizować warunki pracy naszej instalacji jachtowej. Otóż alternator pracuje na jachcie żaglowym w zupełnie innych warunkach niż w samochodzie. Dlaczego? Pomyślmy chwilę – przekręcamy kluczyk w naszym samochodzie. Żarłoczny rozrusznik rzuca się na akumulator i ciągnie z niego kilkaset amper – ale tylko przez 3-5 sekund.
Po chwili akumulator jest już całkowicie odbudowany, a nadwyżka jego mocy spokojnie pokrywa zapotrzebowanie wszystkich innych odbiorników elektrycznych samochodu. Na jachcie żaglowym jest zupełnie inaczej – bardzo długo – średnio 23 godziny na dobę rozładowujemy bank akumulatorów nawigacyjnych i hotelowych, a potem chcielibyśmy w ciągu godziny do półtorej go naładować. Tak a propos, jeden z Czytelników SSI zadał mi pytanie, czy jest obojętne, kiedy uruchamiamy ładowanie akumulatorów? Moim zdaniem optymalne jest uruchamianie ich na godzinę, dwie przed zachodem słońca – tak zawsze robiłem na moich łódkach. Dlaczego? Z trzech powodów:
1. Po pierwsze nie mam jeszcze śpiących w kojach
2. Mam wtedy gorącą wodę zaburtową do mycia dla wszystkich (potem się tylko spłukujemy słodką – którą zawsze jestem zmuszony drastycznie oszczędzać)
3. Nie mam jeszcze włączonych nocnych odbiorów – więc mniej obciążony alternator pracuje w dłużej w lepszych termicznie warunkach (patrz dalej).
Drobna dygresja-przypomnienie. Jeżeli mamy silnik wysokoprężny o małej mocy (10-12 KM) i właściwy alternator to przy rozładowanych mocno akumulatorach możemy pozwolić na jego pracę wyłącznie na luzie, płynąc pod żaglami lub stojąc na kotwicy. Jeżeli mamy silnik o mocy rzędu 20 KM i więcej ładowanie powinno być zawsze przy włączonym biegu – inaczej zyski z zaoszczędzonego paliwa nigdy nam nie zrekompensują przyspieszonego zużycia silnika pracującego pod zbyt małym obciążeniem (patrz poprzednie artykuły). Dlatego dla jachtów krążowniczych zazwyczaj w instalacjach projektujemy osobne generatory do obsługi długich czasów spędzanych na kotwicowiskach – ale to już jest zupełnie inna opowieść, gdyż niekoniecznie muszą to być silniczki wysokoprężne.
Wracamy do doboru alternatora. Jaka powinna być jego optymalna moc? Jego dobór nie jest trudny – punktem wyjścia jest najbardziej łakomy odbiór – czyli bank akumulatorów hotelowych.Oto prosty algorytm wymiarowania alternatora jachtowego. Punktem wyjścia jest maksymalny prąd, który pobiorą rozładowane akumulatory. Wynosi on bezpiecznie dla akumulatorów głębokiego rozładowania do 25% prądu wynikającego z ich pojemności znamionowej (uwaga: ze względu na trwałość optymalne jest ładowanie prądem 10-cio godzinnym – czyli 30A. Ale to nierealistyczne w przypadku jachtu żaglowego). Akumulatory AGM wytrzymują jeszcze większe prądy – do 50%. Ale na małym jachcie takie moce poza wyjątkowymi sytuacjami są trudne do osiągnięcia tanim kosztem – jednak jeśli któryś Czytelników będzie tym zainteresowany lub oddziedziczony właśnie spadek pozwolił Mu zainstalować potężny bank LI-ION, który wymaga zupełnie innej obsługi – proszę dać znać Jurkowi i napiszę o tym jako uzupełnienie tego artykułu.
Wracamy jednak do naszego przykładu. Dla rekomendowanego banku minimum 300 Ah wynosi on 0,25 x 300 = 75 A – ale uwaga, pod warunkiem, że temperatura akumulatora nie przekroczy 52 st. C – pomiarach temperatury i kontrolerach z kompensacją w następnych odcinkach.
Czy taki prąd wystarczy? Nie – bo musimy dodać jeszcze odbiory, pracujące równolegle z ładowaniem. Zaufajcie mojemu doświadczeniu i oszacujcie je na 15 A (tutaj przykładowy bilans energetyczny jachtu www.sykahir.szczecin.pl – niektóre wartości są dyskusyjne, proszę starannie przeczytać komentarz Autora).
Czyli alternator powinien nam dostarczyć 75 + 15A = 90A. Jednak nie byłoby dobrze, gdybyśmy zmuszali naszego dobroczyńcę do pracy z maksymalną mocą ciągłą. Dlatego stosujemy współczynnik korekcyjny wynoszący 1.25 (fudge factor) i otrzymujemy pożądany prąd maksymalny rzędu 90 A x 1.25 = 112,5 A czyli idealny byłby alternator dający prąd maksymalny 110-120 A. A teraz uwaga: większość starszych samochodów osobowych ma mniejsze alternatory – zazwyczaj mają one 45, 55, 75 lub – rzadko: 90 A. Któryś z nich zapewne przewraca się w kącie Waszego garażu…
Ale dzisiaj nie jest problemem kupno alternatora o prądzie maksymalnym 120-130 A (na "Donaldzie" świetnie się sprawdza nieco tłustsza sztuka - 150A. Była w tej samej cenie co 110A). Szukajcie oczywiście profesjonalnie regenerowanego alternatora (nie nowego!) np. od Audi A4. Jego koszt nie powinien przekroczyć 250-350 zł.
Teraz zweryfikujmy poprawność naszych obliczeń. Jak zapewne domyślacie się, produkowany prąd jest zarówno funkcją obrotów, jak i temperatury wewnętrznych uzwojeń alternatora. Oto referencyjna tabela (dzięki uprzejmości jednego z najlepszych na świecie wytwórcy alternatorów jachtowych – niestety nie tanich – firmy Balmar)
Załóżmy, że dobierzemy standardowe przełożenie zwiększające obroty napędu sprzęgła alternatora rzędu 1:3 oraz rekomendowany alternator 120 A/12V. Zatem przy obrotach silnika 1500 otrzymamy stabilne 98 A przy gorącym alternatorze na kotwicowisku na Karaibach. Bardzo dobrze!
A może jeszcze zwiększymy przełożenie (w górę)? Nie – to nie jest dobry pomysł. Większość alternatorów ma graniczną prędkość obrotową rzędu 10 tys. obrotów na minutę. Wyjątkowo 15 tys. obrotów – ale wymaga to zarówno dobrej jakości łożysk, jak i zazwyczaj indywidualnego wyważania wirnika. Poza tym sprawność przełożenia maleje wraz ze wzrostem jego wartości. Zauważmy również, że gdybyśmy chcieli zastosować popularny do niedawna alternator samochodowy 70A/12V to mamy w instalacji deficyt 90 A-62 A = 28A!
Dlaczego taka analiza jest ważna – oto przykład braku elementarnej wiedzy (będę o tym pisał w artykule o anty-marynizacji silnika). Na silniku, który z definicji miał służyć jako napęd dla jachtu pływającego po Atlantyku autor nieszczęsnej „marynizacji” zaproponował oryginalny alternator Kuboty – maksymalny prąd 30-40A (hot, cold) – odrzucając sugestie jego wymiany. Pomińmy tutaj sposób poprowadzenia odbioru mocy, który w skojarzeniu z wadliwie wykonanym kolektorem wydechowym doprowadził do groźnego pożaru. Pożar na szczęście miał miejsce w porcie, w czasie prób technicznych i poświęcając kurtkę od sztormiaka udało się go ugasić – w morzu prawdopodobnie nie byłoby tak dobrze.
Tutaj pojawia się mi się refleksja – jest jakaś głęboka mądrość w instalacjach technicznych, która każe się przyrodzie nieożywionej oczyszczać z błędnych linii rozwojowych. W tym wypadku, gdyby nie przebudowano instalacji po stronie odbiorów, a Kapitan nie był bardzo doświadczony i zdyscyplinowany, wadliwe rozwiązanie wyeliminowałoby się samo wraz z zatonięciem spalonego jachtu. Sic transit gloria mundi…
Załóżmy, że mamy już na nabrzeżu zmarynizowany alternator o właściwie dobranej mocy. Teraz kilka słów o jego montażu. Musi on być wyjątkowo solidny (w porównaniu ze standardowym montażem z samochodów lub maszyn roboczych). Dzieje się tak dlatego, że przy głęboko rozładowanych akumulatorach obciążenie paska klinowego jest bardzo duże – w konsekwencji w układzie mocowania pojawiają się bardzo duże moce (jakie – policzymy za chwilę – zapewniam, że będziecie zdumieni). Tutaj przykład ładnie wyglądającego i całkowicie wadliwie wykonanego napinacza.
Wykonany został z niedorzecznie miękkiej stali. W konsekwencji wytrzymał na wodzie 7 ładowań akumulatorów, po czym pękł. Jako urodzony optymista pocieszałem się, że wprawdzie niskowęglowa stal była wyjątkowo podłej jakości – ale za to spawała się wybornie. Jak powinien być wykonany? Przede wszystkim:
1. Należy użyć grubszej, twardszej stali – najlepiej kwasoodpornej
2. Napinacz powinien mieć naspawane dodatkowe żebro usztywniające – tylne lub krawędziowe
3. Śruba napinająca górna powinna być zaopatrzona w ucho, które pozwoli wpiąć pomiędzy nią, a punkt mocowania na bloku typowy ściągacz wantowy – jest to jedyny znany mi praktycznie sposób utrzymania prawidłowego naciągu paska napędowego. Beczka ściągacza jest zazwyczaj wygodnie dostępna od czoła – jeden, półtora obrotu na sezon zazwyczaj wystarcza. Inne sposoby napinania są albo nieskuteczne, albo prowadzą do uszkodzeń węży lub przewodów okalających silnik.
Pasek napędzający alternator powinien najlepiej być wielorowkowy – tak dobrej jakości, jak uda nam się kupić. Ja u siebie stosuje wysokosprawne paski zębate – ale tylko dlatego, że udało mi się dostać bardzo tanio koła o pasujących przełożeniach. W typowych zastosowaniach zdecydowanie polecałbym Wam paski nowej generacji, samonapinające (typu Poly V). Stosowane są na przykład w Fordzie Fiesta V16. Musicie jedynie pamiętać, że jeśli ograniczenia przestrzenne narzucą wam konieczność montażu alternatora bez napinacza (czego zdecydowanie bym unikał), to stosując paski samonapinające powinniśmy do jego zakładania używać prostego przyrządziku, takiego jak na fotografii poniżej (link pochodzi ze strony www.Motofocus.pl ) . Szarpanie się ze śrubokrętem prawie na pewno uszkodzi pasek. Jeżeli jesteście na musiku i nie macie przyrządu użyjcie do zakładania dwóch łopatek od przewracania omletów na patelniach teflonowych.
Ale to nie wszystko – zamawiając u regeneratorów marynizowany alternator o tej mocy dokupcie od razu do niego jednokierunkowe sprzęgło przeciążeniowe – bardzo, bardzo wydłuży Wam żywotność paska (kosztuje około 50-70 zł, z zestawie z alternatorem zazwyczaj taniej). Eliminuje ono szkodliwe poślizgi w trakcie gaszenia silnika lub przy gwałtownej redukcji obrotów – co jest charakterystyczne w manewrach portowych. Sprzęgło takie wygląda tak (zdjęcie dzięki uprzejmości firmy www.damtech.com.pl )
Co z dolnym kółkiem? Albo wycieczka na szrot samochodowy – albo zamówienie jego wytoczenia w dobrym warsztacie. To drugie rozwiązanie może być sumarycznie tańsze, ponieważ od razu będziecie mieli je dopasowane do wału Waszego silnika (w sensie średnicy i odsadzenia). Dodatkowo warto jest od razu z jednego zamocowania wytoczyć koło pod napęd innych odbiorów – np. pompy wody lub drugiego alternatora. Uprzedzając ponawiające się pytania Czytelników od razu odpowiem, że ze wszystkich rozwiązań zasilania instalacji jachtowej, które zbudowałem (zarówno jachtu żaglowego, jak i motorowego) zdecydowanie najelegantsze, najtańsze i najbardziej niezawodne jest rozwiązanie z 2 alternatorami oraz fizycznie odseparowanymi obwodami. rozruchu oraz hotelowym. Drugim alternatorem powinien być wtedy malutki alternator – polecałbym bym tutaj jeden z dwóch: od TICO (0.8) lub motocykla Suzuki GSX750RW po 1987 roku. Oba są bardzo trwałe i niezawodne. Być może można użyć jakiś innych – ale unikam pisania o rzeczach, których osobiście nie wypróbowałem. W razie potrzeby takie alternatory będą mogły być użyte jako główne (awaryjnie) – specjalnie tak zaprojektujemy instalacje.
Jak mocować dodatkowy alternator? Można użyć gotowego zestawu fabrycznego (tutaj wzorowe rozwiązanie http://www.reginasailing.com/General/Boat/Equipment/HOA.html ).
Niestety cena zestawów fabrycznych wskazuje na to, że wykonane są z czystego złota złupionego Aztekom. Dlatego sugerowałem już w poprzednich artykułach wykonanie specjalnej ramy szczątkowej pod silnik – i dopiero do nich instalowanie wszystkie odbiory PTO na płycie chłodzące – w tym dodatkowego alternatora.
Niekiedy w jachtach motorowych istnieje potrzeba zamontowania większych mocy (a z różnych powodów nie chcemy przejść na instalację 24 lub 48 V).
Wtedy najlepiej jest zastosować kilka alternatorów mocowanych w sposób jak na fotografii. Powinny być one wtedy napędzane specjalnym typem paska (S-BELT, serpentine belt).
Dla hardkorowców sugerowałbym montaż alternatorów na specjalnej, aluminiowej płycie chłodzącej – tutaj przykład realizacji firmy pod znamiennym tytułem power-bastards
…może niekoniecznie w takiej ilości.
Na zakończenie obiecałem, że policzymy maksymalną moc niezbędną do napędu naszej elektrowni (obliczenia te powinniśmy skonfrontować z sugestiami producentów pasków wielorowkowych). Oto obliczenia:
Moc na zaciskach naszego hipotetycznego alternatora wynosi:
120 A x 14.4 V = 1728 W
Jaka jest moc potrzebna na wałku napędowym? Sprawność alternatora wynosi 0,7 – 0.8. Przyjmujemy niższą wartość dla alternatora o utrudnionym chłodzeniu. Czyli potrzebujemy na wałku napędowym:
1728/0,7 = 2468 W
Jaka jest sprawność przekładni z pasowej? Waha się ona od 0.6 do 0.95 (tutaj bardzo ładny, elementarny wykład z podstaw konstrukcji maszyn www.ikem.pwr.wroc.pl/pkmit - szukajcie badania przekładni pasowej). Przyjmijmy, że sprawność naszej przekładni wyniesie 0,82 dla średniego obciążenia alternatora na naszym jachcie. Zatem silnik musi nam dostarczyć:
2468 W/ 0.82 = 3010 W – czyli przywołując stare konie mechaniczne nasz alternator musi oddać:
3,010 kW/ 0,7355 = 4,1 KM !
Dla jachtowego silnika o mocy 55-75 KM, to prawie niezauważalne obciążenie. Ale tylko teoretycznie. Nawet benzynowa, wysokomomentowa, widlasta ósemka, która napędza Landrovera wyraźnie zauważa załączenie alternatora. Co zatem zrobić w przypadku silników jachtowych o mocy 10-12 kM?
Rozwiązanie jest proste – ale zajmiemy się nim w następnym odcinku, w którym opowiemy, dlaczego powinniśmy się brzydzić standardowych, samochodowych regulatorów napięcia alternatora oraz jak inteligentnie wpiąć alternator (lub alternatory) w naszą instalację jachtową…
Pytania i komentarze najchętniej publicznie – na ręce DON JORGE.
Pozdrawiam.
T. L._______________________________
L.
PS. Jeżeli zdecydujecie się na montaż zalecanego sprzęgła przeciążeniowego, to sugerowałbym kupno od razu najtańszego zestawu kluczy do alternatorów (zestaw 13 kluczy kupicie już za 80 zł – oznaczenie kodowe SN401). Pozwalają na jednoczesne odkręcanie śruby mocującej koło pasowe (za pomocą odpowiedniego bitu) oraz przytrzymywanie koła ze sprzęgłem (za pomocą specjalistycznej nasadki). Dodatkowo rozważyłbym też komplet uniwersalnych kluczy oczkowych typu hakowego do alternatorów (gięte) (cena około 30 zł) Ja używam kluczy firmy BASS – idealnie się sprawdzają w ciasnej przestrzeni podkokpitowej obok ulubionego zestawu płaskich kluczy oczkowych z grzechotką 72 zębną (też około 80 zł za podstawowy zestaw 8-19 mm). Jest to jedna z lepszych inwestycji narzędziowych, która posłuży Wam na długie lata. Będziecie nimi pracować szybko i skutecznie w dowolnych zakamarkach jachtu.
Dla mnie elektrycznosc to jest wiedza tajemna, ale dzieki artykulom Tadeusza nawet i ja cos lapie.
Sa po prostu swietne !
Doceniam wiedze i naklad pracy.
A przeciez Ty - Don Jorge dobrze wiesz, ze czasem bywam krytyczny oceniajac artykuly w Twoim okienku.
Pzdr
Mikolaj Frisch
Sztokholm
Pytanie Mariana: Zauważyłem, że malowanie obudowy alternatora starcza mi maksimum na 2 sezony. Potem farba miejscami schodzi (malowałem farbą nitro do ram rowerowych) i obudowa mi dość mocno koroduje. Korozja zwłaszcza występuje silnie w miejscu mocowania (przy śrubie) – na tyle mocno, że w sezonie potrafi mi się zluzować śruba. Zamieniłem śrubę ocynkowaną na nierdzewną, jest jakby trochę wolniej, ale cały czas mam ten problem. Czy coś z tym można zrobić?
---------------------
Odpowiedź Tadeusza: Panie Marianie! Z dużym prawdopodobieństwem ma Pan do czynienia z korozją elektrochemiczną spowodowaną zużyciem (albo brakiem) elektrody cynkowej zabezpieczającej silnik (najczęściej jest montowana w wymienniku ciepła jako tak zwana elektroda ołówkowa). Przede wszystkim sprawdziłbym to. Można skutecznie pomalować alternator zwykłym lakierem samochodowym, ale trzeba go bardzo starannie oczyścić. Najpierw szczotką miedzianą, a potem odtłuścić acetonem pamiętając o zakamarkach odlewu (pomagają waciki do czyszczenia uszu). Jeżeli jednak potrafi go Pan rozebrać i złożyć, to ani chwili bym się nie wahał, tylko zaniósł (lub wysłał) obudowę do lakierni proszkowej. Nie robiłem tego dawno, ale z tego co pamiętam przed kilku laty raz zapłaciłem 30 zł, a teraz to pewnie do 60 zł . To jest najtrwalsze i najbardziej estetyczne zabezpieczenie. Tak samo może Pan pomalować proszkowo również pokrywę rozrządu.
Pytanie: Mam duży kłopot z grzaniem się alternatora – mimo, że nie jest obciążony dużym prądem. Dwa razy u elektryka wymieniałem łożyska – chyba z nich wycieka smar, bo wnętrze jest upaprane czymś tłustym. Niestety alternator jest umieszczony tak, że pod nim idzie bezpośrednio wylot kolektora wydechowego. Zastanawiam się nad tym, żeby zamieścić dodatkowy wentylator elektryczny, który nadmuchiwałby powietrze na czoło alternatora. Co Kolega o tym sądzi?
Odpowiedź: Myślę, że można to zrobić prościej. Silnik wysokoprężny potrzebuje dużo powietrza. Dosztukowałbym rurę od filtra powietrza i jej wylot umocował za tylną ścianką alternatora (tam gdzie jest wylot powietrza chłodzącego z alternatora – ewentualnie dokładając gotowy stożek z lejka paliwowego) – to powinno rozwiązać problem. Drugim rozwiązaniem jest założenie małego wentylatora plastikowego z obciętymi skrzydłami na górne kółko pasowe silnika. Przy odrobinie szczęścia będzie pasował od większości małych samochodów np. TICO.
Odnośnie łożysk – sugerowałbym wyłącznie używanie łożysk zamkniętych. Proszę też pamiętać, aby łożyska były smarowane minimalną ilością smaru. Przypomnę jedynie, że łożyska kulkowe smarujemy nie po to, aby zmniejszyć tarcie w nich (bo smarowanie w oczywisty sposób zwiększa ich opory ruchu), ale po to, aby zmniejszyć naciski jednostkowe pomiędzy kulką, a gładzią bieżni. Dodatkowo sprawdziłbym, czy silnik nie ma małych przedmuchów spod uszczelki kolektora wydechowego – alternator jest świetnym zbieraczem sadzy z nieszczelnego wydechu i par oleju z odpowietrzenia skrzyni korbowej, które nie zostało prawidłowo wpięte w kolektor ssący (bardzo częsty błąd w instalacjach). To dość niebezpieczne, bo kombinacja iskrzenia zużytych szczotek i gorących par oleju tworzy połączenie, które może być głębokim natchnieniem dla konstruktorów zapalniczek…
Pytanie Tomasza: w poprzednich komentarzach napisał Pan, że alternator może pracować w obu kierunkach (to znaczy zgodnie z ruchem wskazówek zegara, albo przeciwnie), ale wymaga drobnej modyfikacji.to Na czym polega ta modyfikacja?
-----------------------------
Odpowiedź Tadeusza: trzeba zmienić kierunek przepływu powietrza przez alternator. Możemy to osiągnąć w prosty sposób kupując wentylator mocowany na wałku przystosowany do pracy zgodnie z pożądanym kierunkiem obrotów. Jeżeli w swojej miejscowości nie ma Pan możliwości kupna, to sugerowałbym:
a. Kupno wentylatora komputerowego o średnicy 140 mm (są zarówno lewe, jak i prawe) – rozebranie go i po rozwiercenia otworu nałożenie na wałek.
b. Kupno wentylatora od alternatora stosowanego w ciągnikach ursus c-330 lub c-385 (nota bene są to jedne z najtańszych alternatorów na rynku małej mocy – ale bardzo solidnie wykonanych) – ewentualnie przygiąłbym nieznacznie we właściwą stronę łopatki
c. Narysowanie odpowiedniego wentylatora i zlecenie wycięcia go laserem lub wodą z blachy aluminiowej 1 mm – a potem odpowiednie wygięcie płaskoszczypami łopatek
Pytanie Romana: rozebrałem alternator, wyczyściłem pierścienie (te od szczotek – szczotki były jeszcze dobre i zmieniłem łożyska na te o których kolega pisał (RS). Ale teraz za cholerę nie wiem jak wsadzić szczotki ma miejsce, żeby ich nie połamać. Muszę je jakoś włożyć od tyłu, ale nie wiem jaj je podważyć (śrubokręt cienki wchodzi przez otwór chłodzenia, ale jak podpieram jedną to druga spada, albo odwrotnie. Szlag by to trafił! Ratunku!
Odpowiedź Tadeusza: Drogi Kolego Romku! Twoja frustracja jest całkowicie uzasadniona. Przy pierwszym rozebraniu (próbie złożenia) alternatora, tę wpadkę zalicza każdy. Trick jest bardzo prosty. Przewiąż przed złożeniem szczotki juzingiem, ściskając sprężyny dociskowe w szczotkotrzymaczu. Złóż teraz spokojnie tył alternatora – szczotki są teraz około 3-4 mm nad pierścieniami. Skręć obudowę. Weź żyletkę albo ostry nóż. Przytrzymaj juzing dwoma palcami dociskając go do obudowy i przetnij go między palcami. Pozwól aby z jednej strony nitka wysunęła się spod palca – szczotki powinny łagodnie opaść na pierścienie ślizgowe. Wysuń nitkę.
Opowiedz o tym tricku dwóm innym żeglarzom…
Pytanie: mam nieznany alternator, jest w porządku (tak mówi elektryk), ale nie ma do niego regulatora napięcia. Czy można by dobrać coś innego?
---------------------------------
Odpowiedź: tak. Moja pierwsza myśl to regulator od alternatora z Poloneza. Na jachcie bardzo nam pasuje, że punkt odcięcia ma ustawiony na 14.4 V a nie 14.1 V (kosztuje poniżej 20 zł). Podłączenie jest łatwe – proszę poszukać schematu w internecie, bo w komentarzach nie możemy zamieszczać grafiki. Po podłączeniu proponuje go przed montażem na jachcie sprawdzić w zakładzie elektrotechnicznym na stole probierczym
Pozdrawiam. T.L.
Pytanie Mariusza: Czy jest możliwe, że na jachcie kolegi został uszkodzony w czasie pracy alternator, ponieważ nowy załogant przełączył banki akumulatorów w czasie pracy silnika? Czy to prawda, że jest to niedopuszczalne? Czy można się przed taką sytuacją zabezpieczyć?
--------------------------------
Odpowiedź Tadeusza: Tak. Uszkodzenie o którym pisze Kolega Mariusz jest bardzo prawdopodobne, w przypadku tanich wyłączników wysokoprądowych (obrotowych), używanych na starszych jachtach. Jak pisałem już poprzednio alternator ulega uszkodzeniom elektrycznym w przypadku gwałtownego spadku obciążenia. Droższe przełącznik mają zestyk rozłączający wzbudzenie alternatora, oznaczany jako AFD (Alternator Field Disconnect) (patrz: tutaj: http://bluesea.com/category/1/productline/3 ) lub są tak konstruowane, że przy przełączaniu obwodu nigdy nie występuje ich całkowite rozłączenie.
Innym, relatywnie tanim zabezpieczeniem są tak zwane zabezpieczenia przeciwprzepięciowe (ok.. 25$ patrz: tutaj: http://www.defender.com/product.jsp?path=-1|328|6421&id=185874) wpinane pomiędzy +, a masę instalacji. Tutaj fotografia jak go podłączyć do istniejącego na jachcie alternatora - http://www.zrd.com/faq/esdfaqitssp.html
Nie jest trudno wykonać takie zabezpieczeniu samemu dobierając odpowiednią diodę Zenera (opis działania diody Zenera tutaj: http://pl.wikipedia.org/wiki/Dioda_Zenera ). Jeżeli nie ma danych producenta alternatora (a najczęściej ich nie mamy), przyjmijcie dla instalacji 12V napięcie przebicia na zabezpieczeniu rzędu 40-45V. Doda powinna mieć możliwie małą zwłokę.
Stosowane są również zabezpieczenia kondesatorowe (około 40 zł). W Polsce najprościej jest kupić je posługując się kodem referencji VAL592849 (VALEO).
Pzdr.
Tadeusz
Pytanie Stefana: w czasie rejsu powrotnego ze Szwecji zauważyłem na nocnej wachcie, że zaczyna mi żarzyć lampka (czerwona) alternatora. Gaśnie przy wyższych obrotach i woltomierz pokazuje ładowanie (ale chyba trochę słabsze niż zwykle). Co może być powodem?
-----------------------------
PS. Co zrobić z zalanym morską wodą alternatorem ? – w następnym komentarzu.
T.L
Pytania Krzysztofa: w czasie weekendowego postoju w porcie od piątku wieczora (poniedziałek rano byliśmy na burcie z powrotem) pozostał włączony do gniazda zapalniczki notebook (stara Toshiba Satellite L300), czego nie zauważyliśmy, ponieważ zadziałał wygaszać ekranu, została też włączona 10W światła silnikowego pod salingiem (cała załoga była poza jachtem, z powodu awarii prostownika jacht nie był podpięty do sieci). Baterie mieliśmy 2 letnią (tuż po okresie gwarancji) około 200 Ah. Po wyjściu w morze okazało się, że nic nie działa z elektroniki, napięcie zmierzone na zaciskach akumulatora nawigacyjnego wyniosło 5,9 V. Silnik dał się uruchomić (mamy osobno akumulator 55 ah), ale wyglądało na to, że padł również alternator, ponieważ nie było ładowania (woltomierz nie pokazywał po godzinie wzrostu napięcia – stale było 5,9V) . Silnik uruchamialiśmy mając główny przełącznik w położeniu 2 – to znaczy ładowana była bateria hotelowa.
W następnym porcie elektryk jachtowy wymienił obie baterie i sprawdził alternator (+50 EUR dodatkowo), który okazał się dobry. Mamy dwa pytania:
1. Czy rzeczywiście baterie mogły się rozładować i uszkodzić od notebooka?
2. Czy można było coś jeszcze zrobić w morzu (albo samemu w porcie) ?
3. Czy są jakieś zabezpieczenia przed taką sytuacją rozładowania?
Odpowiedzi Tadeusza: Panie Krzysztofie, oto przybliżona odpowiedź, ponieważ nie znam schematu instalacji – ale wydaje mi się, że diagnoza jest dość prawdopodobna:
1. Odpowiedź 1. Czy baterie mogły się rozładować? Policzmy: załóżmy optymistycznie, że bateria była w pełni naładowana w chwili pozostawienia notebooka. Jeśli dobrze pamiętam serie 300 Toshiby miały dość duży zasilacz (120 W 6,3 A, 19V) – ale prawdopodobnie używaliście Państwo albo ładowarki samochodowej, która miała mniejszą moc (90W, 4,75A), albo przetwornicy zewnętrznej 12/220V. Z tego co pamiętam nowsze modele tych ładowarek miały automatyczne odcięcie przy 10,5 V, ale starsze nie. Przyjmijmy zatem do obliczeń, że stale był pobierany prąd 5A +1A (żarówka na maszcie) = 6A. Zatem od piątku wieczora (załóżmy od 20.00 w piątek do 8 rano w poniedziałek upłynęło 52 godziny. Teoretycznie pobrano 52 x 6 A = 312 Ah. Oczywiście to niemożliwe, gdyż spadające napięcie na akumulatorach w którymś momencie nie pozwoliło się już wzbudzić przetwornicy w zasilaniu notebooka, ale resztki energii wyssała żarówka na maszcie. Zatem rzeczywiście sprawne akumulatory zostały rozładowane praktycznie do 0. Czy baterie mogły się uszkodzić? To zależy, teoretycznie tak, w praktyce uważałbym, że raczej nie (ponieważ baterie były relatywnie nowe i w stanie głębokiego rozładowania pozostawały stosunkowo krótko – zatem stopień ich zasiarczenia nie powinien być dramatyczny. Również wewnętrzne zwarcie płyt uważałbym za mało prawdopodobne, gdyż pobierany prąd był stosunkowo niewielki).
2. Odpowiedź 2: tak. Przy tak niskim napięciu z dużym prawdopodobieństwem nie zadziałało z powodu wzbudzenie alternatora – podejrzewam, że było ono wpięte właśnie w ten obwód – a nie w obwód akumulatora rozruchowego (co raczej warto poprawić). Co należało zrobić? Na pracującym w morzu silniku oraz przełączniku w położeniu 1 (ładowanie akumulatora rozruchowego) podać kablem (jumper) napięcie na zaciski akumulatora nawigacyjnego. Prawdopodobnie wzrost napięcia byłby na tyle duży, że wzbudziłby alternator. Chociaż ryzykujemy tutaj brak możliwości późniejszego uruchomienia silnika.
Jeżeli jednak po tych artykułach (patrz następny odcinek o regulatorach napięcia) zrozumiecie Państwo w pełni jak działa układ elektryczny ładowania, to zauważycie, że znając typ Waszego regulatora napięcia (P-type lun N-type) bylibyście Państwo wzbudzić alternator ręcznie wykorzystując dobry stan akumulatora rozruchowego – nie jest to trudne, opisze to w odcinku poświęconym postępowaniu z instalacją elektryczną w sytuacjach awaryjnych.
3. Odpowiedź 3. Tak. Zabezpieczenia kosztują od 20 do 250 zł w zależności od maksymalnego prądu, jaki może być pobierany oraz stopnia wyrafinowania automatyki (proszę wpisać w googla zabezpieczenie akumulatora). Są one wpinane pomiędzy akumulator, a odbiory. Gdy napięcie spadnie poniżej 10,5 V (zazwyczaj), akumulator jest odcinany automatycznie od instalacji – przełącznik awaryjny pozwala wyłączyć odcięcie. Planuje opisać sposób ich włączania w instalacje w następnych odcinkach. Podobną funkcjonalność znajdziemy we wcale nie drogich sterownikach do paneli słonecznych. Jak ją inteligentnie wykorzystać?
Czytajcie uważnie SSI…
Odpowiedź Tadeusza: raczej nie. Z następujących powodów:
1. Za te pieniądze kupuje Pani używanego notebooka w nieznanym stanie (i nie wiadomo, czy z legalnym oprogramowaniem)
2. Starsze notebooki mają duży apetyt – bez problemu łykają 4-5 A
3. Trudno będzie go zmarynizować
4. Nie potrzebuje Pani takiego dużego ekranu
Nie chciałbym jednak Pani zniechęcać do eksperymentów, poszedłbym jednak nieco inną drogą, którą zacząłem teraz testować na moim 12-letnim siostrzeńcu Adasiu, którego rozsadza pasja konstrukcyjna, co oznacza dla mnie, że muszę mu dostarczyć stale nowych wyzwań. Nie mogą to być zadania zbyt trywialne, bo Adaś się szybko nudzi. Więc teraz zadałem mu zadanie zrobienia z LEGO mobilnego robota wyposażonego we wszystkie zmysły. Oczywiście do tego potrzebuje jakiegoś komputera do sterowania (to podobne zadanie, do tego, które sformułowała Pani). Żeby mógł zacząć, kupiłem mu za 35 USD jednoukładowy Raspberry PI oraz małą pamięć SD za następne 7 USD. Ale poza tym pozbawiłem go wszystkich innych rzeczy, obserwując, jak będzie sobie radził. Adam zadział tak:
a. Nie miał zasilacza, ale wpadł na to, że może wziąć starą ładowarkę od komórki
b. Nie udało mu się podłączyć dużego monitora od starego PC, ale zrozpaczony wydłubał ekran z odtwarzacza samochodowego DVD (7 cali) i podłączył go po wejściu composite video. To sprytne, alternatywnie można by użyć ekranik od jakiejś taniej nawigacji samochodowej
c. Adaś wziął najtańszą (za 16 zł) wodoodporną klawiaturę - one na jachcie się dobrze sprawdzają, a ubrudzone smarem silnikowym można je prać w pralce automatycznej tak jak wełnę (bez wirowania, 40 stopni)
d. Ściągnął kilka systemów operacyjnych linuxopodobnych posługując się informacjami z forów Raspberry PI.
e. Uruchomił je, ale potknął się na podłączeniu sieci LAN i za małej liczbie portów USB, więc się złamałem i dokupiłem mu za 20 zł koncentrator 7 portowy i modem wifi za 25 zł (uruchmił go)
f. Całość kosztowała około 150 zł w wersji pająkowej – ale łatwo będzie zmarynizować prototyp – bo szczelną obudowę można upiec do niego w piekarniku z modeliny (zamiast z ciasta – patrz youtube), albo skleić z poliwęglanu
Pytanie Marka: Przeczytałem w podanym przez Pana linku opisy alternatorów jachtowych Balmara i mam pytanie:
1. Czym się różnią alternatory (poza istotną różnicą w cenie), skoro mają prawie identyczne prądy:
2. 60-150-SR-IG 3.15’ Saddle, 150 amps, 12 volts, Iso. Ground (dual pulley) $863.00
3. 94-165-12-IG 2” single foot, 165 amps, 12 volts, Iso. Ground (dual pulley) $1,133.00
Wygląda na to, że 15A więcej kosztuje dodatkowo 270$, czyli trzy regenerowane alternatory w Polsce. Czy są jeszcze jakieś inne różnice między nimi?
--------------------------------------
Odpowiedź Tadeusza: Tak. Drugi alternator, który pyta Kolega Marek jest przedstawicielem maszyn elektrycznych klasyfikowanych do kategorii heavy duty. Są to tak zwane alternatory wielkoszkieletowe (po angielsku Large Frame, w USA KKK – frame) stosowane na komercyjnych jednostkach pływających. Konstrukcyjnie różnią się kilkoma istotnymi szczegółami. Najważniejsze z nich to:
a. Łożyska toczne o podwyższonej trwałości i odporności na korozję (różnica pomiędzy ceną łożyska z najwyższej półki oraz dolne półki+ jest dziesięciokrotna, chociaż trwałość tylko 2-3 krotna – chodzi jednak o niższą awaryjność
b. Pierścienie ślizgowe mają większą powierzchnie styku ze szczotkami co zmniejsza obciążenie cieplne i podwyższa trwałość układu
c. Uzwojenia są wykonywane grubszym drutem, a w środku często montowany jest dodatkowy wentylator – pozwala to utrzymać temperaturę w akceptowalnych granicach nawet przy dłuższej pracy z mocą zbliżoną do maksymalnej
d. Z tych samych powodów mostki diodowe mają dodatkowe radiatory – niekiedy zaopatrzone w rurki cieplne (patrz tutaj opis działania: http://www.chlodnictwoiklimatyzacja.pl/index.php/artykuly/155-wydanie-32010/1456-budowa-i-zasada-dziaania-rurki-ciepa.html)
e. Montowane są niekiedy dodatkowe czujniki (temperatury lub drgań)
f. Wirniki są indywidualnie wyważane
Myślę jednak, że na jachtach rekreacyjnych ich stosowanie byłoby pewną nadzabijalnością. Różnica w cenie między nimi pozwala kupić programowalny regulator alternatora z górnej półki – patrz następny artykuł.
Pytanie: zetknąłem się z określeniem dual output alternator. Co to znaczy?
_________________________
Odpowiedź: jest to specjalna konstrukcja alternatora, w której mamy dwie osobne (odseparowane) sekcje ładujące. Każda z nich na swój mostek diodowy. Pozwala to w elegancki i prosty sposób zrealizować niezależne ładowanie akumulatora hotelowego oraz rozruchowego. Jednak uwaga: w tym przypadku akumulatory powinny być tego samego typu – choć oczywiście mogą mieć bardzo różne pojemności
Pytanie: Co to znaczy Isolated Ground (IG) w opisie alternatora? Z opisów wynika, jakby to była jakaś szczególna zaleta.
----------------------------------------
Odpowiedź Tadeusza: Oznacza to, że masa (-) alternatora nie jest wyprowadzona na obudowę, tylko ma swój osobny terminal na tylnej ściance. Chodzi o uniknięcie przepływu dużych prądów przez aluminiowy lub żeliwny blok silnika. Ma to zwłaszcza znaczenie na jachtach o kadłubach stalowych lub aluminiowych. Przepływ dużego prądu przez blok jest też niekorzystny w silnikach benzynowych dużej mocy instalowanych w szybkich łodziach motorowych, w których spotykamy wyrafinowaną elektronikę sterującą pracą wtryskiwaczy multisekwencyjnych. Praktyka instalacyjna pokazała, że nieustalone stany pracy alternatora zakłócają pracę elektroniki. Stąd też produkowana jest odmiana alternatorów typu IG.
W warunkach nieco większych łódek, jeżeli któryś z Kolegów napotka podobny problem na przykład w ślicznym, niezwykle lekkim i mocnym silniczku 1.3 JTD Fiata, który zdecyduje się zmarynizować – pytał mnie o to jeden z Czytelników SSI - należy po prostu od mocowania alternatora poprowadzić do minusa akumulatora gruby kabel (35). Inaczej mogą się pojawić trudne do zdiagnozowania wypadania zapłonów na wolnych obrotach. W przypadku większych łódek (LOA 40-50 ft.) o planowanym, dużym zużyciu energii silniczki te dają się łatwo zestroić na 100-110 KM (sprawdziłem to dobierając jednostkę napędową do samochodu miejskiego Żony), co oznacza w warunkach jachtowy przyzwoite 50 KM mocy trwałej marszowej (trakcyjnej) + 2 x 5 kW alternatorów (system chłodziarek, wypiek chleba, ładowanie butli nurkowych, itp.)
Pozdrawiam. T.L.
Pytanie: jakie są największe moce alternatorów na 12V? Gdzie ich szukać?
---------------------------
Odpowiedź Tadeusza: wydaje mi się, że maksymalne prądy są rzędu 320-350 A. Takie alternatory produkuje na przykład Quick Start Automotive Electric™ (http://alternatorparts.com/Extreme%20Duty%20Dual%20Rectifier%20CS-144%20type.htm)
Pytanie: czy dla zwiększenia mocy można połączyć równolegle zaciski alternatorów? Czy powinny to być alternatory tego samego typu?
----------------------------
Odpowiedź Tadeusza: Tak można. Teoretycznie przy tych samych napięciach można łączyć alternatory różnych typów. Jednak w praktyce najlepiej byłoby użyć dwóch identycznych alternatorów, wyposażonych w identyczne regulatory napięcia. Czy jednak nie lepiej byłoby rozważyć zasilania dwóch oddzielnych banków akumulatorowych przez dwa oddzielne alternatory? Czy też pomysł jest wymuszony np. planowanym dwusilnikowym układem napędowym katamarana?
Pytanie: co sezon muszę wymieniać pasek alternatora. Pasek jest prawidłowo napięty. Alternator według elektryka nie jest przeciążony. Próbowałem już różnych pasków. Co jeszcze może być powodem?
----------------------------------------
Odpowiedź Tadeusza: Miałem taki przypadek w swojej praktyce warsztatowej. Powodem był brak pracy kół pasowych w jednej płaszczyźnie rzędu 1-1.2 mm. Taka rzecz jest trudna do wykrycia gołym okiem (trzeba by wyciągnąć silnik) –ale strona paska, która będzie bardziej wystrzępiona wskazuje kierunek odchylenia. Regulujemy to podkładkami z cienkiej blachy. Jeśli kółka pasowe są identyczne co do grubości, to postępujemy inaczej.
Naklejajmy na kawałek przykrojonej szyby okiennej produkowanej w procesie Piklingtona (typu float – czyli lania szkła na tafli płynnej cyny), odpowiednio duży kawałek brystolu. Krawędzie kółek pasowych smarujemy tuszem i przykładamy szybę. Musimy mieć trzy idealne odbicia. Brak fragmentu odbitej krawędzi wskazuje podejrzanego.
Proszę też sprawdzić, czy nie ma Kolega minimalnego wycieku oleju przez przedni uszczelniacz wału głównego silnika lub przez tylny uszczelniacz napędu pomy wody – ulegają one czasami uszkodzeniu w wyniku przegrzania silnika – tak było na jachcie "Fri".
T.L.